Mija pół roku od momentu, gdy Bliski Wschód stanął w ogniu po połączonym uderzeniu sił amerykańskich oraz izraelskich, w którym zginął najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei. Po miesiącach patowej sytuacji i incydentów morsko-lotniczych, kruche próby utrzymania względnego spokoju ostatecznie legło pod gruzami zawalonych domów i instalacji wojskowych.
Wokół strategicznej Cieśniny Ormuz oraz na terytorium całego regionu doszło do gwałtownego zaostrzenia działań wojennych. Ostatnie wydarzenia pokazują jednocześnie, jak z dnia na dzień granica między precyzyjną operacją militarną a tragicznym w skutkach wybuchem bezpardonowej przemocy ulega całkowitemu zatarciu, przynosząc ogromne cierpienie cywilom i wciągając w wir walk kolejne państwa.
Dramatyczne doniesienia dochodzą z południowego hrabstwa Sirik, gdzie w miejscowości Kuhestak doszło do ataku na budynek mieszkalny. Zgodnie z przekazem władz w Teheranie oraz relacjami lokalnych przedstawicieli irańskiej administracji, amerykańskie uderzenie spadło na dom, w którym odbywała się akurat uroczystość weselna. W wyniku tej eksplozji życie straciło co najmniej sześć osób, w tym dziecko. Stanowisko irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a przedstawione przez rzecznika Esmaila Baghaei określa to zdarzenie mianem kolejnego elementu w łańcuchu systematycznych okrucieństw. Informacje doprecyzował gubernator okręgu Sirik Reza Shahidiyan wskazując, że rannych zostało aż 63 cywilów, z czego przeważającą większość – 50 osób – stanowią kobiety i dzieci. Poszkodowani trafili do placówki medycznej w pobliskim Minab, gdzie lekarze określają ich stan jako stabilny.
Oficjalny komunikat wojsk amerykańskich stawia te wydarzenia w zupełnie innym świetle. Dowództwo USA ogłosiło powrót do intensywnych działań przeciwko celom wojskowym, tłumacząc swoją decyzję odpowiedzią na prowokacyjne operacje Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Według strony amerykańskiej Teheran próbował po raz kolejny sparaliżować żeglugę handlową w Cieśninie Ormuz poprzez minowanie akwenu oraz ataki na jednostki cywilne. Celami amerykańskich nalotów i ostrzału stały się zatem wyrzutnie rakietowe, stacje radarowe, stanowiska obrony powietrznej, a także ośrodki łączności i infrastruktura morska m.in. na wyspie Larak. Amerykanie podkreślają, że ich intencją pozostaje zabezpieczenie międzynarodowych szlaków handlowych przed całkowitą blokadą.
Rzeczywistość wojenna na miejscu maluje jednak znacznie bardziej ponury obraz. Strona irańska przypomina, że dramat w Kuhestaku to nie pierwszy przypadek, gdy w wyniku nalotów ginie ludność cywilna. W pierwszych dniach konfliktu w Minab bomby spadły na szkołę podstawową, co pochłonęło ponad 150 ofiar, z kolei w Lamerd po ataku na halę sportową zginęła ponad dwudziestka cywilów. Głosy świadków z Siriku potwierdzają potęgę zniszczeń, a relacja kilkuletniego chłopca, który przeżył nalot, opisuje moment, gdy siła fali uderzeniowej zasypała zgromadzonych ludzi gruzem i cementem, nie pozostawiając wątpliwości co do bezbronności osób znajdujących się w rejonie wybuchu.
Skala konfrontacji bardzo szybko przekroczyła granice samego Iranu. W odwecie za ataki na obiekty strategiczne, w tym lotnisko w prowincji Kerman, Teheran wystrzelił serię rakiet oraz dronów w stronę amerykańskich baz i instalacji wojskowych zlokalizowanych w Iraku, Bahrajnie oraz Jordanii. Do walki włączyły się również systemy obronne Kuwejtu, które przechwyciły część bezzałogowców zmierzających w kierunku sąsiednich terytoriów. Sygnały o wybuchach dochodzą z kluczowych ośrodków południowego Iranu, takich jak Bandar Abbas, Konarak czy wyspa Keshm.
Całość rysuje teraz obraz pełnoskalowej konfrontacji, w której każda ze stron odpowiada na cios jeszcze mocniejszym uderzeniem, a groźby przedstawicieli Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej o „surowej karze dla agresorów” zwiastują dalszą eskalację.
W tle walk na lądzie i w powietrzu pozostaje potężny kryzys surowcowy i gospodarczy. Przepływ ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz, stanowiący dotychczas jedną piątą globalnego zapotrzebowania, został ponownie zatrzymany. Incydenty z udziałem greckich tankowców zaatakowanych przez nieznane pociski pokazują, jak niebezpieczne stały się wody Zatoki Perskiej. Mimo deklarowanej przez prezydenta Masuda Pezeshkiana gotowości do podjęcia kroków dyplomatycznych, Iran stanowczo sprzeciwia się powrotowi do rozmów pod presją siłową.
Stanowisko Teheranu jest jasne: dopóki Waszyngton stosuje politykę gróźb i otwarcie niszczy infrastrukturę Iranu, wszelkie korytarze negocjacyjne pozostaną zamknięte, a Bliski Wschód będzie staczał się w stronę niekontrolowanego chaosu.
Bogdan Feręc
Źr. Al. Jazeera
Photo by Mohammed Ibrahim on Unsplash

