Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

ETS przestanie być dogmatem. Komisja Europejska zaczyna przyznawać, że polityka klimatyczna wymaga korekty

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

W polityce najtrudniejsze jest nie podejmowanie decyzji, lecz przyznanie się do błędu, a w Brukseli przez lata dominowało przekonanie, że obrany kurs, czyli ambitna transformacja klimatyczna, szybkie ograniczanie emisji i coraz bardziej rozbudowany system regulacji, jest nie tylko słuszny, ale wręcz niepodważalny. Tym bardziej znaczące są słowa przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, która w Parlamencie Europejskim przyznała, że system handlu emisjami ETS wymaga dziś modernizacji. W języku unijnej dyplomacji jest to sygnał zmiany, która jeszcze niedawno wydawała się politycznie niemożliwa.

Deklaracja padła w momencie wyjątkowo trudnym dla europejskiej gospodarki, gdy kontynent zmaga się z wysokimi cenami energii, spowolnieniem przemysłu oraz rosnącą konkurencją ze strony Stanów Zjednoczonych i Azji. Wojna na Bliskim Wschodzie, w której napięcia między USA, Izraelem i Iranem destabilizują globalny rynek surowców, dodatkowo uwidacznia niemoc europejskiej gospodarki wobec szoku energetycznego. W tych okolicznościach Bruksela zaczyna coraz częściej mówić o pragmatyzmie, więc używa słów, które jeszcze kilka lat temu w kontekście polityki klimatycznej bywały niemal nieobecne.

System ETS, czyli mechanizm handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla, od lat stanowi fundament unijnej strategii klimatycznej. W teorii jego działanie jest proste, bo emisja CO₂ ma swoją cenę, a im droższa emisja, tym silniejsza motywacja do inwestowania w czystsze technologie. W praktyce system ten stał się jednak jednym z kluczowych czynników wpływających na koszty energii w Europie. Dla wielu sektorów przemysłu oznaczało to rosnącą presję kosztów, a w skrajnych przypadkach, przenoszenie produkcji poza granice Unii.

Von der Leyen nie zakwestionowała samej idei ETS, ale podkreśliła wręcz, że bez tego mechanizmu Europa zużywałaby dziś o 100 miliardów metrów sześciennych gazu więcej, co zwiększałoby zależność energetyczną kontynentu. Jednocześnie przyznała jednak, że system wymaga głębszej modernizacji. Ta pozornie techniczna uwaga ma istotny wymiar polityczny, oznacza bowiem, że w Brukseli zaczęto dostrzegać skutki własnych decyzji, zwłaszcza dla gospodarki, która od kilku lat balansuje między transformacją energetyczną a utratą konkurencyjności.

Zmiana tonu w Komisji Europejskiej nie ogranicza się wyłącznie do ETS. W ostatnich miesiącach pojawiły się sygnały rewizji innych elementów polityki klimatycznej. Jednym z najbardziej symbolicznych jest wycofanie się z twardego forsowania zakazu sprzedaży samochodów spalinowych po 2035 roku. Jeszcze niedawno była to jedna z najbardziej sztandarowych inicjatyw Zielonego Ładu, a dziś coraz częściej mówi się o konieczności większej elastyczności.

Jeszcze wymowniejsze są słowa dotyczące energetyki jądrowej, która ma wracać do łask.

Wypowiedzi te wpisują się w szerszy proces przewartościowania europejskiej polityki energetycznej. O ile jeszcze kilka lat temu dominowała logika szybkiej transformacji, o tyle dziś coraz częściej pojawia się refleksja nad jej kosztami oraz tempem. Kryzys energetyczny po rosyjskiej agresji na Ukrainę, skok cen gazu i prądu oraz trudności przemysłu pokazały, że gospodarka nie jest abstrakcyjnym eksperymentem regulacyjnym.

Ursula von der Leyen podkreśliła jednocześnie, że powrót do importu rosyjskich paliw kopalnych byłby „strategicznym błędem”, ale mówi to teraz, więc za jakiś czas może się okazać, że i to zdanie zmieni. W jej ocenie uczyniłoby to Unię Europejską zależną i podatną na presję geopolityczną. Komisja Europejska chce więc utrzymać długoterminowy kierunek transformacji energetycznej, ale jednocześnie, jak przyznała sama przewodnicząca, wprowadzać go w sposób bardziej pragmatyczny i „mądrzejszy”.

W tym właśnie słowie, pragmatyzm, kryje się najważniejsza zmiana w europejskiej debacie. Przez lata polityka klimatyczna była traktowana niemal jak projekt ideologiczny, którego tempo i założenia nie podlegały poważnej dyskusji. Dziś coraz wyraźniej widać, że gospodarka wystawia tej polityce rachunek. Europejski przemysł energochłonny traci przewagi konkurencyjne, a przedsiębiorstwa coraz częściej rozważają przenoszenie produkcji do regionów o niższych kosztach energii.

Bruksela zaczyna więc powoli przyznawać to, o czym wielu ekonomistów, przedsiębiorców i zwykłych ludzi mówiło od dawna, że transformacja energetyczna nie może odbywać się kosztem fundamentów gospodarki. Modernizacja ETS może być pierwszym sygnałem poważniejszej korekty kursu, czyli odchodzenia od Zielonego Ładu

***

Czy oznacza to zasadniczą zmianę w europejskiej polityce klimatycznej? Na razie raczej początek procesu niż jego finał, jednak już sam fakt, że w Brukseli coraz częściej mówi się o błędach, kosztach i konieczności korekty, pokazuje jedno, że epoka politycznych dogmatów powoli ustępuje miejsca ekonomicznej rzeczywistości. W świecie energii i przemysłu rachunek zawsze przychodzi prędzej czy później, a europejska polityka właśnie zaczyna go odczytywać.

Bogdan Feręc

Źr. PAP

Fot. CC BY 4.0 Dati Bendo

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version