Najnowsze oficjalne dane rzucają nowe światło na strukturę zatrudnienia i kondycję krajowego rynku pracy. W obliczu niemal pełnego zatrudnienia, to właśnie napływ pracowników z zagranicy stał się kluczowym czynnikiem umożliwiającym dalszy rozwój przedsiębiorstw. Jak wynika z analiz, bez udziału migrantów realizacja zapotrzebowania kadrowego w najważniejszych sektorach gospodarki byłaby logistycznie niemożliwa.
Z danych zaprezentowanych przez Główny Urząd Statystyczny (CSO) wyłania się jednoznaczny obraz, że gospodarka w ogromnym stopniu opiera się na sile roboczej spoza kraju. Między początkiem 2019 roku a końcem 2024 roku łączna liczba miejsc pracy wzrosła o 355 332, osiągając pułap 2,8 miliona.
Analiza struktury tego wzrostu pokazuje jednak uderzającą dysproporcję, bo aż 218 261 z tych nowo utworzonych stanowisk zostało obsadzonych przez pracowników zagranicznych. Oznacza to, że imigranci odpowiadali za 61%, czyli niemal dwie trzecie z całkowitego przyrostu zatrudnienia w omawianym okresie. Przyczyną tego stanu rzeczy jest wyczerpanie rodzimych zasobów kadrowych, co stawia pracodawców przed koniecznością poszukiwania alternatywnych źródeł podaży siły roboczej.
Dane z 2024 roku pokazują, że w strategicznych gałęziach gospodarki obywatele innych państw stanowią już blisko połowę ogółu zatrudnionych. Samo CSO w swoim raporcie wprost wskazuje, że stała podaż siły roboczej z zagranicy ma obecnie fundamentalne znaczenie dla funkcjonowania przedsiębiorstw. Największą zależność od zagranicznych kadr odnotowano w trzech głównych obszarach:
- Administracja i wsparcie: obcokrajowcy stanowili tam 45,6% personelu,
- Zakwaterowanie i gastronomia (sektor hotelarski): cudzoziemcy odpowiadali za 45,1% zatrudnionych,
- Informacja i komunikacja: obywatele innych państw stanowili 41,4% załogi.
Trend ten potwierdzają niezależni eksperci, jak Michael Taft, czyli ekonomista związany z SIPTU, który zauważa, że w ciągu ostatnich czterech lat znacznie ponad 50% nowych miejsc pracy w szeroko pojętym sektorze hotelarskim przypadło obcokrajowcom. Podobna sytuacja panuje w ochronie zdrowia, gdzie imigranci obsadzili niemal jedną trzecią wszystkich nowo utworzonych stanowisk, zarówno w placówkach publicznych, jak i prywatnych.
Ważnym aspektem zjawiska jest sektor wysokich technologii. Branża informacyjno-komunikacyjna generuje stanowiska bardzo dobrze płatne, wymagające jednak wysokich, specjalistycznych kwalifikacji. Jak przyznaje Taft, krajowa baza edukacyjna i szkoleniowa nie jest w stanie samodzielnie sprostać tak potężnemu zapotrzebowaniu rynkowemu, co zmusza sektor technologiczny do masowego rekrutowania specjalistów z zewnątrz.
Ekonomiści ostrzegają jednak przed potencjalnymi skutkami ewentualnego ograniczenia migracji zarobkowej. Gdyby doszło do radykalnego zaostrzenia przepisów imigracyjnych, wiele branż stanęłoby w obliczu natychmiastowego paraliżu. Sektor hotelarski i gastronomiczny straciłby rację bytu z powodu braku personelu, a w domach opieki i placówkach medycznych doszłoby do głębokiego kryzysu operacyjnego. Choć segment nowoczesnych technologii mógłby uniknąć całkowitego krachu, to ograniczenie dopływu zagranicznych inżynierów i programistów poważnie osłabiłoby dynamikę wzrostu gospodarczego i konkurencyjność państwa na arenie międzynarodowej.
Bogdan Feręc
Źr. Business Plus
Photo by Sasun Bughdaryan on Unsplash

