Bruksela może wykonać pierwszy krok w sprawie ETS, ale – zdaniem Anny Trzeciakowskiej – to nie wystarczy. W rozmowie na antenie Radia Wnet była minister klimatu mówiła o presji politycznej, spekulacji i słabnącej konkurencyjności Europy.
W tym artykule:
- Pierwszy ruch Brukseli, ale tylko „drobny ukłon”
- Europa płaci za ostrą politykę klimatyczną
- Cena maksymalna i koniec spekulacji
- Rosnąca koalicja państw przeciw ETS
- Bruksela broni ETS, bo w grę wchodzą pieniądze
- Bez reformy Europa zamieni się w „skansen”
- Zawieszenie ETS w Polsce? To ryzykowny ruch
https://open.spotify.com/embed/episode/1Vy5I4MZzGFFTbULppU0ID?si=bcbb9cf6118041c3&utm_source=oembed
Pierwszy ruch Brukseli, ale tylko „drobny ukłon”
Anna Trzeciakowska mówiła, że w Brukseli rzeczywiście widać pierwsze oznaki cofania się w sprawie systemu ETS. Była minister klimatu zaznaczyła jednak, że na razie nie można mówić o przełomie, lecz raczej o ograniczonym ustępstwie wymuszonym przez rosnącą presję państw członkowskich.
Jak podkreśliła, po marcowym szczycie część krajów wyraźnie dała Komisji Europejskiej do zrozumienia, że obecny kierunek polityki klimatycznej uderza w gospodarkę i przemysł. Odpowiedzią ma być fundusz dla przemysłu finansowany z uwolnionych uprawnień ETS.
„To jest taki pierwszy krok” – mówi Anna Trzeciakowska. „Na dzisiaj to są te uprawnienia uwolnione z tej rezerwy” – dodała.
Była minister wskazała, że z rezerwy stabilizacji rynkowej miałoby zostać uwolnionych 400 mln uprawnień. To, jej zdaniem, może przynieść dwa skutki: obniżyć cenę ETS w krótkim terminie i jednocześnie zasilić fundusz wspierający przemysł, w tym spółki z Europy Środkowo-Wschodniej.
Europa płaci za ostrą politykę klimatyczną
Najmocniejszy akcent rozmowy padł wtedy, gdy Trzeciakowska oceniła skutki obecnej polityki klimatycznej dla europejskiej gospodarki. Jej zdaniem problem nie dotyczy już wyłącznie krajów naszego regionu, ale coraz szerzej obejmuje również państwa starej Unii.
„Polityka klimatyczna na dzisiaj zabiła konkurencyjność i zabija przemysł w Europie”
– stwierdziła na antenie Radia Wnet. Piotr Naimski: W sprawach energetyki Tusk porusza się we mgleByły pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski w Poranku Wnet krytykuje strate…
Według byłej minister obecne działania Komisji Europejskiej są spóźnione i zbyt ostrożne. Samo uwolnienie części uprawnień oraz utworzenie nowego funduszu może dać chwilową ulgę, ale nie rozwiązuje zasadniczego problemu, jakim jest konstrukcja całego systemu.
„To jest być może ta jaskółka, ale za mało i trochę późno” – oceniła.
Cena maksymalna i koniec spekulacji
Trzeciakowska podkreślała, że prawdziwa reforma ETS powinna iść znacznie dalej. W jej ocenie samo odsuwanie kolejnych obciążeń w czasie lub uruchamianie funduszy osłonowych nie wystarczy, jeśli system nadal będzie napędzany spekulacją i rosnącymi kosztami dla przemysłu.
Była minister wskazała kilka kierunków zmian: wprowadzenie ceny maksymalnej uprawnień, szersze uwolnienie rezerwy oraz usunięcie z systemu instytucji finansowych, które – jak mówiła – nie ograniczają emisji, lecz jedynie zarabiają na handlu.
„Cena maksymalna uprawnień powinna być zagwarantowana”
– zaznaczyła.
„Wyrzucenie za burtę instytucji finansowych, które tylko na tym ETS-ie spekulują” – dodała.
Jej zdaniem dopiero takie ruchy mogłyby przynieść realną ulgę europejskiej gospodarce, szczególnie w naszej części kontynentu, gdzie koszty polityki klimatycznej są odczuwalne mocniej niż na Zachodzie.
Rosnąca koalicja państw przeciw ETS
Trzeciakowska przekonywała, że układ sił w Europie zaczyna się zmieniać. Zwróciła uwagę, że krytyka ETS nie płynie już wyłącznie z Europy Środkowo-Wschodniej, ale pojawia się także we Włoszech, Austrii, Francji czy Niemczech – zwłaszcza tam, gdzie problem zaczyna silniej uderzać w przemysł.
„To jest ten moment” – podkreśliła była minister. „Jeżeli chcemy poważnie myśleć o reformie ETS-u, to to jest ten moment”.
W jej ocenie szczególnie ważne było stanowisko rządu Giorgii Meloni, który zaczął mówić nie tylko o korektach, ale wręcz o zawieszeniu ETS w części dotyczącej gazu i energii elektrycznej. Taki sygnał – płynący z dużego, uprzemysłowionego kraju starej Unii – ma jej zdaniem znacznie większą wagę polityczną niż wcześniejsze głosy sprzeciwu z regionu.
Bruksela broni ETS, bo w grę wchodzą pieniądze
Jednym z najbardziej wyrazistych fragmentów rozmowy była diagnoza powodów, dla których Komisja Europejska tak długo opiera się głębszym zmianom. Trzeciakowska nie miała w tej sprawie wątpliwości: chodzi przede wszystkim o pieniądze.
„Jak nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, o co chodzi – chodzi o pieniądze” – powiedziała. „Nie wierzę w refleksję UE. Zielony Ład jak późna komuna, im gorzej, tym mocniej dociskają gaz”Paweł Lisicki nie spodziewa się zwrotu UE w sprawie ETS. Ostrzega, że Zielony Ład to rosnące koszty i zaciskanie pętli, …
Według niej są państwa, które na ETS po prostu zarabiają, bo dysponują nadwyżkami uprawnień, a obok nich działa silne lobby instytucji finansowych czerpiących zyski z handlu uprawnieniami. To właśnie ten splot interesów ma jej zdaniem tłumaczyć, dlaczego wcześniejsze próby ograniczenia roli spekulantów kończyły się niepowodzeniem.
„Ta siła instytucji finansowych, które po prostu na tym zarabiają bardzo dużo pieniędzy, była duża” – oceniła.
Bez reformy Europa zamieni się w „skansen”
W końcówce rozmowy Trzeciakowska użyła bardzo mocnych słów, opisując możliwe skutki braku trwałej reformy ETS. Jej zdaniem stawką nie jest już tylko cena energii, lecz przyszłość przemysłu i miejsce Europy w światowej gospodarce.
„Jeżeli ETS nie zostanie trwale zreformowany, to nasza część Europy, a potem reszta, zamieni się w taki elegancki skansen dla chińskich turystów”
– powiedziała.
Była minister przekonywała, że widać już spadek uprzemysłowienia Europy, słabnący udział w globalnym PKB i coraz wyraźniejsze przegrywanie konkurencji zarówno z Chinami, jak i ze Stanami Zjednoczonymi. W jej ocenie bez głębokiej zmiany polityki klimatycznej Zachód będzie próbował ratować własny przemysł kosztem wschodniej części Unii.
Zawieszenie ETS w Polsce? To ryzykowny ruch
Trzeciakowska została też zapytana o pomysły jednostronnego zawieszenia ETS w Polsce. Przyznała, że w krótkim okresie oznaczałoby to spadek rachunków za prąd, ale jednocześnie zaznaczyła, że byłoby to otwarte złamanie unijnych dyrektyw i mogłoby pociągnąć za sobą poważne skutki finansowe oraz prawne.
„W tym krótkim okresie to jest od razu zmniejszenie rachunków za prąd, natomiast to jest wprost łamanie dyrektyw”
– zaznaczyła.
Jej zdaniem takie rozwiązanie można brać pod uwagę dopiero wtedy, gdy walka o zmianę zasad na poziomie całej Unii okaże się przegrana. Na razie – jak przekonywała – wciąż istnieje przestrzeń do zbudowania większości, która wymusi głębszą reformę całego systemu.
/to
Radio Wnet

