Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Europa powiedziała: sprawdzam. Ukraina bez skrótu do Unii

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Bruksela od miesięcy próbuje znaleźć polityczną formułę, która pozwoliłaby połączyć dwa sprzeczne interesy, więc niewątpliwy dramat wojny toczącej się za wschodnią granicą Unii Europejskiej oraz twarde reguły procesu akcesyjnego, budowane przez dziesięciolecia jako fundament wiarygodności Wspólnoty. Ostatnia próba znalezienia takiego kompromisu zakończyła się jednak wyraźnym sprzeciwem państw członkowskich. Większość z nich odrzuciła koncepcję przyznania Ukrainie specjalnego, przyspieszonego modelu wejścia do Unii Europejskiej.

Podczas nieformalnej kolacji ambasadorów państw UE z przedstawicielami Komisji Europejskiej, która odbyła się w Brukseli, dyplomaci jasno dali do zrozumienia, że propozycja tak zwanego „odwróconego członkostwa” nie znajduje poparcia w europejskich stolicach. W zamyśle Komisji Ukraina mogłaby zostać formalnie przyjęta do Unii jeszcze przed zakończeniem standardowych negocjacji, lecz bez dostępu do kluczowych praw i przywilejów, takich jak prawo głosu, środki z polityki spójności czy fundusze Wspólnej Polityki Rolnej. Dopiero z czasem, wraz z postępami reform i spełnianiem kolejnych kryteriów, Kijów stopniowo uzyskiwałby pełnię praw członkowskich.

Byłaby to fundamentalna zmiana logiki rozszerzenia, ponieważ dotychczas to właśnie spełnienie rygorystycznych warunków otwierało drzwi do członkostwa. W proponowanym modelu kolejność zostałaby odwrócona, czyli najpierw symboliczna przynależność, potem wieloletnie dochodzenie do realnego uczestnictwa w Unii Europejskiej.

Taka wizja nie przekonała jednak większości państw członkowskich, a dyplomaci nie ukrywali, że obawiają się podważenia wiarygodności całego procesu akcesyjnego. Jeden z uczestników rozmów przyznał wprost, że celem spotkania było „przywrócenie pewnego stopnia realizmu politycznego”. Priorytetem, jak podkreślano, pozostaje zakotwiczenie Ukrainy w Europie, ale musi to nastąpić przy użyciu mechanizmów, które są wykonalne i nie rozmontują zasad obowiązujących od lat.

W praktyce oznacza to powrót do starej, wymagającej drogi, którą wcześniej przechodziły wszystkie państwa kandydujące, w tym np. Polska przed 2004 rokiem. Proces akcesyjny Unii Europejskiej składa się z trzydziestu pięciu rozdziałów negocjacyjnych obejmujących niemal każdy obszar funkcjonowania państwa od wymiaru sprawiedliwości, przez politykę rolną, aż po standardy rynku wewnętrznego, a jak wiemy, ich zamknięcie potrafi zająć lata. Najlepiej pokazuje to przykład Czarnogóry, która rozpoczęła negocjacje w 2012 roku i do dziś pozostaje w procesie akcesyjnym.

Dla Ukrainy, pierwszego kraju starającego się o członkostwo w trakcie trwającej wojny, taka perspektywa jest politycznie trudna do zaakceptowania. Prezydent Wołodymyr Zełenski naciska na wpisanie w przyszłym porozumieniu pokojowym konkretnej daty przystąpienia do Unii, więc najlepiej roku 2027. Jasna perspektywa integracji miałaby pomóc w utrzymaniu poparcia społecznego w sytuacji ewentualnych kompromisów terytorialnych i bolesnych decyzji politycznych.

Bruksela reaguje jednak coraz ostrożniej, choć proukraińska przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen publicznie chwali tempo reform w Kijowie, określając je jako „wyjątkowe”, ale jednocześnie unika wskazywania konkretnych terminów. W kuluarach dyplomaci przyznają, że wśród państw członkowskich narasta sceptycyzm wobec zbyt ambitnych harmonogramów rozszerzenia.

Sygnały płyną z wielu stolic i premier Holandii Rob Jetten, otwarcie apelował w ostatnich dniach o „ostrożność” w podejściu do rozszerzenia Unii Europejskiej. Jego zdaniem wsparcie dla państw kandydujących powinno być szerokie, lecz nadmierne przyspieszanie procesu nie prowadzi do trwałych rezultatów. W podobnym tonie wypowiadają się także inni europejscy przywódcy, podkreślając, że akcesja musi opierać się na realnych reformach, a nie wyłącznie na politycznych deklaracjach.

W tle tych dyskusji wciąż jednak pozostaje twarda polityka, a chodzi o negocjacje pokojowe między Ukrainą a Rosją, które wciąż nie przynoszą przełomu, natomiast Moskwa, jak stwierdzili unijni dyplomaci, nie wykazała dotąd gotowości do poważnych ustępstw. Jednocześnie w europejskich instytucjach rośnie przekonanie, że tempo rozszerzenia nie może być dyktowane ani przez Kreml, ani przez Waszyngton, ani też przez Kijów, który w ostatnich miesiącach naciskał na przyjęcie szybkiej ścieżki przyłączenia Ukrainy do Unii Europejskiej.

Co jednak istotne, ostateczna decyzja należy do państw członkowskich Unii Europejskiej, a te, jak widać, wcale nie mają ochoty przyjmować ogarniętej wojną Ukrainy do wspólnego stołu, aby w przypadku przeciągających się działań wojennych, nie został użyty żaden z mechanizmów obronnych. Teoretycznie UE ma także wspólną politykę obronną, więc Ukraina, mogłaby po jej „odwróconej” akcesji zażądać wsparcia militarnego, co z kolei mogłoby oznaczać włączenie się Unii Europejskiej do wojny z Federacją Rosyjską.

Dlatego sygnał wysłany w Brukseli jest jasny i polityczna sympatia oraz strategiczne wsparcie dla Ukrainy nie oznaczają automatycznego skrótu do członkostwa. Droga do Unii Europejskiej pozostaje otwarta, ale prowadzi przez ten sam wymagający proces, który musiały przejść wszystkie państwa przed nią. W europejskiej polityce rozszerzenia symbolika wciąż ustępuje miejsca zasadzie starej jak sama Wspólnota i najpierw reformy oraz niebudzące wątpliwości dowody przygotowania do dołączenia, a dopiero potem miejsce przy wspólnym stole.

Bogdan Feręc

Źr. Euronews

Photo by Patrik Velich on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version