Jednoosobowa, z pozoru zdawkowa wizyta dyplomatyczna potrafi czasem skupić na sobie soczewkę całej polityki zagranicznej i odsłonić wewnętrzne pęknięcia w państwie. Najbliższe spotkanie w Áras an Uachtaráin, w którego trakcie głowa irlandzkiego państwa podejmie prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, stawia sprawującą dotąd wyjątkowo cichą prezydenturę Catherine Connolly przed najtrudniejszym wyzwaniem od momentu objęcia urzędu.
Dylemat, przed którym staje, dotyka istoty jej politycznego mandatu, więc jak połączyć dyplomatyczną kurtuazję z oczekiwaniami własnego zaplecza i ideowymi deklaracjami, które wyniosły ją do władzy?
Wyborcze obietnice w zderzeniu z protokołem
Kiedy w listopadzie ubiegłego roku Catherine Connolly składała przysięgę, w jej mocnym przemówieniu inauguracyjnym wybrzmiała jasna zapowiedź, że Irlandia ma stanowić jednoznaczny głos na rzecz rozwiązań dyplomatycznych, pokojowych rozwiązań i sprzeciwiać się wojnom. Wkrótce deklaracje zostaną poddane bezpośredniej weryfikacji. Z jednej strony mamy do czynienia z postacią, która przez lata dała się poznać jako czołowa krytyczka amerykańskiego przywódcy. Z drugiej zaś, jako głowa państwa, która musi przyjąć prezydenta USA w swojej oficjalnej rezydencji, przestrzegając sztywnych ram protokołu.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że środowiska lewicowe, które wywalczyły dla Connolly prezydencki fotel, nie kryją swoich oczekiwań. Działacze tacy jak Richard Boyd Barrett z People Before Profit głośno apelują o twardą postawę, licząc na to, że prezydent otwarcie podniesie kwestie zbrodni w strefie Gazy, agresywnej polityki międzynarodowej czy praw grup marginalizowanych.
Zaplecze polityczne głowy państwa jasno sugeruje, że brak jednoznacznego stanowiska zostanie odebrane jako wycofanie się ze wcześniejszych zapowiedzi.
Gdzie leży prawdziwa odpowiedzialność?
Trzeba jednak pamiętać o ustrojowym wymiarze całej sprawy. W irlandzkim systemie politycznym to rząd, a nie prezydent kształtuje i realizuje politykę zagraniczną. Właśnie na ten aspekt zwracają uwagę przedstawiciele ugrupowań wspierających Connolly, przypominając, że zaproszenie Trumpa było decyzją gabinetu Micheála Martina.
Z perspektywy Sinn Féin czy Socjaldemokratów, kluczowe pytania dotyczące Bliskiego Wschodu, Iranu czy stabilności gospodarczej powinny być kierowane bezpośrednio do szefa rządu i jego ministra spraw zagranicznych.
Premier Martin stara się łagodzić te polityczne napięcia, wskazując na konieczność prowadzenia rzeczowego dialogu o pokoju, a jednocześnie podkreślając pragmatyczny wymiar relacji irlandzko-amerykańskich. Wizyta Trumpa na wydarzeniu sportowym Irish Open w ośrodku Doonbeg to dla lokalnej gospodarki hrabstwa Clare wydarzenie bezprecedensowe.
Koalicja rządząca dąży tym samym do balansowania między twardą dyplomacją a dbałością o interesy ekonomiczne kraju.
Symboliczne starcie wizji świata
Spotkanie w Dublinie stanie się zatem testem dojrzałości całej irlandzkiej sceny politycznej.
Zapowiadane protesty uliczne pokazują natimiast, jak silne emocje budzi przyjazd amerykańskiego przywódcy. Dla Catherine Connolly ta krótka, kurtuazyjna rozmowa stanowi z kolei moment przełomowy. Od tego, w jaki sposób przeprowadzi ceremonialne wymogi urzędu z wiernością własnym przekonaniom, zależy to, jak zapamiętana zostanie pierwsza faza jej prezydentury, więc jako bierne poddanie się procedurom czy jako spójna realizacja obietnicy aktywnej dyplomacji.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. CC Erin Costa

