Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Fianna Fáil i Sinn Féin coraz dalej od siebie. Spór o zjednoczenie Irlandii wchodzi w nową fazę

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Spór o przyszłość wyspy Irlandii przestaje być wyłącznie debatą o tym, czy dojdzie do zjednoczenia. Coraz wyraźniej staje się również pytaniem o to, jaką drogą należy do niego dochodzić. Właśnie na tym tle doszło do ostrego starcia między taoiseachem Micheálem Martinem a Sinn Féin. Martin ostrzega, że strategia największej republikańskiej partii może paradoksalnie zaszkodzić sprawie jedności. Sinn Féin odpowiada, że to właśnie irlandzki premier pozostaje w tyle za rzeczywistością polityczną.

Spór wybuchł po podpisaniu przez Sinn Féin memorandum o porozumieniu ze szkocką Scottish National Party (SNP) oraz walijską Plaid Cymru. Trzy partie niepodległościowe zadeklarowały wspólną presję na rząd Wielkiej Brytanii, aby ten przygotował i ułatwił przeprowadzenie referendów dotyczących przyszłości Szkocji, Irlandii Północnej oraz Walii. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to naturalny sojusz ugrupowań, które kwestionują obecny kształt Zjednoczonego Królestwa. Problem polega jednak na tym, że dla Dublina kwestia Irlandii Północnej ma zupełnie inny charakter niż kwestia szkockiej czy walijskiej niepodległości i właśnie ten argument postawił Micheál Martin.

Taoiseach zdecydowanie odciął się od sugestii, że Republika Irlandii powinna angażować kwestię zjednoczenia wyspy w szerszą kampanię szkockich i walijskich ugrupowań niepodległościowych. Zapytany o porozumienie zawarte w Cardiff oraz krytykę ze strony Michelle O’Neill Martin powiedział: „Generalnie rzecz biorąc, nie zgadzam się z tym”. Premier podkreślił, że jego zdaniem Irlandia Północna zawsze była traktowana jako odrębna kwestia, wynikająca bezpośrednio z historycznego podziału Irlandii.

To nie jest dla Martina kwestia wyłącznie politycznej taktyki. W jego ocenie Republika Irlandii powinna zachowywać szczególną ostrożność, ponieważ relacje między Dublinem, Londynem i Belfastem są oparte na delikatnej konstrukcji Porozumienia Wielkopiątkowego. Martin powiedział wprost: „Strategicznie nigdy nie uwikłaliśmy Irlandii Północnej w politykę brytyjską. Zawsze uważaliśmy północ za kwestię wyjątkową, jako kwestię, która ma znaczenie w kontekście podziału Irlandii”.

I właśnie wtedy padło zdanie, które nadało całej dyskusji znacznie większą wagę. „Myślę, że strategicznie rzecz biorąc, nie jestem pewien, czy Sinn Féin jest na dobrej drodze; podjęty przez nich ruch może nawet zaszkodzić jedności”.

To nie była zwykła różnica zdań między dwoma partiami. Taoiseach zasugerował bowiem, że Sinn Féin może działać wbrew własnemu strategicznemu celowi.

Michelle O’Neill nie pozostawiła tych słów bez odpowiedzi. Wkrótce po wypowiedzi Martina powiedziała, że taoiseach „będzie musiał nadrobić zaległości w debacie”. Jej zdaniem problemem nie jest aktywność Sinn Féin, lecz brak wystarczającego zaangażowania irlandzkiego rządu w przygotowanie kraju na ewentualne referendum dotyczące przyszłości konstytucyjnej wyspy. O’Neill argumentowała, że nie chodzi o organizowanie referendum „na siłę”, lecz o przygotowanie państwa na możliwość takiego głosowania.

Sinn Féin chce, aby rozpocząć debatę, planowanie i przygotowania wcześniej, aby ewentualne referendum nie stało się chaotycznym wydarzeniem politycznym podobnym do brytyjskiego referendum w sprawie Brexitu. O’Neill ujęła to jednoznacznie: „Nie chcemy tu powtórki Brexitu”. Jej zdaniem rząd powinien stworzyć forum, w którym można byłoby spokojnie przygotować się do potencjalnych zmian konstytucyjnych. Co więcej, liderka Sinn Féin w Irlandii Północnej i jednocześnie pierwsza minister uważa, że taoiseach ma w tej sprawie również obowiązek wynikający z irlandzkiego porządku konstytucyjnego.

O’Neill twierdzi, że Sinn Féin od pewnego czasu apeluje do Martina, aby aktywnie zaangażował się w tę debatę.

Jeszcze ostrzej wypowiedział się poseł Sinn Féin Matt Carthy. W rozmowie z RTÉ powiedział, że próby Micheála Martina blokowania dyskusji o jedności Irlandii stają się „groteskowe”. Carthy zarzucił premierowi wręcz życie „w średniowieczu”. Jego wypowiedź jest interesująca także dlatego, że odwołuje się do historii samej Fianna Fáil. Carthy powiedział: „Jako osoba pochodząca z rodziny, w której w poprzednich pokoleniach było wielu zwolenników Fianna Fáil, uważam za dziwne, że lider Fianna Fáil przedstawia się jako największy orędownik dyskusji o zjednoczonej Irlandii w tym kraju”. To mocny argument polityczny, bo Fianna Fáil od dekad należy przecież do ugrupowań, które deklarują przywiązanie do idei irlandzkiej jedności. Różnica między obiema partiami nie dotyczy więc samego celu, a dotyczy metody.

Fianna Fáil mówi: najpierw stabilność, relacje z Londynem, dialog z unionistami i utrzymanie zasad Porozumienia Wielkopiątkowego. Sinn Féin natomiast, że trzeba już teraz rozpocząć przygotowania do przyszłości, ponieważ samo odkładanie dyskusji nie sprawi, że problem zniknie.

Stanowisko Sinn Féin zostało dodatkowo wzmocnione przez Mary Lou McDonald. Liderka partii zaapelowała do brytyjskiego rządu o przygotowanie się, zaplanowanie i ułatwienie wprowadzenia zmian konstytucyjnych”. Jednocześnie porozumienie Sinn Féin, SNP i Plaid Cymru nie ogranicza się wyłącznie do kwestii referendów. Partie zadeklarowały ambicję rozwijania współpracy również w zakresie gospodarki, energetyki i współpracy międzynarodowej. To pokazuje, że Sinn Féin próbuje patrzeć na kwestię przyszłości Wysp Brytyjskich szerzej niż przez samą perspektywę referendum.

Ale właśnie tutaj pojawia się problem wskazywany przez Micheála Martina. Czy sprawa Irlandii Północnej może zostać „wciągnięta” w brytyjską układankę? Martin nie twierdzi, że Fianna Fáil sprzeciwia się jedności Irlandii. Wręcz przeciwnie, przypomniał nawet, że jego partia odegrała znaczącą rolę w procesie pokojowym oraz w kształtowaniu relacji między Republiką Irlandii, Irlandią Północną i Wielką Brytanią.

Wskazał również na Deklarację z Downing Street, Porozumienie Wielkopiątkowe, a także późniejszą Inicjatywę Wspólnej Wyspy (Shared Island Initiative). Według Martina ta ostatnia jest najważniejszą inicjatywą irlandzkiego rządu dotyczącą całej wyspy od czasu Porozumienia Wielkopiątkowego. Fianna Fáil chce budować jedność przede wszystkim poprzez praktyczną współpracę gospodarczą, społeczną, infrastrukturalną i instytucjonalną. Zamiast zaczynać od pytania „kiedy referendum?”, chce najpierw pokazywać, że współpraca obu części wyspy może przynosić konkretne korzyści.

Sinn Féin uważa z kolei, że taki proces nie może zastępować dyskusji o ostatecznym kształcie państwa.

W sporze nie można pominąć fundamentu całej współczesnej irlandzkiej polityki, czyli Porozumienia Wielkopiątkowego z 1998 roku. Jednym z jego najważniejszych elementów jest zasada, że status konstytucyjny Irlandii Północnej może zostać zmieniony, jeżeli większość mieszkańców Irlandii Północnej opowie się za takim rozwiązaniem w referendum. To właśnie dlatego debata o zjednoczeniu Irlandii nie jest zwykłą dyskusją polityczną. Nie można po prostu ogłosić, że Irlandia zostanie zjednoczona. Nie może tego zrobić ani Sinn Féin, ani Fianna Fáil, ani nikt inny z południa.

Potrzebny jest demokratyczny proces, którego zasady zostały zapisane w porozumieniu kończącym dekady konfliktu. I tutaj Martin ma mocny argument, bo jeżeli celem ma być trwała jedność, nie może ona zostać zbudowana wyłącznie na politycznym entuzjazmie republikanów. Musi również uwzględniać ludzi, którzy zjednoczenia nie chcą. To szczególnie ważne w przypadku społeczności unionistycznej. Jedność osiągnięta wyłącznie wyborczą arytmetyką, mogłaby zakończyć jeden konflikt konstytucyjny, ale stworzyć następny.

Aktualny spór między Fianna Fáil i Sinn Féin pokazuje coś ważniejszego niż zwykłą partyjną przepychankę. W Irlandii zaczyna się spór o model przyszłego zjednoczenia. Jedna wizja mówi: najpierw zaufanie, współpraca, wspólne instytucje i spokojne przygotowanie społeczeństwa. Druga: przygotowania trzeba rozpocząć już teraz, bo referendum nie powinno być improwizacją, kiedy polityczne okoliczności nagle je wymuszą. Obie strony, co też jest istotne, mają argumenty.

Martin słusznie przypomina, że sprawa Irlandii Północnej ma swoją specyfikę i że nie można mechanicznie zestawiać jej z niepodległościowymi aspiracjami Szkocji czy Walii. Sinn Féin ma natomiast rację w jednym zasadniczym punkcie, iż brak przygotowań również jest wyborem politycznym.

Jeżeli kiedyś pojawi się realna możliwość referendum, nie będzie można wtedy dopiero rozpoczynać rozmowy o gospodarce, służbie zdrowia, systemie podatkowym, emeryturach, edukacji, bezpieczeństwie czy finansowaniu usług publicznych w zjednoczonej Irlandii. To są pytania znacznie ważniejsze niż same flagi i symbole.

Najpoważniejsza debata o zjednoczeniu Irlandii dopiero się zaczyna, ale nie wiadomo, czy Północ połączy z Republiką. Nikt też nie wie, jak miałoby wyglądać państwo powstałe po takim połączeniu. I przede wszystkim: jak przekonać unionistów, że zjednoczona Irlandia nie będzie po prostu Republiką Irlandii powiększoną o sześć hrabstw?

To właśnie tutaj polityka wymaga więcej niż sloganów. Micheál Martin mówi o pojednaniu i stopniowym budowaniu relacji. Sinn Féin mówi o planowaniu i przygotowaniu. Paradoks polega na tym, że oba podejścia mogą być potrzebne jednocześnie. Można bowiem przygotowywać się do referendum bez prowadzenia kampanii. Można też rozmawiać o zjednoczeniu bez ogłaszania, że jego data jest już przesądzona. Jak i można budować współpracę między Północą a Południem bez udawania, że pytanie o przyszłość konstytucyjną wyspy nie istnieje. I być może właśnie tego najbardziej brakuje dziś irlandzkiej polityce, to poważnej, rzeczowej rozmowy o tym, co stanie się dzień po referendum.

Bo jedność Irlandii nie będzie polegała na tym, że pewnego ranka zniknie niewidoczna od dawna na wyspie granica. Prawdziwym testem będzie to, czy mieszkańcy całej wyspy będą potrafili żyć w jednym państwie bez przenoszenia dawnych podziałów do nowej rzeczywistości. A to wymaga znacznie więcej niż politycznych haseł. Wymaga planu i właśnie o ten plan zaczynają się dziś spierać Fianna Fáil i Sinn Féin.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Fot. NASA

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version