Ewelina Rubinstein: Jeszcze takiego prezydenta Ameryka nie miała (korespondencja z USA)

„Niektórzy, nieco ironicznie, porównują Trumpa do małego chłopca, który tupie nogą, kiedy nie otrzymuje tego, czego chce. Robi to jednak na tyle skutecznie, że prawie zawsze osiąga zamierzony cel i to nawet wówczas, kiedy wokół słyszy same krytyczne głosy. Można się z nim nie zgadzać w wielu kwestiach, ale z pewnością nie można zarzucić mu głupoty. Bo to mądry polityk, strateg i świetny pijarowiec”.

***

Kampania prezydencka w Stanach Zjednoczonych nabrała takiego tempa, że wydaje się, iż będzie ona najbardziej widowiskowa w dziejach Ameryki. Pytanie tylko, kto wygra wyścig do Białego Domu? Spekuluje się, że Donald Trump ma ogromne szanse na reelekcję, mimo tego że w ostatnim czasie podjął decyzje, które nie wszystkim się podobają…

Miała więcej głosów, a i tak przegrała

Poprzednia kampania prezydencka w USA zmieniła Amerykę. Podzieliła naród jak nigdy wcześniej. Trzy lata temu Donald Trump  pokazał, że nie boi się niczego ani nikogo. Przed kamerami wypowiadał słowa, które budziły nie tylko kontrowersje, ale także wywoływały liczne debaty publiczne. Wkrótce okazało się, że Trump wiedział, jak się sprzedaż i jak przekonać do siebie wyborców.

Wygrał wybory prezydenckie w trzydziestu jeden stanach, a Hillary Clinton– w dziewiętnastu stanach i w Waszyngtonie (stolicy kraju). Jak to się więc stało, że Trump, który uzyskał mniej głosów od swojej rywalki, zasiadł w Białym Domu?Odpowiedź wydaje się prosta. Wszystkiemu winien jest amerykański system prezydencki, który coraz dotkliwiej uwiera wyborców. Mówi się o archaizmie prawa i o tym, że należałoby je zmienić. W praktyce jednak wydaje się to mało prawdopodobne zwłaszcza, że każdy stan ma inne regulacje prawne dotyczące wyborów, różne godziny otwarcia lokali, a co za tym idzie, odmienne zasady głosowania. Aby wygrać wyścig o prezydenturę, kandydat musi zebrać przynajmniej siedemdziesiąt głosów, czyli bezwzględną większość z pięciuset trzydziestu ośmiu głosów elektorskich. Ostatecznie więc prezydenta wybierają nie zwykli mieszkańcy USA, a elektorzy. Liczba głosów elektorskich przypadających na każdy stan jest płynna; w zależności od wzrostu bądź ubytku ludności (na podstawie danych ze spisu powszechnego), stany zyskują bądź tracą głosy. Tylko w samej Kalifornii liczba głosów elektorskich wynosi 55, w Teksasie- 38, a na Florydzie- 29. W wyborach w 2016 roku wiedziano, że Hillary Clinton wygra nie tylko we wspomnianej Kalifornii, ale także w Nowym Jorku. Sztab wyborczy Donalda Trumpa obstawiał z kolei wygraną w Alabamie, Teksasie, Montanie czy Idaho. Sztaby sprawdzają na wyborczej mapie, na ile głosów elektorskich mogą liczyć i ile im brakuje. Pewniaki Clinton – stany głosujące na kandydatów demokratycznych od wielu lat- dawały dwieście trzynaście głosów elektorskich, pewniaki Trumpa- stany głosujące na republikanów- sto sześćdziesiąt trzy. Gra więc szła o brakujące głosy elektorskie ze stanów niepewnych, wahających się prawie do samego końca… I to w głównej mierze przesądziło o wygranej Donalda Trumpa .

To Clinton miała wygrać

Demokraci uważają Donald Trump  za polityka, który znalazł się tam, gdzie nigdy nie powinien trafić. Całkiem niedawno, Michael Wolff (autor książek o D. Trumpie) w jednej ze swoich publikacji twierdzi, że prezydent Stanów Zjednoczonych jest- mówiąc wprost- szaleńcem, który nadużywa prawa, nie szanuje ludzi i depcze prawdziwe, amerykańskie wartości.

„Trump zachowuje się inaczej niż wszyscy poprzedni prezydenci. Mało tego, większość z nas nigdy w życiu nie spotkała człowieka, który zachowywałby się tak jak on. Ludzie z jego najbliższego otoczenia starają się go zrozumieć i rozgryźć jego osobliwości. To zresztą jedna z jego dodatkowych słabości- nawet jeśli zobowiązali się oni do zachowania poufności, podpisali umowy typu NDA lub łączą ich z prezydentem więzi przyjaźni, i tak nie potrafią się powstrzymać i chętnie opowiadają o swoich kontaktach z tym człowiekiem. Również pod tym względem Trump się wyróżnia- jako prezydent, o którym najwięcej się mówi”.

I kiedy republikanie bronią decyzji Donald Trump , to demokraci robią wszystko, aby zniechęcić Amerykanów do oddania głosów na jego kandydaturę. Warto podkreślić, że amerykańska lewica zarzuca Trumpowi szereg zachowań lub wypowiedzi, których prezydent powinien po prostu się wstydzić. Po pierwszym roku swojego urzędowania Trump napotkał silny opór ze strony środowisk kobiecych i reprezentujących mniejszości (narodowościowe, seksualne itp.). Na ulice amerykańskich miast zaczęli wychodzić Amerykanie, którzy nie zgadzali się z poglądami prezydenta. Początkiem sporów był Marsz Kobiet na Waszyngton, który, jak się okazało, był największym protestem, jaki do tej pory znały Stany Zjednoczone. Później nastąpiły kolejne- przeciwko dekretowi antyimigracyjnemu, przeciwko zniesieniu Obamacare(powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego krytykowanego przez republikanów), przeciwko budowie muru na granicy z Meksykiem, a na koniec przeciwko przemocy seksualnej wobec kobiet w ramach akcji #MeToo.

Wydaje się jednak, że 45. prezydent USA w ogóle się tym nie przejmuje i po prostu dalej robi swoje. Walczy z całym światem i pokazuje, że nie straszni mu przeciwnicy ani demokraci. Niektórzy, nieco ironicznie, porównują Trumpa do małego chłopca, który tupie nogą, kiedy nie otrzymuje tego, czego chce. Robi to jednak na tyle skutecznie, że prawie zawsze osiąga zamierzony cel i to nawet wówczas, kiedy wokół słyszy same krytyczne głosy. Można się z nim nie zgadzać w wielu kwestiach, ale z pewnością nie można zarzucić mu głupoty. Bo to mądry polityk, strateg i świetny pijarowiec.

Ubiegły rok pokazał jednak, że lekceważenie przez Trumpa środowisk kobiecych, trochę mu zaszkodziło. Chyba sam się nie spodziewał, że Kongres zostanie zdominowany przez płeć piękną, a panie zaczną otwarcie mówić o tym, co im się nie podoba, czego chcą i w jakiej Ameryce pragną żyć oraz wychowywać swoje dzieci. Kobiety (nie popierające republikanów) jeszcze cztery lata temu były niemalże pewne, że w Białym Domu zasiądzie Hillary Clinton. Wszyscy byli przekonani, że wygra. Ona sama, jej sztab oraz rzesze wolontariuszy, a nawet jej przeciwnicy. Po jej stronie były wszystkie atuty: doświadczenie w grze politycznej, wiedza, umiejętności dyplomatyczne, kompetencje, dorobek. I temperament, i charakter, predestynujące ją do najwyższego stanowiska w kraju. I ogromne poparcie władz partii, liczba prominentnych sojuszników, lubianych przez społeczeństwo. To z nią na jednej scenie występował prezydent Barack ObamaMiała też wsparcie gwiazd filmu (Meryl Streep), telewizji (Oprah Winfrey) i muzyki (Jon Bon Jovi, Lady Gaga, Bruce Springsteen, Jay- Z, Beyonce i Pharell Williams). Wszyscy, popierający kandydaturę Hillary byli pewni, że kto jak kto, ale to właśnie ona musi zasiąść w Białym Domu i pokazać światu, że kobieta też może, że potrafi rządzić. Miała dać nadzieję milionom słabszym i niedocenionym na lepsze traktowanie, na równe szanse dla każdego, na edukację, na opiekę zdrowotną, a także na lepsze zarobki i godne życie. Szklany sufit miał pęknąć…

Kiedy sondaże przedwyborcze zawiodły okazało się, że to Donald Trump  stał się zwycięzcą. Żartobliwie zaczęto wówczas mówić, że Hillary przegrała, „bo miała za dużo trupów w szafie”. Kto choć trochę śledzi amerykańską politykę ten wie z jakiego powodu H. Clinton nie zdobyła wystarczającego poparcia.

Wygrał, bo nie był nudny

Zaufał raczej intuicji i własnemu doświadczeniu biznesowemu niż statystykom. Przekonał tych, którzy do ostatniej chwili nie byli pewni na kogo oddać swój głos. Katarzyna Dworzyńska, ekspertka w skutecznej komunikacji uważa, że Donald Trump wygrał, bo po prostu nie był… nudny.

– Trump wygrał przede wszystkim swoją przebojowością- twierdzi specjalistka.- Jest doskonale obeznany z mechanizmami funkcjonowania mediów i skutecznie skupiał na sobie uwagę wszystkich najważniejszych środków masowego przekazu. „Nieważne, co mówią, byle mówili” – z takiego założenia wyszedł Trump i wygrał. Zyskał też poparcie za sprawą swojej autentyczności. Zawsze mówił to, co myśli, nawet, jeśli wypowiedzi okazywały się, delikatnie mówiąc, kontrowersyjne. Groził, straszył, szokował i dzięki temu nie schodził z pierwszych stron gazet i czołówek serwisów informacyjnych. Trump wygrał również w Internecie – jego profile społecznościowe obserwowało więcej internautów, niż konta jego przeciwniczki. Hillary Clinton, doświadczona polityk, przy tak barwnej osobowości swojego kontrkandydata okazała się po prostu nudna i przewidywalna. Nie budziła też tak skrajnych emocji. Trumpa można uwielbiać lub nienawidzić, a Clinton – nienawidzić lub po prostu tolerować. Dodając ograniczoną charyzmę kandydatki demokratów jej porażka przestaje być tak szokująca.

Kampania a dostęp do broni

Ostatni weekend był bardzo trudny w Stanach Zjednoczonych. Doszło do strzelanin, w wyniku których zginęło 29 ludzi. Wydawało się, że po tragedii, do której doszło w czasie (odbywającego się co roku) kalifornijskiego Festiwalu Czosnku (zginęło wówczas troje osób, w tym dzieci) tak szybko nie dojdzie do kolejnej strzelaniny. Niestety, okazało się, że spokój nie trwał zbyt długo. Ponownie na salony polityczne oraz do debaty społecznej powrócił temat powszechnego dostępu do broni. Niektórzy (słusznie lub niesłusznie) uważają, że Donald Trump może wykorzystać te zdarzenia w swojej kampanii wyborczej.

Artur Wróblewski, amerykanista, wykładowca Uczelni Łazarskiego w Warszawie uważa, że w tej kwestii nic się nie zmieni. Kiedy jedni twierdzą, że broń powinny mieć tylko osoby „wykwalifikowane/przeszkolone”, to drudzy takie sugestie oceniają jako „zamach na ich podstawową wolność”.

– Niestety, w kwestii podejścia do broni w USA, będzie bardzo trudno coś zmienić. Najpierw musiałby się na to zgodzić Kongres (…).  Dodatkowo Kongres siedzi w kieszeni lobbystów z Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego Ameryki (NRA). Jedyne co można zrobić to w moim przekonaniu mocno uregulować ten rynek, co i tak będzie trudne – mówi Artur Wróblewski. Amerykanista dodaje także, że nie tylko prawo, ale i mentalność Amerykanów się nie zmieni. – Jakby chciano coś z tym zrobić, to już dawno by tak się stało, szczególnie, że z powodu powszechnego dostępu do broni ginęli nawet prezydenci Stanów Zjednoczonych. Jest taka teoria, że broń jest po to, by bronić własnego domu. Ale prawda jest taka, że jeżeli tej broni nie będzie, to wtedy nikt z bronią do naszego domu nie przyjdzie – podsumowuje A. Wróblewski.

Prezydent Stanów Zjednoczonych we wczorajszej wypowiedzi zakomunikował, że Ameryka potrzebuje nowych regulacji w dostępie do broni. „Nie możemy pozwolić, by ci, którzy ostatnio zginęli, ponieśli ofiarę na próżno” – napisał na Twitterze Donald Trump . Dodał, że jest „gotów do rozmów z Kongresem w tej sprawie w zamian za ustępstwa demokratów w polityce imigracyjnej”. Wspomniał również o dodatkowej kontroli ludzi, którzy kupują broń palną, np. czy byli wcześniej notowani lub podejrzewani o przestępstwo, a także poprzez testy psychologiczne, wymagane choćby przy egzaminach na prawo jazdy. Ale słowem nie wspomniał o ewentualnym zakazie sprzedaży broni…

Kto tym razem zdobędzie Biały Dom?

Już w przyszłym roku poznamy nazwisko nowego prezydenta USA. Czy Donald Trump  pozostanie w Waszyngtonie? Mówi się, że Amerykanie lubią dawać szansę dwa razy, więc jest nadzieja, że  Trump  nie będzie musiał się pakować i wracać do Nowego Jorku…

Źródło:

  1. Hanson V. D., The Case for Trump, Basic Books, 2019
  2. Warakomska D., Co się stanie z Ameryką, wyd. Pascal, Bielsko- Biała 2018
  3. Wolff M., Trump pod ostrzałem, Prószyński Media, 2019

Ilustracja: By White House photographer – Official White House Facebook page, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=55185771

Agencja Informacyjna

Ewelina RubinsteinAgencja Informacyjna


Ewelina Rubinstein (Perry)

 – dziennikarka, pisarka, autorka wielu artykułów o tematyce społeczno-kulturalnej. W 2014 roku zadebiutowała mini-powieścią , dzięki której zdobyła uznanie wielu Czytelników. W 2016 roku ukazały się jej dwie kolejne książki (w tym „Jerozolima. Miasto Boga”), a w listopadzie 2017 roku reportaż „Niczyj. Prawdziwe oblicza bezdomności”.W kwietniu br. nakładem wydawnictwa Pascal ukazała się jej najnowsza publikacja, której jest współautorką. Jej teksty publikowane są także na łamach wielu ogólnopolskich, amerykańskich czasopism oraz portalach internetowych. Współpracuje z Telewizją Polską, ogólnopolską Agencją Informacyjną w Warszawie oraz z jedną z gazet z San Francisco. Wielokrotnie nagradzana i nominowana w krajowych konkursach dziennikarskich.

Podziel się:

CHEŁM: STAŁ NA AMB
Papierosy i nowe pro
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn