Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Felieton sobotni Jana A. Kowalskiego: Czy Polska przetrwa do roku 2030? Zmieńmy pole gry (5)

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Zamiast wszczynać berlińskie awantury i krzyczeć: Niemcy naszych biją!, zmieńmy pole walki. Stwórzmy swoje, na którym nikt nas nie pokona, a na pewno nie Niemcy. To pole, to oddolne zarządzanie naszym państwem i postawienie na przedsiębiorczość milionów Polaków. Nikt nas nie pokona!

Jak cenię Ruch Obrony Granic, za działalność zgodną z nazwą, tak awantura berlińska była jedną wielką pomyłką. Pomylono cele statutowe, bo przecież granica naszego państwa jeszcze nie przebiega przez Berlin. Pomylono środki, bo chrześcijanie nie walczą krzyżem. Awantura w relacjach z Niemcami, a to nasz potężny sąsiad, nie służy w żaden sposób Polsce. Jeżeli ma ratować upadającą „największą telewizję prawicową w Polsce”, która bezpośrednio się w nią zaangażowała, przeinaczając fakty i bojkotując niemieckie reklamy, których nie ma, to gratuluję redaktorowi Sakiewiczowi doboru środków. Dlaczego jednak swoje interesy, jakie by nie były, przedkłada nad dobro naszej ojczyzny?

Zamiast kopać się z koniem i krzyczeć: naszych biją!, polskie środowiska patriotyczne powinny skoncentrować swoją uwagę i działania na zmianę pola gry. Zamiast szarpać się w ramach systemu i przekierowywać zaangażowanie Polaków na sprawy przegrane i nieistotne, zmieńmy reguły gry i walki o Polskę. Zaproponujmy takie, w których nikt nas nie pokona, a na pewno nie Niemcy😉

Z jakich na jakie?

W zasadzie cała struktura IIIRP jest jednym wielkim występkiem przeciwko rozwojowi i wzrostowi polskiego narodu w bezpiecznym i silnym państwie. Najpierw generał Kiszczak zabezpieczył interesy (post)komunistycznego wysokiego państwa tak, żeby nic nie mogło ich naruszyć. To zablokowało jakąkolwiek zmianę systemu ustalonego w Magdalence, ale w konsekwencji zablokowało samodzielny rozwój państwa. 

To dlatego 2 miliony prawdziwych przedsiębiorców (nie mylić z komunistami i współpracownikami uwłaszczonymi na naszym majątku) zamiast napędzać samodzielny wzrost gospodarczy państwa, walczy teraz o przeżycie. Nielicznym prawdziwym przedsiębiorcom się udało, ale też dużo dużo mniej niż gdyby system wzrostowy państwa oparty był o ich rozwój. Pamiętajmy też, że wielu z nich funkcjonariusze (post)komunistycznego deep state zniszczyli lub przejęli ich firmy, szukając rozpaczliwie pieniędzy przed akcesem do Unii. 

Najważniejszy element blokujący samodzielny, oddolny rozwój Polski, w postaci horrendalnego haraczu od płac, opisywałem wiele razy, również ostatnio, pytając:

Dlaczego my, polscy przedsiębiorcy – sól ziemi – mamy płacić dwu i półkrotnie wyższe ubezpieczenie społeczne od zatrudnionego niż przedsiębiorcy niemieccy i 4-krotnie wyższe niż przedsiębiorcy w Anglii? 

Ten sam (post)komunistyczny deep state, który już zdychał z niewydolności, za wszelką cenę musiał pozyskać nowe źródło finansowania. Dlatego w jego parciu do Unii Europejskiej (SLD, Miller i Kwaśniewski) nie dopatrujmy się dziejowego i ideowego paradoksu. Zyskanie nowych funduszy było jedynym sposobem na uniknięcie bankructwa. 

Możliwość zarządzania nimi tchnęła nowe życie w (post)komunistyczną wydmuszkę państwa, tzw. IIIRP, co opisałem w roku 2012, w Wojnie…

Na operacji przejęcia terenów postsowieckich zyskała o wiele więcej stara Unia Europejska. Już zdychająca pod garbem biurokracji, teraz zyskała nowe życie. Nowy teren do ekspansji eksportowej dla swoich firm i rezerwuar taniej siły roboczej. Zyskała też jej urzędnicza elita, która również postanowiła podbić wschodnie tereny. Zrobiła to produkując swoje lokalne elity urzędnicze i polityczne, obie zależne od brukselskiego odgórnego finansowania. Dla utrwalenia swojego panowania na wieki (zaraz się zawali), rozwinęła jedyną skuteczną metodę odgórnego zarządzania – niemiecką biurokrację.

Na tym polu nie mamy szans konkurować. Nasz rozwój zawsze będzie zależny i jako piersi odczujemy straty, gdy system ten będzie padał. A upadnie na pewno, bo jest etatystyczny i równie niewydolny jak kiedyś komunizm. Do komunizmu zresztą zmierzają obecne europejskie elity, stawiając pomniki Marksowi i Spinelliemu. 

Co mnie 30 lat temu dziwiło? Ten antyrozwojowy system, sprzeczny z duchem indywidualizmu i przedsiębiorczości Polaków, został zaakceptowany nie tylko przez (post)komunistów. Został zaakceptowany przez całą dawną opozycję, od Tuska do Kaczyńskiego. Skąd ta zgoda wyniknęła, pomijając perfidię i zdradę interesu narodowego?

Odpowiedź jest prosta, z intelektualnej akceptacji dla statycznego porządku państwowego i społecznego, jakiego doświadczyliśmy w PRL. Z niezrozumienia funkcjonowania wolnego rynku, wolnego społeczeństwa i prawdziwego bogactwa, wynikającego z przedsiębiorczości i pracowitości obywateli. 

Co gorsza, z przeświadczenia, że postkomunistyczne państwo, leżące niczym władza na ulicy, można przejąć na własność, wystarczy się schylić. Socjotechnicy (post)komuny musieli boki zrywać, obserwując te wysiłki inteligenckich nieudaczników z Żoliborza i okolic. Ale nie tylko. Stratedzy tzw. prawicy (lewicy postsolidarnościowej) wymyślili, że aparat stworzony przez europejskie elity (Niemcy/Francja) będą mogli dodatkowo wykorzystać dla umocnienia własnej władzy nad Polską.

Dla (post)komunistycznej władzy, posługującej się już przed 1989 rokiem czystym socjalizmem/etatyzmem, odgórny, nakazowy sposób zarządzania państwem pod odgórnym zarządem zewnętrznym ( kiedyś Związek Sowiecki) był jedynym akceptowalnym. Wykluczał spontaniczność, indywidualizm i ryzyko – wszystkie te składowe zagrażały jej interesom, niekompatybilnym z interesem narodu.

To straszne, ale ten przestarzały, teraz odgrzany przez Unię Europejską system, stał się dla postsolidarnościowej opozycji jedynym sposobem na zarzadzanie państwem. Miał zapewnić Polsce rozwój i prześcignięcie Niemiec (Kaczyński). Desygnowanie na „najlepszego premiera” Mateusza Morawieckiego – bankstera i globalisty – stało się początkiem końca tej formacji. To mnie specjalnie nie martwi. Jednak zaakceptowanie przez niego europejskiego szaleństwa ETS i Zielonego Ładu, zamykanie polskich kopalń węgla i zniszczenie gospodarki dla kilkudziesięciu miliardów unijnej pożyczki (!), wprowadziło nas w ogromne problemy. Nasze państwo i naród.

Szalony przyrost długu państwowego nie wziął się nagle (od Tuska). Jest konsekwencją wdrożenia przez obóz Prawa i Sprawiedliwości unijnego szaleństwa. Drożyzna i spadek wartości naszych pieniędzy również jest skutkiem rządów PiS. Obecna Koalicja jedynie twórczo rozwija politykę poprzedników, wyzbyta jakichkolwiek oporów moralnych (vide: Szpital Południowy). 

W końcu to Niemcy mają przejąć odpowiedzialność za polskie terytorium w upadłości, a jej politycy z zapleczem mają się tylko jak najlepiej ustawić na nadchodzące czasy. Ot cały plan K13G.

Poznęcam się jeszcze trochę, wybaczcie😉

Samochód elektryczny Izera to modelowy przykład zaangażowania postkomunistycznego, etatystycznego państwa w gospodarkę. W momencie, gdy najwięksi europejscy producenci samochodów osobowych, również elektryków, zostaną za chwilę uduszeni przez chińską konkurencję, albo (co za ulga) przejęci, polskie rządy wydają lekką ręką 5 miliardów złotych na projekt z góry skazany na porażkę. I, żeby nie było żadnych wątpliwości, ten „pierwszy polski samochód elektryczny” mają zbudować Chińczycy z Tajwanu. No dobrze, za 5 mld może ten prototyp powstanie, ale gdzie go sprzedamy? Gdzie mamy w Europie i na świecie rozbudowane serwisy i salony sprzedaży? Skąd weźmiemy kolejne 50 mld (euro) na zbudowanie tej sieci? 

Nie wiem ile skasowali politycy PiS z pierwszego zmarnowanego miliarda i nie wiem ile skasują politycy KO z kolejnych 4 miliardów. Sądząc po rozmachu, bo mają rozmach Dawidy Kacprzyki, 8 razy więcej. 

Jeżeli chcemy dać sobie jakąkolwiek szansę jako państwo i naród, to musimy jak w tytule, zmienić reguły gry. Odrzucić odgórny biurokratyczny system i stworzyć nowe pole walki, swoje pole, na którym nie damy się ograć, obywatelskie pole walki. Wiąże się to z koniecznością odrzucenia obecnego szaleństwa, choćby jako najbardziej realną rzeczywistość do osiągnięcia za moment, za parę lat, za cenę jeszcze odrobiny wyrzeczeń, przedstawiali go nam obecni liderzy polskiej polityki z prawa, lewa i z bagna.

Potrzebujemy nie regulacji i przeregulowania, które nas zabija, ale prostych reguł. Dla przedsiębiorców polskich i dla nas wszystkich. Dla rozwoju państwa i dla naszych dzieci/wnuków.

Wytyczę to pole w kolejnych odcinkach. 

Jan Azja Kowalski

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version