Podczas gdy rządowe raporty i oficjalne komunikaty bezustannie mamią opinię publiczną wizją dynamicznego rozwoju, rzeczywistość na irlandzkim rynku nieruchomości weryfikuje te obietnice. Najnowsze dane z indeksu PMI AIB za maj nie pozostawiają złudzeń, więc irlandzkie budownictwo mieszkaniowe leży na łopatkach, a wysiłki zmierzające do zwiększenia krytycznie niskiej podaży domów po raz kolejny zakończyły się fiaskiem.
Mamy do czynienia z głębokim kryzysem, w którym sektor komercyjny bezwzględnie wysysa zasoby z rynku mieszkaniowego, a Departament Mieszkalnictwa, Samorządu Lokalnego i Dziedzictwa Kulturowego wykazuje się porażającą wręcz biernością.
Główny odczyt majowego indeksu PMI na poziomie 50,2 punktu na pierwszy rzut oka mógłby sugerować minimalne odbicie po kwietniowych spadkach. Diabeł tkwi jednak w szczegółach, a te dla tysięcy osób szukających dachu nad głową są katastrofalne. Jeśli wyizolujemy sam sektor budownictwa mieszkaniowego, wskaźnik ten szoruje po dnie, spadając do dramatycznego poziomu 43,2 punktu. Każda wartość poniżej progu 50 oznacza regres, a majowy wynik to nie tylko drugi z rzędu miesiąc kurczenia się rynku, ale przede wszystkim najszybsze i najgwałtowniejsze tempo spadku aktywności od października ubiegłego roku. Budowanie domów w Irlandii po prostu stanęło w miejscu, a tempo tego zjazdu bije kolejne niechlubne rekordy.
Gdzie zatem podziały się rzekome ożywienie i kapitał? Odpowiedź obnaża bezradność państwa wobec sił rynkowych. Prywatni inwestorzy i firmy budowlane masowo uciekają w sektor komercyjny, więc budowę biurowców i obiektów przemysłowych, który odnotował właśnie najszybszy wzrost od marca 2022 roku. Rynek komercyjny, napędzany rosnącymi cenami usług, staje się dla deweloperów o wiele bardziej lukratywny. Efekt tego zjawiska jest dwojaki i skrajnie niebezpieczny dla społeczeństwa. Sektor komercyjny bezlitośnie odciąga od budownictwa mieszkaniowego deficytowe zasoby: zarówno kapitał inwestycyjny, jak i wykwalifikowanych pracowników fizycznych, których na irlandzkim rynku dramatycznie brakuje.
Rząd natomiast przygląda się temu procesowi z boku, pozwalając, by spekulacja biurowa wygrywała z podstawową potrzebą społeczną, jaką jest własny kąt.
Największa odpowiedzialność za ten stan rzeczy spada jednak na Departament Mieszkalnictwa, którego opieszałość i nieudolność w zarządzaniu publicznymi środkami budzą uzasadniony gniew dużej części społeczeństwa. Podczas gdy mieszkańcy Zielonej Wyspy zmagają się z bezprecedensowym kryzysem bezdomności i horrendalnymi cenami najmu, ministerialne wydatki kapitałowe na mieszkalnictwo niemalże zamarły. Do końca maja departament ten wydał 1,92 miliarda euro, a to kwota zaledwie o niespełna półtora procent wyższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Niemoc bije w oczy jeszcze mocniej, gdy zestawimy Departament Mieszkalnictwa z innymi gałęziami administracji rządowej.
Można więc powiedzieć, że Irlandzki system budownictwa mieszkaniowego uległ całkowitej dysfunkcji. Departament Mieszkalnictwa poniósł sromotną klęskę, nie potrafiąc ani skutecznie konkurować z sektorem komercyjnym o pracowników, ani efektywnie wydatkować przyznanych mu miliardów euro. Bez radykalnej zmiany strategii, odważnych decyzji regulacyjnych i natychmiastowego odblokowania zamrożonego kapitału, majowe załamanie na rynku stanie się tendencją trwałą. Na ten moment narracja o rzekomym rozwiązywaniu kryzysu mieszkaniowego to jedynie PR-owa makieta, za którą kryje się krajobraz spowity zastojem i pogłębiającą się bezradnością.
Bogdan Feręc
Źr. Independent

