Ewelina Rubinstein: Prostytutki, marihuana, poprawczak, jazz i droga na muzyczny szczyt. Oto historia Louisa Armstronga

„Wystarczy, żebyś włożył długie spodnie i zaczął grać dla prostytutek, które kręcą się tu przez całą noc. One mają w pończochach kupę forsy dla swoich alfonsów. Jak im zagrasz, to będą cię pieszczotliwie nazywać, stawiać ci drinki i dawać napiwki”, usłyszał młodziutki wówczas Louis Armstrong od starszego kolegi.

Wówczas jeszcze nikomu się nie śniło, że ten młody trębacz zostanie prawdziwą muzyczną gwiazdą jazzu.

Louis Daniel Armstrong przyszedł na świat 4 sierpnia 1901 roku w Nowym Orleanie, który do dziś wśród mieszkańców nazywany jest po prostu „Big Easy” („Wielkie Łatwo”). Bo wszystko łatwiej tu znaleźć i to – jak zapewnia wielu Amerykanów – dzięki muzyce, którą słychać tutaj na każdym niemalże kroku.

Ale kariera Armstronga nie była usłana różami, a jego najpopularniejszy hit „What a wonderful world” z 1967 roku zdobył listy przebojów na całym świecie po wielu prywatnych epizodach muzyka. Jego życie, przynajmniej początkowo, nie przypominało tego, jakie sobie wyobrażamy. Przyszedł na świat w jednej z najbiedniejszych dzielnic w Luizjanie. Jego ojciec pracował w fabryce i krótko po narodzinach syna porzucił go, zostawiając chłopca pod opieką jego matki. Od tej pory mama Armstronga, nie mogąc związać koniec z końcem, zostawiła słabo płatną posadę i zaczęła trudnić się prostytucją. Mały Louis trafił pod opiekę babci- matki swojej mamy. Armstrong, mimo że całkiem nieźle się uczył, w piątej klasie musiał zrezygnować z edukacji, aby pójść do pracy. Miał trudności w jej znalezieniu, bo w tamtym okresie (zresztą współcześnie jest nadal podobnie) Nowy Orlean słynął z wysokiego bezrobocia, słuchania jazzu przez pijanych Afroamerykanów, a w powietrzu unosił się słodkawy zapach marihuany i cygaretek. Gdyby nie pomoc pewnej żydowskiej rodziny, nie wiadomo, co stałoby się w latach późniejszych z muzykiem. Rodzina Karnofsksys zatrudniła Armstronga do zbierania śmieci i dostarczania węgla. Wielokrotnie nawet zapraszała go do wspólnego stołu, rozmawiała z nim i dzieliła się posiłkiem, co wówczas nie było takie oczywiste.

By Herbert Behrens / Anefo – Nationaal Archief, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=33548035

Pamiętnym był Sylwester 1912 roku. Armstrong, będący pod wpływem marihuany, zabrał swojemu ojczymowi pistolet i wystrzelił w tłum bawiących się ludzi.

Został natychmiast aresztowany i trafił do domu zwanego  „Colored Waif’s Home for Boys”. Wbrew pozorom pobyt w placówce wychowawczej dla chłopców przyniosło zadziwiające rezultaty. Bo to właśnie tam zapragnął, że zostanie muzykiem i to takim, o jakim będzie mówić i pisać cały świat. Minęło wiele lat nim to się stało, ale marzenie małego artysty w końcu się zrealizowało.

Był 1914 rok.

Louis Armstrong opuścił dom wychowawczy i znowu zaczął poszukiwać pracy. Imał się prawie wszystkim. Chwytał każdą pracę, by tylko móc się utrzymać. Wiedział, że jak nie zarobi, to nie przeżyje. Dostarczał węgiel pod wskazywane adresy, sprzedawał gazety w „czerwonej dzielnicy”, a wieczorami grywał na ulicy lub w obskurnych barach.

Pewnego dnia na drodze Louisa stanął niejaki Joe „King” Oliver, którego chłopak zaczął uważać za muzycznego mentora… Mając niespełna osiemnaście lat postanowił się ustatkować. Przynajmniej tak mu się wydawało, bo za wybrankę swego serca wybrał Daisy Parker, prostytutkę, w której zakochał się prawdopodobnie jeszcze w czasie, kiedy sprzedawał gazety w dzielnicy, w której pracowała. Małżeństwo Armstronga nie ułożyło się jednak. Zdominowane było przez alkohol, wieczne kłótnie i przemoc. I kiedy wydawało się, że z Louisa raczej wielkiego artysty nie będzie, to nagle otrzymał wiadomość o śmierci swojej kuzynki, która zmarła przy porodzie. Nie zastanawiając się zbytnio, postanowił przygarnąć nowo narodzonego chłopca. Clarence, bo tak miał na imię, był niepełnosprawny umysłowo, a mimo tego Armstrong nie widział przeszkód, by zająć się nim naprawdę. I tak właśnie zrobił. Chłopca wychowywał do końca swoich dni… Wówczas jeszcze bardziej oddał się muzyce, a jego reputacja wśród lokalnych muzyków znacznie wzrosła. Wstępując do zespołu mógł wreszcie zrezygnować z prac fizycznych i całkowicie skupić się na rozwoju własnego talentu.

Fot.: https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=5290768

Mimo wielkiego talentu nadal oceniany był głównie przez pryzmat swojego charakteru, który do łatwych nie należał.

Armstrong był znany ze swojej kolorowej i charyzmatycznej osobowości. Jego autobiografia drażniła niektórych biografów i historyków, ponieważ miał zwyczaj opowiadać historie, które z rzeczywistością nie miały zbyt wiele wspólnego.

Oprócz bycia artystą estradowym, Armstrong był wiodącą osobistością tamtych czasów. Był uwielbiany przez amerykańską publiczność. Generalnie pozostawał neutralny politycznie, co czasami odstręczyło go od członków czarnej społeczności, która oczekiwała od niego większego zaangażowania na rzecz praw obywatelskich. Czarnoskórym Amerykanom nie spodobało się jednak to, kiedy publicznie skrytykował prezydenta Eisenhowera za to, „że nie działał wystarczająco mocno w kwestii praw obywatelskich”. Zarzucono wówczas trębaczowi, że sam niewiele w tej kwestii robi, a krytykowanie nie jest dobrym i wystarczającym sposobem na poprawę sytuacji czarnoskórych.

***

Kiedy jednym podobał się trębacz z Luizjany, to u drugich wywoływał mieszane uczucia.

Niewiele osób wie, że Armstrong uwielbiam (poza graniem) pisać. A pisał rzeczy przeróżne i dziwne. Z czytelnikami dzielił się osobistymi zwierzeniami i to takimi, które przyprawiały o zawrót głowy! Chętnie opisywał swoje doświadczenia z intymnymi relacjami z kobietami, ze szczegółami potrafił  także opisywać danie, które zjadł poprzedniego wieczoru, odczucia po wypaleniu skręta czy… „swoje przemyślenia po… wypróżnianiu się”.

De SAS Scandinavian Airlines - http://images.flysas.com/MAB_SAS/files/picinfo.aspx?printf=False&Nav_ID=3749&Pagename=&treeview=1&Mode=0&Archive_ID=13589, Dominio público, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=35093566
De SAS Scandinavian Airlines – http://images.flysas.com/MAB_SAS/files/picinfo.aspx?printf=False&Nav_ID=3749&Pagename=&treeview=1&Mode=0&Archive_ID=13589,  https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=35093566

***

Armstrong był utalentowanym kompozytorem, który napisał ponad pięćdziesiąt piosenek, z których niektóre stały się standardami jazzowymi (np. „Gully Low Blues”, „Potato Head Blues” i „Swing That Music”). Armstrong miał dziewiętnaście płyt „Top Ten”, w tym „Stardust”, „What a Wonderful World”, „When The Saints Go Marching In”, „Dream a Little Dream of Me”, „Ain’t Misbehavin ”, „You Rascal You” i „Stompin ‘at the Savoy”. W 1964 roku Armstrong zrzucił „The Beatles” ze szczytu listy Billboard Hot 100 „Hello, Dolly!”, co dało 63-letniemu wykonawcy prawdziwą sławę. Przełomową i najpopularniejszym utworem muzyka stał się jednak przebój zatytułowany „What a Wonderful World”, który był na szczycie brytyjskich list przebojów przez miesiąc. Jednak dopiero po śmierci muzyka 6 lipca 1971 roku piosenka zrobiła prawdziwą furorę. I to tak ogromną, że do dziś zna ją prawie każdy…

Bibliografia:

  1. Anderson Gene H., Louis Armstrong. Oxford University Press, 2015
  2. Brothers Thomas, Louis Armstrong: Master of Modernism, Nowy Jork, 2014, s. 390
  3. Stricklin David, Louis Armstrong. The Soundtrack of the American Experience, 2015
  4. Teachout Terry, Pops. Życie Luisa Armstronga, 2011
Agencja Informacyjna

Ewelina Rubinstein

Polska-IE: Udostępnij...
POLICJANT OŁAWSKIEJ
11 tys. podpisów pr
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish