Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Dyplomacja czy presja? Ambasada Ukrainy przekracza granice wobec Irlandii?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Relacje międzynarodowe wymagają delikatności, wyczucia i szacunku dla suwerenności partnera, a tym bardziej zaskakujące są ostatnie ostrzeżenia ambasady Ukrainy w Irlandii, która publicznie zasugerowała, że irlandzkie firmy, poprzez legalny eksport towarów nieobjętych sankcjami, mogą „pośrednio wspierać wojnę Rosji”.

To poważne oskarżenie i nie powinno przejść bez krytycznej refleksji, przynajmniej w kraju, który udzielił schronienia tysiącom Ukraińców, ale też wysyłał pokaźną ilość pomocy humanitarnej do Kijowa. Z informacji przywołanych przez „Sunday Independent” wynika, że eksport z Irlandii do Rosji wzrósł w ubiegłym roku do ponad 836 mln euro o niemal 80 proc. w porównaniu z rokiem 2023. Mówimy jednak o towarach, które nie są objęte sankcjami Unii Europejskiej. Innymi słowy, o całkowicie legalnym handlu, który prowadzony jest w ramach obowiązujących regulacji wspólnotowych.

Mimo to rzecznik ambasady ostrzegł, że takie dostawy mogą zostać przeznaczone na potrzeby wojska, w tym na leczenie personelu zaangażowanego w agresję Władimira Putina. Sugestia jest jasna, więc nawet jeśli działasz zgodnie z prawem, możesz ponosić moralną odpowiedzialność za skutki wojny.

To niezwykle niebezpieczna retoryka, a i nie zauważa, że Irlandia, podobnie jak inne państwa Unii Europejskiej, stosuje się do przyjętych sankcji wobec Rosji. System sankcyjny jest narzędziem politycznym uzgodnionym na poziomie wspólnotowym i jeżeli określone towary nie znajdują się na liście zakazanych, oznacza to, że państwa członkowskie, w tym także te najmocniej wspierające Ukrainę, uznały ich obrót za dopuszczalny. Natomiast publiczne sugerowanie, że legalna działalność irlandzkich przedsiębiorstw może być współodpowiedzialna za rosyjską inwazję, jest formą presji wykraczającą poza standardową dyplomację.

Wygląda to więc jak próba wywarcia nacisku na irlandzką opinię publiczną i środowiska gospodarcze, aby zmieniły swoje zachowanie, a nie na podstawie obowiązującego prawa, lecz pod wpływem politycznego oskarżenia.

*

Nie jest to pierwszy przypadek, gdy przedstawiciele Ukrainy w Republice Irlandii starają się wpływać na funkcjonowanie jej gospodarki. Wcześniejsze apele i interwencje również miały na celu ograniczenie kontaktów handlowych czy inwestycyjnych w sposób wykraczający poza formalne zobowiązania wynikające z prawa unijnego. Zwracano również uwagę, że Irlandia współpracuje z krajami trzecimi, a te mogą przekazywać kupowane w sposób legalny towary, które następnie przekazują Federacji Rosyjskiej. Problem polegał wówczas na tym, że Irlandia sprzedawał części elektroniczne państwom, które nie miały nałożonego unijnego embarga, więc transakcje również odbywały się w sposób legalny.

Wspomnieć tu także należy, że irlandzkie wsparcie dla Ukrainy w obliczu rosyjskiej agresji jest faktem i nie podlega dyskusji, a wyspa wielokrotnie okazywała walczącemu krajowi solidarność polityczną, finansową i humanitarną. Natomiast dyplomaci powinni wiedzieć, że solidarność nie oznacza rezygnacji z prawa do samodzielnego kształtowania polityki gospodarczej w granicach uzgodnionych regulacji. Jeżeli Kijów uważa, że określone towary powinny zostać objęte sankcjami, właściwą drogą jest inicjatywa na forum Unii Europejskiej, bo to tam zapadają decyzje o ewentualnym rozszerzeniu restrykcji. Próby wywierania presji na pojedyncze państwo członkowskie, poprzez publiczne sugestie o moralnej współodpowiedzialności, podważają z kolei ducha relacji partnerskich.

Dyplomacja, o czym przedstawiciele Ukrainy zdają się zapominać, nie polega na stawianiu sojusznika pod ścianą. Zwłaszcza w czasie wojny, gdy jedność Zachodu jest wartością kluczową. Irlandia z perspektywy nałożonych przez Unię Europejską ograniczeń ma jednak prawo prowadzić legalny handel w ramach obowiązujących przepisów. Ukraina ma natomiast prawo zabiegać o respektowanie lub zaostrzenie sankcji, choć w tym przypadku ostrzeżenie wydaje się pozbawione jakichkolwiek podstaw. Granicą jest w tej sytuacji wzajemny szacunek, bo gdy zaczyna dominować ton oskarżycielski, zamiast współpracy pojawia się napięcie, a to nie służy nikomu, kto realnie chce ograniczyć możliwości prowadzenia wojny przez Rosję.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Ludovico Ceroseis on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version