Koszty produkcji znów idą w górę i to wyraźnie, co potwierdzają najnowsze dane z irlandzkiego sektora przemysłowego, które pokazują dobrze znany z ostatnich lat mechanizm, gdy drożeją surowce, rosną koszty pracy, a producenci, korzystając ze wciąż solidnego popytu, zaczynają przerzucać te obciążenia na klientów. Efekt końcowy jest łatwy do przewidzenia, czyli presja inflacyjna, która miała już przejść do historii, a wraca bocznymi drzwiami.
Z opublikowanego w styczniu badania PMI dla irlandzkiego przemysłu, a opracowanego przez AIB Ireland we współpracy z S&P Global wynika, że ceny środków produkcji wzrosły w najszybszym tempie od trzech lat. To sygnał alarmowy, bo PMI nie opisuje przeszłości, tylko zagląda w przyszłość. Pokazuje nastroje i realne decyzje menedżerów zakupów, czyli ludzi, którzy pierwsi widzą, gdzie zaczyna się ekonomiczne trzęsienie ziemi. Źródła wzrostu kosztów są klasyczne, ale nie mniej groźne. Producenci wskazują na drożejące surowce oraz coraz częstsze przerzucanie wyższych kosztów płac przez dostawców. Łańcuch kosztowy działa jak domino i jeden ruch wystarcza, by cała konstrukcja zaczęła się chwiać. Co istotne, przy wciąż silnym popycie firmy nie musiały absorbować tych kosztów we własnych marżach i zaczęły podnosić ceny.
Styczniowe badanie potwierdziło wyraźny wzrost średnich cen pobieranych przez producentów. Co prawda tempo wzrostu cen wyrobów gotowych było nieco niższe niż tempo wzrostu kosztów produkcji, ale kierunek jest jednoznaczny. To, co dziś dzieje się na poziomie fabryk, za chwilę pojawi się na paragonach.
Z perspektywy aktywności gospodarczej obraz jest mieszany. Produkcja przemysłowa rosła trzeci miesiąc z rzędu, choć wolniej niż w grudniu. Sektor rozpoczął rok „na plusie”, co potwierdza główny wskaźnik PMI na poziomie 52,2 punktu, więc wyraźnie powyżej granicy 50 punktów, oddzielającej wzrost od spadku. Co więcej, irlandzki przemysł wypada lepiej niż średnia dla strefy euro, USA czy Wielkiej Brytanii.
Jednocześnie na wyspie pojawiają się pierwsze rysy. Nowe zamówienia eksportowe słabną, a w pięciu z ostatnich sześciu miesięcy ich wskaźnik pozostawał poniżej neutralnego poziomu, co wskazuje na osłabienie popytu zagranicznego i rosnącą konkurencję. Globalna niepewność gospodarcza sprawia, że klienci ostrożniej podejmują decyzje, a awersja do ryzyka znów staje się dominującą.
Na razie irlandzki rynek pracy pozostaje silny, bo zatrudnienie w styczniu rosło w najszybszym tempie od lipca 2025 roku, a ponad połowa ankietowanych producentów spodziewa się wzrostu wolumenu produkcji w nadchodzących miesiącach. Tylko niewielki odsetek firm zakłada spadek aktywności, więc optymizm więc jest, ale ten podszyty kosztami.
Problem jednak polega na tym, że inflacja rzadko wraca w sposób widowiskowy. Ona raczej sączy się powoli, przez droższe komponenty, wyższe pensje, niepozorne korekty cenników. Dane z Irlandii pokazują, że właśnie wchodzimy w taką fazę. Dla konsumentów oznacza to jedno, że spokój cenowy może być krótszy, niż wielu się wydawało, a rachunek, jak zwykle, przyjdzie z pewnym opóźnieniem.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Cemrecan Yurtman on Unsplash

