Mimo napływających sygnałów o chwilowym wyhamowaniu dynamiki niektórych podwyżek, słowo „inflacja” raczej będzie wymawiane w najbliższych miesiącach znacznie częściej. Budżety domowe już teraz pozostają pod ciągłą i dotkliwą presją i nie zapowiada się, aby w najbliższym czasie cokolwiek się zmieniło.
Z najnowszych danych opublikowanych przez Centralny Urząd Statystyczny (CSO) wynika, że roczny wskaźnik inflacji w lipcu utrzymał się na poziomie 3,4 proc., powtarzając wynik z ubiegłego miesiąca. Eksperci ostrzegają jednak, że to tylko uspokojenie przed kolejną falą wzrostu cen w nadchodzących miesiącach, kiedy wyższe będą opłaty za towary i usługi, a w szczególności za artykuły spożywcze, które mogą gwałtownie pójść w górę. Skompensowany efekt ostatnich lat, dla konsumentów stanie się w związku z tym wysoce odczuwalny. Jak zauważają analitycy, od lipca 2021 roku ogólny poziom cen w gospodarce podniósł się o blisko 25 proc. Wskaźnik na poziomie 3,4 proc. nadal wyraźnie przekracza cel inflacyjny Europejskiego Banku Centralnego, określony na poziomie 2 proc.
Na stałe utrzymywanie się wysokiego wskaźnika cen konsumpcyjnych składa się kilka kluczowych obszarów. W okresie do lipca największy wpływ na bilans wydatków miały:
- Nośniki energii i paliwa: Koszt zakupu oleju opałowego podskoczył aż o 28 proc. W lipcu ceny paliw na stacjach osiągnęły średnio 1,76 euro za litr oleju napędowego (wzrost o 6 centów w skali roku) oraz 1,77 euro za litr benzyny (skok o 5 centów). Na ten obraz nakładają się decyzje dostawców energii, którzy z początkiem ubiegłego miesiąca, wprowadzili podwyżki cenników prądu oraz gazu.
- Koszty obsługi zadłużenia: Stopniowe podnoszenie stóp procentowych przez EBC o 0,25 punktu procentowego przełożyło się na natychmiastowy wzrost rat kredytów hipotecznych o zmiennym oprocentowaniu.
- Akomodacja i wypoczynek: Zauważalny wzrost cen odnotowano również w sektorze turystycznym, zwłaszcza w obszarze zorganizowanych wyjazdów wakacyjnych.
Na tym tle pozytywnym wyłomem pozostają ubezpieczenia. Składki na polisę komunikacyjną spadły dziesiąty miesiąc z rzędu (o prawie 4 proc. r/r), a koszty ubezpieczenia domu zmniejszyły się o 3 proc.
Analiza opublikowana przez Edel Flannery z CSO pokazuje, że w ubiegłym miesiącu ceny podstawowych produktów spożywczych oraz napojów bezalkoholowych wzrosły ujęciu ogólnym o skromne 0,7 proc. Część produktów w skali 12 miesięcy zdołała nawet stanieć. Spadki objęły m.in. funt masła (55 centów), 2,5-kilogramowy worek ziemniaków, dwa litry pełnotłustego mleka, kilogram sera cheddar (wszystkie po 9 centów), stek z polędwicy (5 centów) oraz bochenek ciemnego chleba (2 centy). Ceny białego pieczywa pozostały bez zmian. Jednocześnie odnotowano podwyżki w kategoriach ryb, jaj oraz przetworów zbożowych.
Statystycy i analitycy rynkowi są jednak zgodni, iż ten względny spokój na półkach sklepowych ma charakter tymczasowy.
Prognozy na najbliższą przyszłość wskazują na nieuchronne i drastyczne przyspieszenie dynamiki podwyżek. Opublikowane lipcowe dane CSO nie uwzględniają jeszcze późniejszych zjawisk rynkowych ani zaostrzenia sytuacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie, co już przekłada się na wyższe notowania surowców naftowych na giełdach.
Jak podkreśla Daragh Cassidy z serwisu Bonkers.ie, powrót do stabilizacji jest pozorny, a najtrudniejszy sprawdzian dla konsumentów dopiero nadchodzi. Producenci żywności i sektor rolny zmagają się obecnie z nakładającymi się czynnikami ryzyka. Susza w wielu rejonach Europy, rosnące ceny nawozów, paliw oraz energii elektrycznej doprowadzą do skokowego wzrostu kosztów produkcji. Niezależni eksperci wskazują jednoznacznie, że ta skumulowana presja kosztowa z opóźnieniem, ale z pełną siłą uderzy w kasy sklepowe w nadchodzących miesiącach.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Shutter Speed on Unsplash

