Czy wyznawcy proroka Mahometa chcą znowu opanować Półwysep Iberyjski, przekształcając go w Al-Andalus, a potem całą Europę? To się dopiero okaże. W obliczu nadciągającego zagrożenia, sprowokowanego przez politykę globalistów (również w Polsce), powinniśmy się takiemu niebezpieczeństwu przeciwstawić
Sceny z (jeszcze) hiszpańskiej Ceuty na długo pozostaną w naszej pamięci. Inwazja dziesiątków tysięcy wyznawców islamu może być preludium do kolejnej próby podboju Europy. Czy wyznawcy proroka Mahometa chcą powtórzyć historię z początku VIII wieku i znowu opanować Półwysep Iberyjski, przekształcając go w Al-Andalus?
Próbę podboju całej Europy przez islam zablokowało w roku 732 chrześcijańskie rycerstwo pod wodzą Karola Młota (bitwa pod Poitiers). Pamiętając o tym, zapominamy najczęściej o początku muzułmańskiej inwazji. Ta zaczęła się od podboju przez wojska Mahometa – twórcy nowej religii – Półwyspu Arabskiego. Po zjednoczeniu plemion arabskich wojska Mahometa wyruszyły na podbój całego świata; Persji, chrześcijańskich Bizancjum i Afryki. Islam, ta rzekomo religia pokoju, jest w rzeczywistości religią wojny, wojny przede wszystkim z chrześcijaństwem.
Pisałem o tym parokrotnie, pokazując też proste rozwiązanie problemu najazdu w postaci referendum – decyzji obywateli o przyjęciu lub nie nowych sąsiadów. To mieszkańcy danej gminy powinni decydować o tym komu pozwolą mieszkać na swoim terenie, a nie władze centralne.
Obecna inwazja islamska w Europie, na razie w miarę pokojowa, to skutek fatalnej polityki migracyjnej obecnych władców Europy. To oni (Angela Merkel), wręcz zaprosili mieszkańców Afryki i Azji, nie pytając własnych obywateli o zgodę.
W jakim celu?
Pierwszy – to ostateczne zniszczenie chrześcijaństwa przez lepiej wiedzących i oświeconych. Islamiści są tu środkiem do realizacji celu.
Drugi – to całkowite przejęcie władzy nad ludźmi. To oświecona elita ma decydować o wszystkim, również o doborze do własnej grupy, a nie wyborcy.
Oba cele są sprzeczne z istotą chrześcijaństwa – wolną wolą, z której wywiedliśmy wolność obywatelską i prawo człowieka do decydowania o swoim życiu.
Ponieważ oświecona europejska i światowa elita nie może na razie zlikwidować samej demokracji, próbuje ją wypaczyć i wykorzystać. Miliony migrantów z obcego kręgu kulturowego znakomicie się do tego nadają. Zanim doszło do Ceuty hiszpański premier Sanchez zalegalizował pobyt miliona nielegalnych migrantów. Za niedługo dostaną pełnię praw obywatelskich, włączając w to prawo głosowania.
Miliony nowych wyborców, będących na utrzymaniu rządu (w rzeczywistości obywateli), zagłosuje za tym rządem. Za rządem niewolącym dotychczas wolnych obywateli. W ten sposób demokracja stanie się fikcją, a oświecona elita przeprowadzi wszystkie zakładane projekty, godzące w wolność należną nam, dzieciom bożym.
Bo to przecież nie tylko bolszewicy z Hiszpanii wpadli na ten pomysł. To samo chciał przeprowadzić Joe Biden, zapraszając migrantów do USA. Partia Demokratyczna też wpadła na pomysł jak wygrywać wybory, umożliwiając głosowanie ludziom przebywającym w Stanach nielegalnie i doprowadzając demokrację do absurdu. We własnym szalonym interesie.
Dwa kontynenty, ten sam pomysł? Za duża to zbieżność, żeby była przypadkowa. Na szczęście pojawił się Donald Trump i zastopował ten pomysł. Wspólny pomysł globalistów.
Kto w Polsce wcielał ten pomysł w życie, realizując globalistyczną agendę? Oczywiście, Mateusz Morawiecki, który teraz chce tworzyć oświeconą partię Rozwój plus. W tym plusie tkwi największe zagrożenie dla Polski.
Nie podważam tego, że Mateusz Morawiecki chciał przy tym zarobić. Opłacalnością dla Polski (i światowych korporacji typu Uber) tłumaczył przecież konieczność takiej polityki.
W Przemysławie Czarnku również nie upatrujmy ratunku. Jego uczelnia masowo legalizuje pobyt w Polsce migrantów – „studentów”, a Lublin – bastion Prawa i Sprawiedliwości – to dla nich brama wjazdowa.
Jedynym ratunkiem pozostaje odrzucenie systemu, który demokrację i wolność obywateli używa jako fasady dla realizacji własnych celów. Powrót do głównej, chrześcijańskiej zasady wolności osoby ludzkiej, jaką przyjęli kiedyś nasi przodkowie jako podstawę ustroju I Rzeczpospolitej. To z niej wynikła również wolność i prawo decydowania o własnym państwie – wspólnej sprawie obywateli.
Tylko odsuwając od władzy globalistów, udających patriotów, Europejczyków, rozwojowców, swojaków, możemy uratować Polskę przed nadciągającym zagrożeniem. Bez zmiany sposobu zarządzania państwem z odgórnego – w którym rząd może podjąć decyzje sprzeczne z interesem Polaków, na sposób oddolny – w którym sami określamy własny interes i decydujemy jak go realizować – to się nie uda.
Dopóki globaliści nie podbiją ostatecznie Ameryki, jeszcze mamy szansę.
Jan Azja Kowalski

