Tegoroczny Konkurs Piosenki Eurowizji miał być jubileuszowym świętem muzyki, spektaklem pełnym świateł, cekinów i telewizyjnego przepychu. Zamiast tego 70. edycja wydarzenia odbywa się w atmosferze politycznego napięcia, oskarżeń o podwójne standardy i otwartego bojkotu części europejskich nadawców publicznych.
Dzisiaj w Wiedniu rozpoczyna się największe muzyczne widowisko transmitowane na żywo na świecie. Jednak pierwszy półfinał odbędzie się bez udziału pięciu państw, które zdecydowały się wycofać z konkursu w proteście przeciwko obecności Izraela w czasie trwającej wojny w Strefie Gazy. Islandia, Irlandia, Holandia, Słowenia i Hiszpania nie wystawiły swoich reprezentantów na Eurowizję 2026. Co więcej, nadawcy publiczni w Słowenii i Hiszpanii całkowicie rezygnują z transmitowania wydarzenia.
To najmniejsza liczba uczestników Eurowizji od czasu rozszerzenia konkursu w 2004 roku, więc organizatorzy Europejskiej Unii Nadawców (EBU) znaleźli się pod ogromną presją, a konkurs, który przez dekady próbował uciekać od polityki, dziś sam stał się politycznym polem bitwy.
Irlandzki nadawca RTÉ również zdecydował się nie transmitować tegorocznego konkursu. Zamiast półfinałów widzowie zobaczą między innymi serial Father Ted, Home of the Year Scotland czy The Light in the Hall. W czasie sobotniego finału RTÉ One wyemituje film animowany Mumie oraz adaptację powieści Johna McGaherna That They May Face the Rising Sun. Wieczorem na RTÉ2 pojawi się natomiast kultowy odcinek Father Ted – „A Song for Europe”.
To symboliczny gest, który jeszcze kilka lat temu wydawałby się nie do pomyślenia. Eurowizja była przecież dla RTÉ niemal narodową tradycją, wydarzeniem, które w irlandzkiej telewizji miało status niemal święta państwowego.
Jeszcze dalej poszła słoweńska telewizja RTV i nadawca ogłosił, że przez kolejne dni zamiast „cyrku Eurowizji” emitować będzie specjalny cykl programów pod wspólnym tytułem Voices of Palestine. Z kolei hiszpańska RTVE zastąpi konkurs własnym programem muzycznym The House of Music. Nadawcy publiczni Islandii i Holandii pokażą Eurowizję swoim widzom, oba kraje potwierdziły już wycofanie się z konkursu w przyszłym roku.
Napięcie wokół wydarzenia rośnie także z powodu kontrowersji dotyczących udziału Izraela, więc organizatorzy konkursu wydali oficjalne ostrzeżenie izraelskiemu nadawcy KAN po tym, jak materiały promocyjne zachęcały widzów do „głosowania 10 razy” na izraelskiego reprezentanta. Dyrektor konkursu Martin Green stwierdził, że takie działania są sprzeczne z zasadami i duchem Eurowizji. W tle pojawiły się również podejrzenia o manipulacje systemem głosowania podczas ubiegłorocznego konkursu w Bazylei.
Coraz ostrzejsze są również pytania o wiarygodność samej Europejskiej Unii Nadawców. Krytycy przypominają, że Rosja wykluczona została z Eurowizji po inwazji na Ukrainę w 2022 roku, podczas gdy Izrael nadal pozostaje uczestnikiem konkursu mimo wojny w Gazie. Najmocniej uderzyła Amnesty International. Organizacja oskarżyła EBU o „rażące podwójne standardy” i „akt tchórzostwa”. Sekretarz generalna Amnesty International Agnes Callamard stwierdziła, że udział Izraela daje państwu możliwość „odwracania uwagi od trwającego ludobójstwa w okupowanej Strefie Gazy i jego normalizacji”. – Nie można pozwolić, aby piosenki i cekiny zagłuszały cierpienie Palestyńczyków – podkreśliła.
Izrael zdecydowanie odrzuca oskarżenia o ludobójstwo. Jednak wspierane przez ONZ dochodzenie opublikowane we wrześniu ubiegłego roku stwierdziło, że w Strefie Gazy dochodzi do działań mających znamiona ludobójstwa.
Dla organizatorów Eurowizji to najpoważniejszy kryzys wizerunkowy od dekad. Konkurs, który po II wojnie światowej miał jednoczyć Europę poprzez muzykę, dziś coraz częściej pokazuje jej polityczne podziały. Wiedeń nadal szykuje wielkie widowisko. Na ulicach miasta wiszą flagi, scena błyszczy tysiącami świateł, a hasło „United by Music” rozświetla halę Wiener Stadthalle. Problem polega na tym, że Europa wydaje się dziś mniej zjednoczona niż kiedykolwiek wcześniej.
Bogdan Feręc
Źr. RTE/AFP
Photo by Kao Rodriguez on Unsplash

