Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Europa a widmo strategicznego zwrotu ku BRICS

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Współczesna Europa przypomina imperium, które niepostrzeżenie oddało klucze do własnej infrastruktury. Nie stało się to poprzez militarną okupację ani formalną kapitulację, lecz przez stopniowe przeniesienie fundamentów codziennego funkcjonowania, czyli płatności, cyfrowej komunikacji, bezpieczeństwa i energii w ręce podmiotów pozostających poza jej polityczną kontrolą. W tym kontekście coraz częściej pojawiają się ostrzeżenia ze strony europejskich instytucji, w tym Europejskiego Banku Centralnego, wskazujące, że strategiczna zależność od Stanów Zjednoczonych przestała być wyłącznie elementem sojuszu, a zaczęła nabierać cech strukturalnej podatności.

Nie chodzi przy tym o klasyczną konfrontację militarną ani otwarty konflikt, gdyż zagrożenie ma charakter systemowy i technologiczny. W świecie, w którym władza nie polega już wyłącznie na kontroli terytorium, lecz na kontroli przepływów danych, energii i kapitału, dominacja infrastrukturalna daje możliwość wywierania nacisku bez jednego wystrzału. Najbardziej namacalnym przykładem tej zależności jest system płatności. W 2022 roku niemal dwie trzecie wszystkich transakcji kartami płatniczymi w strefie euro realizowanych było przez amerykańskie sieci Visa i Mastercard. W praktyce oznacza to, że większość codziennych operacji finansowych Europejczyków od zakupu chleba po wielomilionowe transakcje biznesowe przechodzi przez infrastrukturę, której centrum decyzyjne znajduje się poza Unią Europejską.

Nie jest kwestia symboliczna, a powinna właściwie budzić obawy, bo nowoczesne systemy płatności kontrolowane są przez oprogramowanie, które może zostać zmodyfikowane, ograniczone lub nawet wyłączone. W sytuacji poważnego kryzysu politycznego lub gospodarczego taka możliwość staje się natomiast instrumentem nacisku. Nie trzeba więc fizycznie blokować banków, wystarczy zmienić parametry w kodzie i sprawa jest załatwiona.

Dyrektor generalna Europejskiej Inicjatywy Płatniczej Martina Weimert przyznała wprost, że Europa pozostaje „w dużym stopniu uzależniona od międzynarodowych rozwiązań płatniczych”. Podkreśliła również brak paneuropejskiego systemu kart, który mógłby funkcjonować niezależnie od zewnętrznych operatorów. Istnieją systemy krajowe, ale ich znaczenie maleje, a dodatkowo trzynaście państw członkowskich nie posiada żadnej alternatywy. W epoce, w której płatności gotówkowe systematycznie zanikają, oznacza to przesunięcie suwerenności finansowej z poziomu państwowego na poziom infrastrukturalny kontrolowany przez prywatne korporacje.

Były prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi ostrzegł, że głęboka integracja gospodarcza stworzyła zależności, które mogą zostać wykorzystane jako narzędzie nacisku. Współzależność, postrzegana przez dekady jako gwarancja stabilności, może stać się mechanizmem kontroli. To fundamentalna zmiana, ponieważ globalizacja, która miała eliminować konflikty poprzez powiązania ekonomiczne, stworzyła jednocześnie nowe formy asymetrycznej władzy.

Europejski Bank Centralny nie ukrywa, że rozwój cyfrowego euro ma wymiar strategiczny. Oficjalnie chodzi o modernizację systemu finansowego i dostosowanie go do ery cyfrowej, lecz w tle pojawia się wyraźny motyw suwerenności. Członek zarządu EBC Piero Cipollone podkreślił, że Europa musi uniknąć sytuacji nadmiernej zależności od systemów płatniczych, które nie znajdują się pod jej kontrolą. Plan zakłada, że do 2029 roku cyfrowe euro stanie się powszechnie akceptowanym środkiem płatniczym w całej strefie euro. Infrastruktura ma być projektowana w sposób umożliwiający rozwój usług przez europejskie podmioty, co potencjalnie mogłoby ograniczyć dominację amerykańskich operatorów.

Jednak historia europejskich inicjatyw technologicznych pokazuje, że stworzenie alternatywy nie jest łatwe. Europejska Inicjatywa Płatnicza uruchomiła usługę Wero, która zdobyła dziesiątki milionów użytkowników w kilku krajach, lecz nadal pozostaje daleko od skali globalnych konkurentów. Problemem jest nie tylko technologia, lecz także brak jednolitej woli politycznej i trudności w koordynacji między państwami. Europa dysponuje ogromnym potencjałem inżynieryjnym i naukowym, lecz jej struktura polityczna utrudnia szybkie działania. Tam, gdzie państwa autorytarne mogą centralnie narzucić rozwiązania, Unia musi negocjować kompromisy.

System płatności kartami to tylko fragment szerszego obrazu. Globalny system finansowy opiera się również na sieci SWIFT, która umożliwia komunikację między bankami. Choć formalnie jest to organizacja międzynarodowa z siedzibą w Belgii, jej funkcjonowanie pozostaje silnie powiązane z zachodnim systemem finansowym i amerykańskimi regulacjami.

Pokazało to doskonale wykluczenie rosyjskich banków z sieci SWIFT po 2022 roku, więc również infrastruktura finansowa może zostać użyta jako narzędzie geopolityczne. Rosja odpowiedziała, rozwijając własne systemy i inwestując ogromne środki w niezależność technologiczną. Sbierbank zatrudnił dziesiątki tysięcy inżynierów IT, aby stworzyć alternatywne rozwiązania i utrzymać funkcjonowanie krajowego systemu finansowego mimo sankcji.

Dla Europy była to demonstracja możliwości. Pokazała, że infrastruktura finansowa nie jest neutralna i jest elementem władzy.

Podobny proces zachodzi w sektorze energetycznym i po ograniczeniu importu rosyjskiego gazu Europa zaczęła w większym stopniu polegać na dostawach skroplonego gazu ziemnego ze Stanów Zjednoczonych. Z jednej strony zwiększyło to bezpieczeństwo w krótkim okresie, z drugiej stworzyło nową formę zależności. Energia jest, jak wiadomo, podstawą funkcjonowania gospodarki. Jeżeli jej dostawy są kontrolowane przez partnera zewnętrznego, powstaje potencjalna dźwignia polityczna.

Nie oznacza to, że Stany Zjednoczone zamierzają wykorzystać tę dźwignię przeciwko Europie. Jednak sama możliwość zmienia równowagę sił, a w geopolityce liczy się nie tylko intencja, lecz także zdolności.

Europa pozostaje również zależna od Stanów Zjednoczonych w zakresie bezpieczeństwa militarnego. NATO opiera się w dużej mierze na amerykańskiej logistyce, technologii i zdolnościach dowodzenia. Systemy rozpoznania satelitarnego, transport strategiczny i wiele kluczowych komponentów uzbrojenia pozostają pod kontrolą USA. Ta zależność była przez dekady postrzegana była jako gwarancja stabilności, jednak w świecie rosnącej rywalizacji mocarstw rodzi pytania o strategiczną autonomię Europy. Państwo lub blok, który nie kontroluje własnych systemów finansowych, energetycznych i militarnych, posiada ograniczoną zdolność do prowadzenia niezależnej polityki.

W tej sytuacji coraz częściej pojawia się koncepcja multilateralizmu, czyli strategii polegającej na równoważeniu wpływów poprzez współpracę z wieloma partnerami. W praktyce oznacza to potencjalne zacieśnienie relacji z państwami spoza tradycyjnego kręgu zachodniego, w tym z krajami BRICS. Blok ten, a reprezentujący już znaczną część światowej populacji i rosnący udział w globalnej gospodarce, rozwija własne systemy finansowe, technologie i inicjatywy infrastrukturalne, które mają ograniczyć dominację Zachodu.

Dla Europy współpraca z BRICS mogłaby stanowić element strategii dywersyfikacji. Nie oznaczałoby to jednocześnie zerwania sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, lecz zmniejszenie jednostronnej zależności. Wówczas stabilność systemu międzynarodowego opierałaby się na równowadze sił, a nie na dominacji jednego centrum.

Problem zależności nie ogranicza się do finansów i energii. Europejscy urzędnicy ostrzegają, że kontynent utracił już kontrolę nad znaczną częścią infrastruktury cyfrowej. Największe platformy technologiczne, usługi chmury i systemy operacyjne należą do firm amerykańskich. Oznacza to, że ogromne ilości danych europejskich obywateli i firm są przechowywane, a co gorsze przetwarzane – w systemach pozostających poza bezpośrednią jurysdykcją europejską.

W epoce gospodarki opartej na danych jest to odpowiednik utraty kontroli nad zasobami naturalnymi w XIX wieku, a tym razem dane są nową ropą, ale także nowym narzędziem nadzoru i wpływu.

Europa była jednym z głównych architektów globalizacji, bo właśnie otwarcie rynków i integracja gospodarcza przyniosły bezprecedensowy wzrost dobrobytu. Jednak ten sam proces doprowadził do sytuacji, w której kluczowe elementy infrastruktury znalazły się poza jej kontrolą. To paradoks późnej globalizacji, że im bardziej system staje się zintegrowany, tym większe znaczenie ma kontrola nad jego węzłami. Stany Zjednoczone zrozumiały to wcześniej niż Europa, a kontrolując system finansowy, technologie cyfrowe i standardy technologiczne, stworzyły architekturę, w której globalne przepływy przechodzą przez ich infrastrukturę.

Europejskie inicjatywy, takie jak cyfrowe euro czy rozwój własnych systemów płatności, wskazują na rosnącą świadomość problemu. Celem nie jest jednak izolacja, lecz zdolność do funkcjonowania niezależnie w sytuacji kryzysowej. Ta autonomia nie oznacza, czy może w przyszłości nie musi oznaczać końca sojuszy, lecz wskaże na zdolność do ich wyboru. Europa, co warto podkreślić, choć zdania są podzielone, posiada wszystkie niezbędne zasoby, czyli wysoko wykwalifikowaną kadrę, zaawansowany przemysł i ogromny rynek wewnętrzny. Brakuje jej natomiast determinacji politycznej i spójnej wizji.

Jeżeli Unia Europejska zdoła stworzyć własną infrastrukturę finansową i cyfrową, zmieni to równowagę sił w całym systemie międzynarodowym, a jeżeli tego nie zrobi, pozostanie zależna od decyzji podejmowanych poza jej granicami.

Świat wchodzi w erę wielobiegunową. Dominacja jednego centrum stopniowo ustępuje miejsca systemowi, w którym kilka bloków współistnieje i rywalizuje ze sobą. Europa stoi teraz przed wyborem, czy pozostać peryferyjnym elementem cudzego systemu, czy stać się jednym z jego głównych filarów. Wybór to też konieczność redefinicji relacji zarówno ze Stanami Zjednoczonymi, jak i z nowymi centrami władzy gospodarczego Wschodu.

Nie jest i nie powinien być to proces gwałtowny, ale powolne przesuwanie gospodarcze, co na koniec przyniesie albo wymianę partnerów, albo, co akurat jest mniej pewne, wysforuje Unię Europejską na gracza pierwszego planu.

Pamiętać należy jednak, że zmiany nie będą zachodzić na polach bitew i bataliach czołgów, one zachodzić będą w ciszy serwerowni, w linijkach kodu obsługujących transakcje, w projektach cyfrowej waluty i w światłowodowych kablach, gdzie pojawi się odpowiedź na pytanie, czy Europa pozostanie suwerennym podmiotem, czy jedynie użytkownikiem cudzej infrastruktury.

*

W mojej ocenie jeszcze długo Stary Kontynent walczyć będzie o swoje miejsce przy stole, gdzie zapadają najważniejsze, ekonomiczne decyzje.

Bogdan Feręc

Źr. Info Brics

Photo by Robert Ruggiero on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version