Mierni artyści zawsze popierają i będą popierać system, który ich uniezależnia od głosów/pieniędzy zwykłych ludzi. I zapewnia dostatnie życie. Tylko władza odgórna, feudalna – w wersji królewskiej lub socjalistycznej – może im to zapewnić. Dlatego mierni artyści nie są zwolennikami demokracji
Nie tylko artyści chcą żyć na nasz koszt, politycy również. Niezależnie od skali talentu i osiągnięć zawodowych pieniądze się im należą. Pieniądze wystarczające do beztroskiego życia. Jednak pieniądze nie mogą być im wręczane bezpośrednio przez ludzi – odbiorców i krytyków ich rzeczywistego talentu. O nie!, to by naruszało ich godność osobistą i weryfikowało talent lub odraczało jego odkrycie na czas po ich śmierci.
Mierni artyści zawsze popierają i będą popierać system, który ich uniezależnia od głosów/pieniędzy zwykłych ludzi. I zapewnia dostatnie życie. Tylko władza odgórna, feudalna – w wersji królewskiej lub socjalistycznej – może im to zapewnić.
Dlatego artyści w swej masie nie są zwolennikami demokracji, ale władzy odgórnej, która na tyle złupi lud, żeby dla nich też starczyło. W ten „artystyczny” sposób doszliśmy do tematu, do polityków, zgrupowanych w partie polityczne. Co myślę o współczesnych partiach polskich napisałem już wiele razy. Nigdy pozytywnie.
Nieszczęściem dla Polski był moment upadku komunizmu w ZSRS i całym wschodzie Europy. Na zachodzie Europy partie polityczne zdążyły się na tyle oderwać od reprezentowania interesu swoich elektoratów, że tylko wzmocniły patologiczne początki (pierestrojka) formowania się naszych partii politycznych.
Europejski, odgórny system finansowania państw, a co za tym idzie partii politycznych, które zdołają te państwa zdobyć, jest podobnym systemem jak III RP stworzona przez generała Kiszczaka. Pokusa zdobycia państwa na własność, jaką omamił swoich przeciwników, ma moc jak pierścień na palcu hobbita Bilbo Bagginsa. Chociaż jest to moc niszcząca posiadacza i państwo, żadna partia polityczna nie jest w stanie się jej oprzeć. Nie potrafiło się jej oprzeć Prawo i Sprawiedliwość z Jarosławem Kaczyńskim na czele, chcące zdobyć państwo dla siebie. Nie potrafią się oprzeć również inne partie, chociaż zapewniają, że jest inaczej.
Obecne zachodnie partie równie nie reprezentują swoich wyborców, jak partie wschodnie (w tym polskie). I próbują domknąć system europejski, w którym reprezentują tylko własne grupowe interesy, za nic odpowiadając, i kasując prowizję od wrogów wolności za dostęp do swojego największego zasobu – podległych im społeczeństw. Dlatego postkomunistyczne partyjki ze wschodu doskonale się do niego nadają.
Żeby system trwał, zwykli obywatele muszą jednak na nie głosować (na razie). I tu z pomocą przychodzą artyści. Chociaż kariery zrobili na udawaniu kogoś kim nie są lub pokazywaniu pewnej części ciała, wykreowani zostali na autorytety w dziedzinie polityki, zdrowia i każdej. Propagandowymi autorytetami dla ludu. W zamian dysponenci kapitału – władza i korporacje – odpłacają się im dochodowymi reklamami, grantami, „darmowymi koncertami”.
Mecenat państwowy jaki stosował komunizm sowiecki PRL i postkomunizm IIIRP , wykorzystuje artystów (w każdej dziedzinie sztuki) dla umocnienia swojego panowania nad ludźmi. W warunkach społecznego niepokoju najbardziej pożądani dla władzy totalitarnej byli/są artyści „niepokorni”. Rozładowują naturalną potrzebę buntu przeciwko władzy na koncertach lub w kinach za pieniądze pozyskane od władzy.
Wszystko trwa do czasu gdy system polityczny traci płynność finansową. Bankructwo systemu, które pogrzebało komunizm, spowodowało też perturbacje finansowe wielu artystów. Szybko się skończyły, gdy okazało się, że system komunistyczny nie upadł ale planowo transformował (w IIIRP). Co będzie gdy upadnie ten nowy, jakoś dziwnie wyposażony w stary system sądowniczy i starą strukturę budżetu państwa?
Oby Kraków był jaskółką odrzucenia również tego nowego bolszewizmu, skrytego pod płaszczykiem kapitalizmu i wolnego rynku.
Aby jednak tak się stało, ktoś musi nowy system mieszkańcom Krakowa i obywatelom Polski zaproponować. Nie zrobią tego obecne partie polityczne, nawet jeżeli nazywają się antysystemowymi. Za wygodnie im się żyje w ramach obecnego systemu; to przecież my ich finansujemy.
Prawdziwej weryfikacji może dokonać jedynie życie. Jeżeli okaże się ono bardzo niewygodne dla obywateli, to odrzucą establishment, jak zrobili to w Krakowie (ku zdumieniu artystów-celebrytów za miejskie/państwowe pieniądze). Jednak obywatele, nawet odrzucając nieefektywny system, nie stworzą nowego. Mogą go tylko poprzeć.
Jest jeszcze gorzej niż w latach 80-tych. Nie mamy Solidarności, wielkich zakładów pracy. Nie mamy cieszącego się społecznym autorytetem Kościoła. Bunt mogą co prawda podnieść urzędnicy i cała sfera budżetowa (3,5 mln osób), gdy ujawnione zostanie bankructwo obecnego systemu zarządzania naszym państwem i nie dostaną wypłat lub znajdą się na bruku. Na nic się nam zda ten bunt, bo przecież nasza oferta nowego systemu przewiduje likwidację stanowisk co najmniej 1,5 mln z nich.
Dla obalenia dzisiejszego nowego feudalizmu i zwycięstwa nowego sposobu zarządzania dobrem wspólnym potrzebny jest autentyczny lider i ruch społeczny, zdolny ująć w program wyborczy nowy system – korzystny finansowo i życiowo dla ludzi.
System organizacji społecznej oparty o Boże Prawa z II tablicy, wyjaśnione nam w prosty sposób przez Jego Syna, Jezusa Chrystusa. Ten system odkryli nasi przodkowie w I Rzeczpospolitej, a podjęli uciekinierzy z Anglii do Ameryki. Zbiegiem okoliczności, a może nie, miało to miejsce w tym samym czasie, gdy „boży porządek” w I Rzeczpospolitej upadał.
Wykorzystując chwilę dziejową, jaką nam funduje teraz Ameryka, spróbujmy ten porządek w naszym państwie przywrócić. Definiując wcześniej wszelkie przeszkody, o które się przewracamy, a których nie chcemy dostrzec. Zacznę je zauważać już za tydzień.
Jan Azja Kowalski
PS. Zacznę od składek ZUS, jakżeby inaczej;)

