Na 150 000 lekarzy w Polsce przypada około 300 000 osób działu techniczno-administracyjnego. To o 250 000 osób za dużo. Takie przerosty biurokratyczne występują w każdym dziale państwowej gospodarki. Osób, które bez sensu utrzymujemy jest już w Polsce ponad 2 miliony. Upadek tego systemu jest bliski
Najpierw posłużę się autorytetem i to nie jakimś nieznanym, jak robią nieuczciwi publicyści, ale uznanym wręcz za bardzo😉 O Arturze Bartoszewiczu mowa, który całkiem mądrze gada, jak nie musi startować na prezydenta. Tym razem wypowiedział się w Radiu Wnet u Jaśminy Nowak (pozdrawiamy). I co powiedział?
Czy państwo jest bankrutem? Państwo stoi na takich nóżkach, że wystarczy podmuch [kryzys gospodarczy] (…) dług publiczny sięga już 3 bilionów złotych, a deficyt wynosi 270 miliardów złotych. (…) Państwo kosztuje już 53 tysiące złotych każdego z nas. (…) Tak naprawdę cena paliwa to jest mniej więcej 2 złote, tyle kosztuje ono realnie, a reszta to są wszelkiego rodzaju podatki i akcyzy.
Piszę, piszemy o tym od wielu lat. Jednak w odróżnieniu od Bartoszewicza wskazujemy prawdziwego winowajcę. Nie, nie jest to obywatel, który głosuje na niewłaściwe osoby. Jedynym winnym jest system, patologiczny system III RP, wprowadzony przez generała Kiszczaka po to, żeby Polska była państwem słabym, żeby rządziły nim komunistyczne tajne służby, a uwłaszczonym na narodowym majątku komunistom włos z głowy nie spadł.
Ten system, przyklepany w Magdalence, sprawdził się aż za bardzo. Zagwarantował wszystko to, czego oczekiwali komuniści, a skutkiem ubocznym jest słabość państwa polskiego. Ponowne uzależnienie mentalne, polityczne i gospodarcze od zagranicznych dysponentów. Już nie ze wschodu, ale z zachodu.
Wróćmy jednak do nieszczęścia zasadniczego.
Transformacja komunistów w tuzy polskiego biznesu nie dokonałaby się bez akceptacji społecznej. Tej akceptacji udzieliła komunistom tzw. strona społeczna – opozycja solidarnościowa przecedzona sitem Kiszczaka – kładąc podwaliny pod rozbuchane państwo biurokratyczne. Sama od teraz mogąca po urzędach martwić się o Polskę za nasze pieniądze.
Ten system upadnie, tu pełna zgoda z dr. Bartoszewiczem, ponieważ jest niewydolny, nie jest w stanie sam się finansować. Nikt już tego zderzenia ze ścianą realności nie może zatrzymać. Nie będę po nim płakał. W końcu świadomie odrzuciłem pomysł, by być jego częścią.
Jak z grubsza wyglądały pomysły moich kolegów – zawsze dla Polski – którzy jednak dali się skusić? Każdy wyglądał tak samo – w dobro nas wszystkich wpisane były stanowiska i pieniądze dla nich. Dla nich najpierw; z gwarancją i niezależnie od korzyści/straty dla nas. Dotyczyło to każdego obszaru aktywności państwowej i społecznej – obszaru całego państwa. Parę lat temu policzyłem, że na 16 milionów wszystkich pracujących Polaków co najmniej 1,5 miliona etatów jest niepotrzebnych (gdyby nie te 1,5 mln, pracowałoby teraz 20/21 mln Polaków). Do 1,1 mln niepotrzebnych urzędników dodałem 0,4 mln niepotrzebnie zatrudnionych w szkolnictwie.
Przerosty zatrudnienia przy jednoczesnym spadku jakości wykonywanej pracy dotyczą wszystkich działów gospodarki państwowej. Kolejnym, najbardziej dziś medialnym, jest lecznictwo, z którym mam teraz kontakt trzeciego stopnia i obronność, na której się kompletnie nie znam (co nie znaczy, że się nie wypowiem😉)
Dziś o tym pierwszym. Po aferze Dawida Kacprzyka, który nie został nawet przesłuchany przez prokuratora – bo jest na wakacjach? – odium gniewu społecznego spadło na „chciwych” lekarzy. Narracja uruchomiona przez Donalda Tuska, została podchwycona przez media i opanowała umysły i emocje Polaków. Zostaliśmy zbombardowani dziesiątkami przypadków lekarzy-milionerów pracujących po 48, a nawet po 72 godziny na dobę, za grube miliony.
Dlaczego Dawida Kacprzyka, młodzieżowego funkcjonariusza partii rządzącej, oddelegowanego na odcinek szpitalny, nie zdążył jeszcze przesłuchać prokurator?
Przyczyny są dwie, przynajmniej dwie.
Pierwsza, to zakotwiczenie w strukturze partii rządzącej, która go delegowała na stanowisko lekarza. Dawid Kacprzyk nie działał sam.
Druga, to ochrona całego systemu przed potencjalną zmianą – przy wykazaniu podstawowego mechanizmu, jakiemu NFZ służy od samego początku i dla jakiego został powołany w miejsce Kas Chorych. Ten mechanizm to oczywiście pozyskiwanie stanowisk i pieniędzy dla zaplecza politycznego partii politycznych i ich samych.
Ponieważ przykłady są bardziej pociągające, przytoczę przypadek jednego szpitala powiatowego.
Zatrudnionych jest w nim 420 pielęgniarek, 100 lekarzy (umowy + kontrakty), 100 salowych i pomocników medycznych i uwaga: 200 osób techniczno-administracyjnych, w tym 70 bezpośrednio w administracji. Na 600 osób bezpośrednio pracujących dla ochrony naszego życia aż 200 osób obsługuje ich stanowiska pracy, co najmniej o 150 za dużo.
Zatem przerosty biurokracji partyjnej nie dotyczą samego NFZ, w którym pracuje 5,5 tysiąca osób (niepotrzebnie). Bo jeżeli w Polsce pracuje zawodowo z pacjentami ok. 150 tysięcy lekarzy, to z proporcji opisanej powyżej wynikałoby, że dział techniczno-administracyjny liczy aż 300 tysięcy osób. I tak mi podpowiada AI – ok. 900 tysięcy zatrudnionych ogółem w służbie zdrowia.
Zatem do 1,5 miliona osób wadliwie zatrudnionych w Polsce należy dodać kolejne 250 tysięcy utrzymywanych niepotrzebnie przez nas, uczciwie pracujących. Nie dodałem jeszcze przerostów w polskiej armii i policji, ale na oko dobijemy do 2 milionów utrzymywanych przez nas darmozjadów.
Jaki jest sposób partii politycznych rządzących i pretendujących dla utrzymania swojej bandy? Podnieść koszt życia dla nas (podatki, akcyzy, opłaty, haracze) dla zebrania pieniędzy na ich pensje a resztę pożyczyć.
To jest właśnie system III RP, o którego wadliwości nie wypowiada się żadna partia rządząca, ani pretendująca do zdobycia władzy, z powodu jak wyżej. Jeżeli nie odsuniemy ich od zarządzania państwem i tego systemu nie obalimy, system w końcu zeżre nas. I małym pocieszeniem jest fakt, że potem sam zdechnie.
Jan Azja Kowalski

