Europa lubi widzieć siebie jako malarza przyszłości, bo tu najwcześniej wprowadzano ambitne regulacje klimatyczne, tu najgłośniej mówi się o neutralności emisyjnej, tu też społeczeństwa najdotkliwiej odczuwają koszty transformacji. Nic więc dziwnego, że właśnie na tym kontynencie powstają raporty, które stawiają Europę w centrum globalnej opowieści o zmianach klimatu.
Według najnowszych doniesień medialnych, opartych na raporcie o stanie klimatu za 2025 rok, Europa ma być najszybciej ocieplającym się kontynentem świata. Tempo wzrostu temperatury to 0,56°C na dekadę, co rzeczywiście robi wrażenie, szczególnie na tle średniej globalnej wynoszącej 0,27°C. Brzmi jak alarm, ale czy na pewno jest to obraz pełny? Europa nie jest zwykłym punktem na mapie klimatycznej świata. Jej położenie geograficzne, bliskość Arktyki oraz specyficzne wzorce cyrkulacji atmosferycznej sprawiają, że zmiany temperatur mogą być tu bardziej dynamiczne niż gdzie indziej. Nawet autorzy raportu wskazują na te czynniki jako kluczowe.
To z kolei rodzi pytanie, czy mówimy o trendzie globalnym, czy raczej o specyfice regionalnej? Jeśli to drugie, a wiele na to wskazuje, to używanie Europy jako „dowodu” przyspieszających zmian klimatu może być daleko idącym uproszczeniem.
Jest też w tym wszystkim pewna ironia, której nie sposób zignorować. Europa to jedyny kontynent, który na taką skalę ogranicza emisje, redukuje zużycie paliw kopalnych i przebudowuje swój system energetyczny. W 2025 roku odnawialne źródła energii odpowiadały już za niemal połowę produkcji energii elektrycznej, więc udział paliw kopalnych systematycznie stale spada. Jednocześnie to właśnie tutaj obserwujemy, przynajmniej według raportu, najszybsze tempo ocieplenia, co może dawać powody do zastanowienia, czy raport w ogóle jest rzetelny.
Czy więc polityka klimatyczna wprowadzana bez oglądania się na koszty społeczne działa? Niekoniecznie, ale pokazuje, że zależność między lokalnymi działaniami a globalnym systemem klimatycznym jest bardziej złożona, niż sugerują proste narracje. Wiadomo przecież że klimat nie zna granic administracyjnych ani regulacji unijnych, natomiast emisje powstające w Azji, Ameryce czy Afryce mają wpływ na Europę, niezależnie od jej wysiłków.
Raport przywoływany w mediach zawiera ogromną liczbę danych, więc od topnienia lodowców, choć pokrywa lodowa na Arktyce w ostatnich latach się powiększyła, przez susze, po rekordowe temperatury mórz i oceanów. Problem w tym, że sposób ich prezentacji może budować określoną wersję wydarzeń. W takim sposobie przedstawienia sytuacji podkreśla się rekordowe fale upałów, eksponuje ekstremalne zjawiska pogodowe, rzadziej, a nawet wcale nie mówi się o naturalnej zmienności klimatu czy długoterminowych cyklach ziemskich.
Nie można też powiedzieć, że dane są do końca fałszywe, ale raczej ich interpretacja może być bardziej niż naciągana, a interpretacja wskazywać na coś całkiem innego. Tak z kolei dochodzimy do punktu, gdzie znajdujemy źródło problemu, czyli pojawia się domena polityczna. Ta zaś gra na ludzkich emocjach, a jak wiadomo, zaufanie do polityków z każdym rokiem jest niższe, więc i wiara w ich słowa, słabnie, jak podobno Golfsztrom.
Nie sposób też oprzeć się wrażeniu, że Europa pełni dziś rolę symbolu i to zarówno w działaniach klimatycznych, jak i w narracji o zagrożeniu. To wygodne, bo łatwiej „zastraszać” społeczeństwo, gdy zagrożenie jest „tu i teraz”, a nie gdzieś daleko. Łatwiej uzasadniać kosztowne reformy, gdy dane wskazują na wyjątkowość sytuacji, ale symbol to nie zawsze rzeczywistość w czystej postaci. Raporty klimatyczne powstają na podstawie badań naukowych i to trzeba jasno powiedzieć. Jednak sposób ich komunikowania opinii publicznej nie jest nauką. To proces, w którym mieszają się fakty, interpretacje oraz cele polityczne i właśnie tu pojawia się przestrzeń do zadawania pytań.
Nie o to, czy klimat się zmienia, bo to fakt, nawet bez promowanego ocieplenia klimatu, ale o to, jak interpretujemy dane, dlaczego akcentujemy jedne zjawiska bardziej niż inne i, czy Europa rzeczywiście jest „najszybsza”, czy po prostu najlepiej opisana.
Europa znajduje się dziś w dziwnym miejscu, więc między ambicją bycia liderem a rzeczywistością, która nie zawsze potwierdza skuteczność jej działań w krótkim terminie. Możliwe, że to właśnie cena bycia pionierem, a możliwe też, że opowieść o „najszybciej ocieplającym się kontynencie” mówi tyle samo o klimacie, co o potrzebie nadania sensu politycznym decyzjom.
Jedno w tym wszystkim jest jednak istotne, że warto patrzeć na dane uważnie, a jeszcze uważniej na to, kto i jak je interpretuje.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Javier Miranda on Unsplash

