Ostatnie dni przyniosły niepokojące sygnały dla wszystkich, którzy liczyli na szybkie uspokojenie sytuacji finansowej w gospodarstwach domowych. Wskaźniki zbaczają z kursu, a perspektywa trwałego powrotu do stabilności staje się coraz bardziej odległa. Zamiast spodziewanego wyhamowania, sierpień przyniósł wyraźny skok kosztów życia, co stawia pod znakiem zapytania dotychczasowe prognozy ekonomistów i mocno komplikuje zadanie instytucjom odpowiedzialnym za politykę pieniężną.
Z opublikowanych właśnie szacunków Centralnego Urzędu Statystycznego (CSO) wynika, że zharmonizowany wskaźnik cen konsumpcyjnych (HICP) dla Irlandii podskoczył w skali roku do 3,4 proc. Jeszcze w lipcu wskaźnik ten wynosił 3,1 proc., co oznacza jednoznaczne przyspieszenie skoku cen. Co więcej, w porównaniu ze stanem z poprzedniego miesiąca, koszty wzrosły o 0,6 proc. Oznacza to, że dynamika drożyzny na Zielonej Wyspie wyraźnie odstaje od reszty strefy euro, gdzie średnia roczna wynosi 2,9 proc. Obydwa te odczyty znajdują się wyraźnie powyżej celu inflacyjnego ustanowionego przez Europejski Bank Centralny, który przyjmuje poziom 2 proc. za optymalny dla zachowania równowagi gospodarczej.
Głównym silnikiem napędzającym obecne wzrosty okazał się rynek surowców opałowych i prądu. Dane statystyczne za sierpień pokazują zjawisko na ogromną skalę i w ciągu zaledwie jednego miesiąca koszty energii wzrosły o 4,3 proc., natomiast w ujęciu dwunastomiesięcznym ten skok sięga aż 11,8 proc. To jednak bezpośredni efekt globalnych napięć politycznych i militarnych. Konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, który wybuchł pod koniec lutego, doprowadził do sparaliżowania ruchu w Cieśninie Ormuz. Ten strategiczny przesmyk, będący kluczową drogą transportową dla ropy naftowej i gazu z Zatoki Perskiej, został w praktyce zablokowany, wywołując gwałtowną reakcję na międzynarodowych giełdach.
Dla konsumentów oznacza to nałożenie się nowych problemów na rany, które nie zdążyły się jeszcze zabliźnić. Obserwujemy presję cenową kumulującą się z dotkliwymi skutkami postpandemicznego szoku rynkowego oraz zawirowań wywołanych wojną na Ukrainie. Zwykły obywatel musi mierzyć się z nawarstwionymi skutkami kolejnych kryzysów, z których każdy następny podbija poprzeczkę jeszcze wyżej.
Perspektywy na nadchodzące miesiące nie napawają optymizmem. Główny ekonomista z domu maklerskiego Davy Kevin Timoney wskazuje na poważne zagrożenie dalszą eskalacją wskaźników. Jego zdaniem trend wzrostowy w drugiej połowie roku może wręcz przybrać na sile. Ekonomista szacuje, że opóźnione efekty rosnących rachunków za prąd i paliwa przełożą się bezpośrednio na półki sklepowe pod koniec roku, przynosząc widoczne skoki cen żywności w okolicach listopada lub grudnia. Dodatkowo przyspieszy wzrost cen usług i towarów codziennej potrzeby. Od początku roku uśredniony wzrost cen osiągnął już 3,2 proc., przy czym dla samej bazy, po wyłączeniu najbardziej zmiennych elementów, wskaźnik ten zamknął się w granicach 2,8 proc. za pierwsze osiem miesięcy.
Zaskakującym elementem sierpniowej układanki pozostają ceny żywności, które do tej pory opierały się ogólnym tendencjom. Mimo że w Europie obawiano się drastycznych podwyżek wywołanych zarówno napięciami na Bliskim Wschodzie, jak i tegorocznymi falami upałów, w Irlandii ten czarny scenariusz jeszcze się nie ziścił. W skali miesiąca ceny produktów spożywczych wręcz minimalnie spadły, bo o 0,2 proc., zaś w ujęciu rocznym ich wzrost symbolicznie zamknął się na poziomie 0,1 proc. Gdy z ogólnego zestawienia HICP wyłączymy paliwa oraz nieprzetworzoną żywność, wskaźnik podnoszenia się cen zatrzymuje się na poziomie 2,6 proc. Jest to jednak zaledwie krótkotrwała zasłona dymna, bo wstrząs z rynku surowcowego w końcu uderzy w przetwórstwo.
Nastroje panujące w Irlandii wpisują się w szerszy, europejski kontekst. Niemcy, stanowiący gospodarcze serce wspólnoty, również poinformowali o wzroście cen, a tamtejsza inflacja skoczyła w sierpniu do 2,9 proc. z poziomu 2,8 proc. zarejestrowanego miesiąc wcześniej. Podobnie jak na wyspie, to opłaty za energię dały główny impuls wzrostu. Mediana prognoz analityków zebrana przez agencję Bloomberg sugeruje, że wtorkowe dane Eurostatu dla całej strefy euro pokażą średni wzrost kosztów życia na poziomie 3,3 proc.
Taki obrót spraw stawia w trudnym położeniu decydentów z Europejskiego Banku Centralnego, którzy spotkają się już 10 września na posiedzeniu. Na rynkach finansowych rośnie przekonanie, że instytucja ta będzie zmuszona do zdecydowanej riposty. Inwestorzy zakładają, że stopa depozytowa EBC wzrośnie z obecnego poziomu 2,25 proc. do około 2,7 proc. przed końcem grudnia. Szanse na drugą podwyżkę stóp, zaraz po wrześniowej, wyceniane są obecnie na blisko 80 procent.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Willfried Wende on Unsplash

