Ewelina Rubinstein: San Francisco. Turyści rozczarowani mostem Golden Gate. A wszystko przez opłaty i mgłę

Kto po raz pierwszy przybywa do San Francisco, ten od razu dostrzega jego pomarańczowo-czerwoną barwę. Jeden z najsłynniejszych mostów świata powstał u wejścia do zatoki San Francisco i połączył miasto z hrabstwem Marin. Symbolizuje technikę czy może sztukę? Dla jednych jest kamieniem milowym w dziejach inżynierii, arcydziełem, a dla drugich – jak czytamy w  najnowszym wydaniu dziennika San Francisco Chronicle „czymś, co nie zachwyca, do złota mu daleko, a przejazd nim nie jest żadną rewelacją”.

***

Most należy do konstrukcji wiszących. Pomysł jest w istotnie prosty: pylony na obu końcach podtrzymują liny (tak długie, że gdyby je wszystkie odczepić i ułożyć jedną za drugą trzy razy oplotłaby kulę ziemską), do których podwiesza się jezdnię. Przęsło główne mostu Golden Gate (1280 m) aż do 1964 roku było najdłuższe na świecie (pierwsze miejsce należało wówczas do Verazano Narrows – nowojorskiego mostu). Oba boczne przęsła mają po 343 metry. Każdy z pylonów w stylu art deco ma 227 m wysokość, czyli około 48 pięter i ważą łącznie prawie 40 tysiące ton.

Budowa mostu trwała 4 lata (1933-1937) i kosztowała 35 mln dolarów, w latach wielkiego kryzysu dała pracę tysiącom ludzi. Śmierć poniosło 11 robotników, co – biorąc pod uwagę tamte czasy – było naprawdę czymś niewielkim.

A wszystko przez upór głównego inżyniera Straussa, który dla bezpieczeństwa nakazał podpinać pod rusztowania wiszące siatki. Obecnie most prawie co roku jest systematycznie malowany, co pochłania prawie 200 tysięcy litrów farby. Z daleka most na tle wzburzonej często wody wydaje się drobny. Zbliżenie się jednak do niego uświadamia nam jaki jest mocny i potężny. Jego ogrom najlepiej uzmysławia przechadzka, która przyprawia o zawrót głowy, gdy się spojrzy na leżące kilkadziesiąt metrów niżej wodną otchłań. Trzeba mieć ubranie dobrze chroniące od wiatru i wybrać porę mniejszego natężenia ruchu, na przykład niedzielny poranek[1].

***

Alyssa Pereiera
Alyssa Pereiera

Dlaczego więc ten spektakularny most zajmuje coraz niższe pozycje w ogólnokrajowych rankingach?

– Nie przesadzałabym z takim pytaniem, bo wciąż Golden Gate jest i będzie naszą dumą. Dumą nie tylko miasta San Francisco, ale także całej Kalifornii. Powodów jest kilka, a uściślając to dwa – mówi w rozmowie z nami Alyssa Pereira, dziennikarka jednego z ważniejszych dzienników San Francisco Chronicle. – Pierwszy powód, dla którego coraz gorzej ocenia się Golden Gate…  to mgła – wymienia Pereira. – Wielu z turystów narzeka, że to właśnie mgła niszczy widok na most i psuje cały jego urok. Zapominają jednak, że przecież nasze miasto słynie właśnie z mgły, która szczególnie daje się we znaki w sierpniu. Drugi powód to irytacja niektórych z odwiedzających, że musieli z góry zapłacić kartą płatniczą za przejazd mostem lub nie mogli znaleźć informacji, w jaki sposób uiścić płatność internetowo. Wielu turystów dziwi się, że pobieramy za przejazd mostem jakiekolwiek opłaty. Przypomnę, że Golden Gate nie jest muzeum, nie jest obiektem do zwiedzania. Został stworzony do celów praktycznych. Do tego, aby kierowcy w znacznie szybszym czasie i zdecydowanie łatwiej  mogli pokonać drogę z hrabstwa Marin do  miasto lub odwrotnie…

***

Mimo dyskusji na temat opłat i mgły, to most nadal jest największym ulubieńcem wszystkich fotografów. Bo być w San Francisco i nie mieć zdjęcia mostu/z mostem, to tak, jakby być w Rzymie i ominąć Watykan

Agencja Informacyjna

Ewelina Rubinstein ,

Agencja Informacyjna

Znajdź nas:

NOC MUZEÓW W KOMEND
Hemoroidy to przypad
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn