Irlandzkie gospodarstwa domowe muszą przygotować się na kolejną falę podwyżek opłat za prąd i gaz. Jak prognozują eksperci z branży energetycznej, napięcia geopolityczne oraz niestabilna sytuacja na światowych rynkach surowcowych doprowadzą do ponownego skoku cen hurtowych, co z kilkumiesięcznym opóźnieniem bezpośrednio uderzy w portfele konsumentów na początku przyszłego roku.
Głównym motorem napędowym obecnych zawirowań są rosnące ceny paliw kopalnych na świecie, stanowiące rezultat przedłużającego się konfliktu na Bliskim Wschodzie i wynikających z niego zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw. Im dłużej utrzymuje się niestabilność w tym regionie, tym większe ryzyko, że koszty te zostaną ostatecznie przeniesione na odbiorców końcowych.
Występując w programie stacji News Talk Daragh Cassidy, ekspert ds. rynku energii z portalu Bonkers.ie zwrócił uwagę, że firmy energetyczne działające na irlandzkim rynku wyczerpują swoje możliwości finansowe w zakresie amortyzowania rosnących kosztów hurtowych. Część gigantów rynkowych podjęła już pierwsze kroki korekcyjne, jednak to najprawdopodobniej dopiero początek trudniejszego okresu.
„Bord Gáis Energy, Energia i SSE Electricity podniosły w tym miesiącu ceny gazu i energii elektrycznej średnio o około 10%. Mimo to niektórzy dostawcy, jak np. Electric Ireland, ogłosili zamrożenie cen. Ale myślę, że gdy nadejdzie nowy rok, dostawcy znów będą musieli podnieść ceny” – wyjaśnił Cassidy. Ekspert zastrzegł jednocześnie, że ewentualne skoki cen na rynkach hurtowych nie przekładają się w stosunku jeden do jednego na rachunki odbiorców indywidualnych.
„Jeśli ceny hurtowe wzrosną, powiedzmy o 30 lub 40%, nie oznacza to, że rachunki wzrosną o 30 lub 40%, ponieważ obecnie ceny hurtowe stanowią jedynie około jedną trzecią rachunku” – zaznaczył.
Mechanizm wyceny energii na rynku detalicznym opiera się na tzw. transakcjach terminowych (hedging), co oznacza, że zmiany na giełdach surowcowych nie od razu trafiają na faktury mieszkańców. Koncerny energetyczne dokonują zakupów z wyprzedzeniem tygodniowym i miesięcznym, uśredniając koszty.
„Nie wszyscy dziś kupują energię. Kupują ją z tygodniowym i miesięcznym wyprzedzeniem. Cena, jaką płacimy za gaz i energię elektryczną, jest więc raczej średnią ceną energii na rynkach hurtowych w ciągu kilku miesięcy. Dlatego potrzeba czasu, aby to osiągnąć, i niektórzy dostawcy są na to gotowi, albo nie, ale być może także pokrywają część kosztów. Zazwyczaj widzimy wzrost cen tylko u głównych dostawców energii, głównych dostawców gazu i prądu, może maksymalnie dwa razy do roku” – sprecyzował Daragh Cassidy.
Mimo że przy dużej zmienności rynkowej precyzyjne prognozowanie niesie za sobą ryzyko błędu, zdaniem ekspertów scenariusz wzrostowy jest obecnie najbardziej prawdopodobną opcją. „Myślę jednak, że wraz z nadejściem nowego roku, prawdopodobnie w lutym, ceny znów wzrosną o około 10% lub nieco więcej – szczególnie jeśli sprawy będą się dalej rozwijać w obecnym tempie” – podsumował Cassidy, dodając, że kluczowym czynnikiem wpływającym na finanse irlandzkich gospodarstw domowych pozostanie czas trwania i eskalacja konfliktu w Iranie.
*
Kluczowym czynnikiem jest Zielony Ład i ETS-y, co pozwoliło Stanom Zjednoczonym wywindować ceny, z czego oficjalnie cieszy się prezydent Donald Trump. To właśnie on na jednym z wieców przedwyborczych do wyborów pośrednich powiedział, że USA zbijają kokosy na cenach ropy i gazu. Donald Trump dodał, że nie interesuje go reszta świata, bo cieszy się, że do amerykańskiej kasy płyną biliony dolarów.
A kto płaci Trumpowi? Między innymi Europa, która odcięła się od tanich węglowodorów z Rosji, wprowadziła kosztowne rozwiązania klimatyczne, a na dodatek, po 2022 roku, związała swój rynek energetyczny z Bliskim Wschodem. Po ataku USA i Izraela na Iran, drogi dostaw zostały przerwane, a jedynym dostawcą na rynku, zostały Europie Stany. Tak koło się zamknęło i teraz Stary Kontynent piszczy z zimna.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Photo by Tim Mossholder on Unsplash


