Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Ewangelia według Met Éireann: Zwykłe lato stało się zapowiedzią końca świata

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Współczesne oglądanie prognozy pogody przypomina seans niskobudżetowego horroru, w którym głównym potworem nie jest już Godzilla czy krwiożerczy kosmici, ale poczciwe, letnie słońce. Mainstreamowe media, wiernie instruowane przez natchnionych meteorologów, od dłuższego czasu nie informują nas o tym, czy warto wziąć parasol.

To właśnie one prowadzą regularną kampanię psychologiczną, której celem jest przekonanie społeczeństwa, że ziemski klimat wypowiedział ludzkości wojnę totalną, a każda bezchmurna niedziela przybliża nas do dnia sądu, czyli ostatecznej zagłady. Zamiast mapy pogody oglądamy mapę drogowej apokalipsy, gdzie kolory żółty i pomarańczowy zastąpiono krwistą, piekielną czerwienią, sugerującą, że wyjście po bułki do sklepu grozi natychmiastowym spłonięciem.

Doskonałym paliwem dla tej medialnej histerii stało się najnowsze oświadczenie klimatyczne instytutu Met Éireann. Główne wydania wiadomości i portale informacyjne z nieskrywaną ekscytacją ogłosiły, że ubiegły miesiąc zapisał się jako 4. najcieplejszy czerwiec w historii pomiarów w Irlandii.

Atmosfera grozy zagęszcza się z każdym kolejnym doniesieniem, bo słuchając wiadomości radiowych, można odnieść wrażenie, że kraj zamienia się w drugą Saharę, ponieważ w czerwcu aż 6 stacji meteorologicznych pobiło swoje dotychczasowe rekordy temperatury maksymalnej, a ogólnie 13 stacji rzuciło wyzwanie historii, bijąc rekordy ciepła dedykowane dla tego konkretnego miesiąca.

Prawdziwym epicentrum tej globalnej katastrofy stało się Athenry w hrabstwie Galway. To właśnie tam, w czwartek 25 czerwca, słupki rtęci pokazały zatrważające 32,2 stopnia. Dla prezenterów telewizyjnych był to jasny sygnał, że czas odpalić paski z napisami o „płonącym globie”.

Fakt, że w środku irlandzkiego lata bywa niekiedy ciepło i można polarową bluzę zostawić w domu, został podniesiony do rangi anomalii wymagającej interwencji ONZ. Kolejne hiobowe wieści napłynęły z Donegal i Mayo. Stacje takie jak Mace Head odnotowały 30,5 stopnia, Claremorris 31,3 stopnia, Knock Airport 30,3 stopnia, Markree 30,2 stopnia, a Finner 30,6 stopnia. Ludzie zamiast cieszyć się z rzadkiej okazji do złapania opalenizny bez konieczności wylotu do Hiszpanii, siedzą przed telewizorami przerażeni, że oto nadszedł zapowiadany koniec świata, a przynajmniej Irlandii.

Jeśli komuś było mało strachu w ciągu dnia, dziennikarze i synoptycy zadbali o nocne koszmary. Prawdziwą gwiazdą medialnych doniesień stała się stacja Casement Aerodrome w Dublinie. Odnotowano tam nie tylko najcieplejszy miesiąc w historii, ale także drugą najwyższą minimalną temperaturę w dziejach, wynoszącą oszałamiające 20,3 stopnia. Fakt, że w nocy nie trzeba było spać pod dwoma pierzynami i zakładać flanelowej piżamy, został zinterpretowany przez mainstreamowych publicystów jako ostateczny dowód na to, że matka natura szykuje na nas zamach. Całość dublińskiego dramatu dopełnił Phoenix Park, gdzie średnia miesięczna temperatura osiągnęła zabójcze 16,2 stopnia i to w skali Celsjusza.

Gdyby jednak narracja o suszy i upałach niszczących planetę zaczęła nudzić widzów, meteorolodzy błyskawicznie wyciągają z rękawa drugi, równie przerażający straszak: opady. Okazuje się bowiem, że ten sam czerwiec był jednocześnie miesiącem skrajnie deszczowym, co w Irlandii jest przecież zjawiskiem całkowicie niespotykanym i wręcz magicznym. W Newport, w hrabstwie Mayo, spadło 143,6 mm deszczu, co stanowi 154% miesięcznej normy.

Z kolei lotnisko w Cork stało się symbolem potopu, gdy w piątek 5 czerwca w ciągu jednej doby spadło tam 26,8 mm wody.

W świecie tradycyjnych mediów nie ma już miejsca na zwykłą, zmienną, wyspiarską pogodę. Jeśli świeci słońce – grozi nam spalenie. Jeśli pada deszcz – czeka nas potop. Kluczem do tej gry jest permanentne utrzymywanie widza w stanie lęku i poczuciu winy, że za każdy z tych milimetrów deszczu i każdy stopień powyżej normy odpowiada on sam i jego rzekomo niszczycielski tryb życia.

Wygląda na to, że jedynym ratunkiem przed klimatycznym Wezuwiuszem, jaki serwują nam codziennie serwisy informacyjne, jest natychmiastowe przeproszenie się z zimowym płaszczem i modlitwa o powrót zbawiennej, wiecznej szarugi.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by Abid Shah on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version