Ewelina Rubinstein: To był jeden z najważniejszych procesów wszech czasów

Oskar Wilde uchodził, jak byśmy dziś mogli śmiało powiedzieć – za bożyszcze salonów. Salonów, która zakłamana moralność wtrąciła go do więzienia…

***

Dla niektórych Anglików homoseksualizm stał się przekleństwem.”To gorsze niż być Żydem”- mawiano w dziewiętnastowiecznym Londynie. Z powodu licznych represji utajony homoseksualizm nie tylko nie malał, lecz przeciwnie, kwitł na całego, chyba w myśl zasady, że jednostka nie znosi przymusu, a zakazany owoc lepiej smakuje. W dawnym  Londynie organizowano tajne kluby homoseksualistów. I właśnie do nich należał Oskar Wilde. „Kobiety lekkich obyczajów pracujące w Londynie- jak pisze w jednej ze swojej publikacji Elwira Watała- skarżyły się na utratę klientów z powodu wzmożonej działalności chłopców do wynajęcia. Trzeba przyznać, że władze niechętnie ścigały tego typu przestępstwa, podlegające ustawie w 1885 roku, bojąc się zbytniego upublicznienia występków, którym policja przecież nie potrafiła zapobiec. W 1889 roku został zamknięty tylko jeden nielegalny dom publiczny dla homoseksualistów. W 1861 roku karę śmierci za homoseksualizm zastąpiono dożywociem. Dopiero w 1967 roku homoseksualne związki między mężczyznami w Anglii przestały być przestępstwem”.

Nic ani nikt nie mógł go powstrzymać

Oskara Wilde’a nikomu nie trzeba przedstawiać. Ten wybitny, tworzący w drugiej połowie XIX,  pisarz zasłynął nie tylko z „Portretu Doriana Graya”, ale przede wszystkim ze swojego homoseksualizmu, a wraz z nim ogromnej miłości do młodego, przystojnego lorda Alfreda Douglasa. Pisarz znany był głównie ze swojego ekstrawaganckiego trybu życia, podziwiany za błyskotliwość dowcipu i codzienną charyzmę. Uchodził, jak byśmy dziś mogli śmiało powiedzieć- za bożyszcze salonów. Salonów, która zakłamana moralność wtrąciła go do więzienia…

Proces Oskara Wilde’a nie należał do łatwych. Wszystko zaczęło się od listu, który pisarz otrzymał od ojca Alfreda. Markiz Queensberry był awanturnikiem i alkoholikiem. Nie mogąc znieść romansu pomiędzy mężczyznami, prześladował Oskar, groził jego pobiciem, wywołaniem skandalu w miejscu publicznym. W ślepej nienawiści zaczął go w końcu  obwiniać o wszystkie swoje życiowe niepowodzenia: przegraną na wyścigach, zdrady żony i zbliżającą się ruiną finansową. Jednakże nikt nie traktował poważnie słów markiza. Wszyscy kochali Oskara, jego dzieła i towarzystwo na wystawnych przyjęciach. Ale, chory z nienawiści, ojciec Alfreda nie mógł pozwolić na dalsze lekceważenie jego gróźb.

Perspektywa surowych kar za obcowanie z mężczyznami oraz pogróżki od ojca młodego Alfreda nie powstrzymały Wilde od ekscesów. Wręcz przeciwni, ryzyko wzbudzało dreszczyk emocji, adrenalinę, jakby dziś powiedziano. „Oskar był homoseksualistą wyzwolonym, prekursorem współczesnych gay people. Dobrze był znany na uniwersytecie nie tylko jako błyskotliwy orator z emfazą rozprawiający o miłości greckiej, lecz jako człowiek pełen osobistego uroku”.

Był ufny i nie chciał procesu sądowego

The Illustrated Police News z 4 maja 1895 r.

Mimo potężnego wzrostu i masywnej budowy ciała wewnętrznie Oskar był niezwykle delikatny i kruchy. „Był typem mężczyzny mocno sfeminizowanego. A jeśli chodzi o jego twórczość, to trzeba przyznać, że ilościowo napisał mało: tylko jedną powieść, kilka opowiadań, parę komedii- to wszystko. Lecz chyba właśnie w tym przejawia się geniusz, że nie mierzy się go ilością napisanych utworów,  a ich jakością, a jakość jego głośniej, przetłumaczonej na wiele języków i sześciokrotnie sfilmowanej powieści „Portret Doriana Graya”, jest bezsporna”. Warto też dodać, że był nie tylko utalentowany, sympatyczny i uchodził za znakomitego mówcę, ale i bardzo ufny. Wilde nie chciał procesu. Planował wyjechać do Francji, pisać komedie, pić czerwone wino wraz ze swoją miłością oraz cieszyć się życiem z dala od zawistnych spojrzeć markiza i jego przyjaciół. To jednak Alfred, mający ogromny wpływ na Oskara, przekonał go o słuszności procesu i pewności wygranej oraz wdzięczności jego rodziny, która z chęcią pokryje koszty procesu, byle tylko pozbyć się szalonego Queensberry’ego. Ukochany zaprowadził go do adwokata, który, po zapoznaniu się ze sprawą, po tygodniu złożył w kancelarii sądu skargę. Najbliżsi przyjaciele pisarza odradzali mu oddanie się pod sąd angielski, który- w ówczesnych czasach- najmniej ze wszystkich sądów na świecie nadawał się do rozstrzygania spraw z zakresu „sztuki i moralności”. Wilde jednak uległ namowom kochanka.

Rozprawa była już tylko czystą formalnością

Rozprawa zaczęła się 3 kwietnia 1895 roku w głównym sądzie karnym. W ławach zasiedli najsławniejsi adwokaci, sędziował Mr. Collins. Proces rozpoczął się od objaśnienia oskarżenia, na które składało się odczytanie listu (ten, który Oskar otrzymał od ojca Alfreda) oraz przypomnienie dobrego imienia ojca pisarza- wybitnego, dublińskiego okulisty. Potem, odpowiadając na pytania adwokata, Wilde opowiadał o nauce w kolegium i na uniwersytecie w Oxfordzie, o swoich pracach literackich, groźbach i obelgach markiza oraz szantażach z powodu listów pisanych przez niego do Alfreda. Pisarz wielokrotnie podkreślał, że twierdzenia markiza są „niegodnym kłamstwem”.

Oscar Wilde and Lord Alfred Douglas w 1893. By Gillman & Co – British Library Shelfmark: Add MS 81783 A, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=76428916

Dalej przesłuchanie toczyło się wokół poglądów Oskara za życia, literaturę i jej wpływ na moralność czytelników. Następnie przeczytano fragmenty „Portretu Doriana Graya”, które wyraźne dotyczyły fascynacji męskim ciałem. W końcu rozprawę odroczono do dnia następnego. Przyjaciele pocieszali Oskara, drwili z wypowiedzi adwokatów. Ale Wilde przeczuwał najgorsze… Druga rozprawa rozpoczęła się od zadawania pisarzowi pytań przez obrońcę markiza. Skupił się na znajomościach Oskara w londyńskim półświatku i kontaktach z konkretnymi młodymi mężczyznami, prezentach,którymi ich obdarowywał, obiadach, przyjęciach i pokojach hotelowych. Adwokat oskarżonego prawie w ogóle nie zabierał głosu. Pisarz bronił się sam. Przez cały okres trwania rozprawy stanowczo podkreślano ogromną miłość markiza do syna, jego troskę o prawidłowy rozwój Alfreda. Uznano także, że „tam, gdzie Wilde widzi piękno, każdy uczciwy obywatel widzi zdrożną i odrażającą wręcz niemoralność”. Rozprawa ponownie została odroczona do następnego dnia. Na trzeciej rozprawie obrońca Wilde wniósł o jego uwolnienie i zawieszenie dalszych debat. Przy wyjściu z sądu gromada gwiżdżących ludzi nie chciała przepuścić Oskara. Tłum krzyczał i naśmiewał się z pisarza. Alfred odwiózł go do hotelu, gdzie przyniesiono list od markiza, w którym groził, że jeżeli Oskar ucieknie z kraju wraz z jego synem, będzie go ścigał do końca swoich dni. Ponownie znajomi wielkiego pisarza namawiali go do wyjazdu, aby uniknąć sądu, ale Wilde pozostał nieugięty, z uniesioną głową oczekiwał na aresztowanie, które- wtedy- było tylko kwestią czasu. Jednak jako pierwszy zjawił się nie policjant, ale dziennikarz „The Star”. Redakcja otrzymała poufną wiadomość o wydaniu nakazu aresztowania. Godzinę później Oskar Wilde znalazł się już w Scotland Yardzie. Na komisariacie spędził około dwóch godzin, zanim jeden z tamtejszych urzędników stwierdził tożsamość pisarza. W areszcie śledczym odczytano mu rozkaz aresztowania, który mówił „o czynach wysokiej nieprzyzwoitości”. Poddano go szczegółowej rewizji i zamknięto w celi. Nie zgodzono się na przyniesienie mu walizki z niezbędnymi akcesoriami ani na wpłacenie kaucji. 6 kwietnia Wilde ponownie stanął przed sądem. Po burzliwej rozprawie przewieziono go do więzienia Holloway. Prasa była pełna fantazji na temat aresztowania tak znanego pisarza, jego aresztowania i etapów postępowania sądowego. A Wilde? Artysta przeżywał dramat, o którym tak naprawdę jeszcze niewiele wiedział… W ciągu trzech tygodni oczekiwania na rozprawę odbył się na Wilde’em sąd publiczny. Większość księgarzy zabroniła sprzedaży jego książek, a tytuły jego dzieł okryły się hańbą i krytyką. Oskar nie rozumiał, co takiego zrobił, że stał się człowiekiem potępionym i znienawidzonym. Teatry wykreślały jego nazwisko z afiszy, a synowie Wilde (był bowiem żonaty) musieli opuścić szkoły do których uczęszczali. Jakby tego było mało sąd nakazał zapłaty za wszczęcie procesu i jego przebieg. Ojciec Alfreda stał się bankrutem, rodzina nie chciała uczestniczyć w całej sprawie, więc zlicytowano dom Oskara. Licytacja wyglądała jednak jak zwykły rabunek- wyłamano drzwi z zawiasów, potłuczono porcelanę, zniszczono meble i wiele rzeczy skradziono, w tym plan zaczętej komedii oraz rękopis ukończonego dramatu „Kobieta pokryta klejnotami”. Wszystko sprzedano za bezcen. Wilde robił wszystko, aby zebrać pieniądze na obronę, ale siedząc w więzieniu niewiele mógł zrobić. Codziennie odwiedzał go Alfred, który jednak przed rozpoczęciem najważniejszej rozprawy wyjechał z miasta i zostawił Wilde całkowicie samego, zagubionego i przerażonego. 26 kwietnia doszło do procesu. Oskar został publicznie poniżony, wyśmiany i obrażony. Ława przysięgłych przed wydaniem wyroku udała się na naradę. Po dwóch godzinach ogłoszono werdykt. Oskara Wilde’a skazano na dwa lata ciężkiego więzienia, jednocześnie nazywając go „zarazą zepsucia najobrzydliwszego gatunku”. Wilde przez ten okres był numerem C33. Tam również był ośmieszany, opluwany i poniżany. Również zdrowie przestało mu dopisywać. Z rosłego, zbudowanego mężczyzny, po wyjściu z zakładu karnego, pozostał blady, schorowany cień. Wilde musiał zmienić nazwisko, z synami nie miał kontaktu, stracił przyjaciół i cały salonowy świat. Jedynie żona ustanowiła mu rentę, dzięki której mógł kupić chleb i wodę.

Zamieszkiwał we francuskim hotelu. Planował wrócić do żony i zapomnieć o własnych słabościach. Spotkał jednak Alfreda na jednej z ulic Paryża. Nie powrócił ani do żony, ani do swojej wielkiej miłości. Żył skazany na łaskę innych, pogrążony w rozpaczy i chorobie. Zdarzało się, że wyrzucano go z hotelu tylko dlatego, że jeden z gości rozpoznał pisarza- homoseksualistę. Zmarł w ubogim hotelu w samym sercu miasta zakochanych – Paryżu.

Grobowiec Oscara Wilde w Paryżu

Jan Parandowski w „Królu życia” bardzo dokładnie opisał przebieg pogrzebu Oskara.

„(kiedy Oskar zmarł) sprowadzono dwie siostry franciszkanki, by czuwały przy zmarłym. Jedna z nich położyła mu na piersiach medalik franciszkański i zawiesiła na szyi szkaplerz. Ręce spoczęły na krucyfiksie. Wśród świec i kwiatów twarz Wilde’a miała rysy uśmierzone, tylko w kącikach ust zataiło się trochę krwi skrzepłej. Po krótkiej wzmiance w dziennikach zjawiło się kilku literatów paryskich, dwie zawoalowane damy i wielu Anglików, którzy wpisali się do księgi pod fałszywymi nazwiskami (…). Lord Douglas przyjechał nazajutrz, gdy trumna była już zamknięta. W poniedziałek, 3 grudnia, był dzień dżdżysty. Przed hotelem zebrała się gromadka, liczono się wzajemnie: było pięćdziesiąt sześć osób. Kondukt ruszył o dziewiątej. Za karawanem pierwszy szedł lord Alfred Douglas, niosąc, w ręku cylinder owinięty krepą. Niektórzy brali go za syna zmarłego. Na osobnym wozie złożono dwadzieścia cztery wieńce, kilka bezimiennych (…). Orszak stanął u końca rue Bonaparte, trumnę wniesiono do kościoła Saint Germain des Pres. Jeden z wikariuszy odprawiał cichą mszę, w kaplicy za głównym ołtarzem, obok grobowca Jakuba Douglasa. Szwajcar niecierpliwił się, potrząsnął kluczami, wymawiał oszczędność świec. Swym głośnym szeptem pokrywał modły przy ołtarzu. Rzeczywiście było ciemno, z Rafaelowskiego „Archanioła” widziało się niewyraźny zarys twarzy. Po mszy ojciec Dunn odmówił egzekwie, zainicjowano „Dies irae” (…). Grabarze nie byli jeszcze gotowi z kopaniem dołu, ich łopoty niosły surowy zapach świeżej ziemi. Ojciec Dunn, przeniknięty chłodem, mówił głosem cichym i drążcym. Zagłuszył go stuk grudek ziemi, uderzających o wieku trumny. Pod ustawionym krzyżem złożono wieńce, Ross wetknął do środka kartkę z nazwiskami ludźmi, którzy w czasie uwięzienia i w ostatnich latach byli Wildoe’owi życzliwi.

Odprowadzano księdza do powozu. Przy dwóch pozostałych była chwila wahania, lord Alfred Douglas, nie żegnając się z nimi, uchylił cylindra i poszedł w kierunku miasta…”.

Agencja Informacyjna

Ewelina RubinsteinAgencja Informacyjna


Ewelina Rubinstein (Perry)

 – dziennikarka, pisarka, autorka wielu artykułów o tematyce społeczno-kulturalnej. W 2014 roku zadebiutowała mini-powieścią , dzięki której zdobyła uznanie wielu Czytelników. W 2016 roku ukazały się jej dwie kolejne książki (w tym „Jerozolima. Miasto Boga”), a w listopadzie 2017 roku reportaż „Niczyj. Prawdziwe oblicza bezdomności”. W kwietniu br. nakładem wydawnictwa Pascal ukazała się jej najnowsza publikacja, której jest współautorką. Jej teksty publikowane są także na łamach wielu ogólnopolskich, amerykańskich czasopism oraz portalach internetowych. Współpracuje z Telewizją Polską, ogólnopolską Agencją Informacyjną w Warszawie oraz z jedną z gazet z San Francisco. Wielokrotnie nagradzana i nominowana w krajowych konkursach dziennikarskich.

Podziel się:

POMOC POLICJANTÓW I
Jesienią warto korz
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn