Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Drożej w sekundę, taniej… kiedyś. Paliwowa hipokryzja po Ormuz

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Gdy Cieśnina Ormuz została sparaliżowana, ceny paliw wystrzeliły szybciej niż nerwy kierowców w korku na M50. Podwyżki pojawiły się niemal natychmiast, jakby ktoś wcisnął guzik z napisem „panika” i rynek posłusznie wykonał polecenie. Teraz jednak gdy rząd zapowiedział obniżkę akcyzy nawet o 25 centów na litrze, rzeczywistość nagle zwalnia. Bardzo wolno zwalnia.

Branża paliwowa studzi entuzjazm i mówi, że taniej nie będzie od razu. Organizacja Fuels for Ireland ostrzega wprost, iż kierowcy nie powinni liczyć na natychmiastowe spadki cen. Tum właśnie zaczyna się stary, dobrze znany teatr ekonomii i gdy ceny rosną, wszystko dzieje się „tu i teraz”, a gdy mają spadać – nagle odkrywamy, że świat jest skomplikowany. Mechanizm jest banalny, choć przedstawiany niemal jak fizyka kwantowa. Paliwo na stacjach zostało kupione wcześniej, przy wyższej akcyzie. Leży w zbiornikach, czasem godziny, czasem dni i dopóki się nie sprzeda, ceny nie spadną. Proste, tyle że to „proste” działa tylko w jedną stronę, bo gdy ceny globalne rosną, nikt nie czeka, aż stare zapasy się wyprzedadzą.

Rząd oczywiście działa, bo to spotkania, narady, deklaracje, a taoistach, tánaiste i minister finansów pochylają się nad tematem, jak nad filiżanką gorącej herbaty. Decyzje, ogłoszenia, że wsparcie ma być „ukierunkowane” i „tymczasowe”, czyli klasyka, iż pomożemy, ale, żeby nie przyzwyczajać.

Z punktu widzenia systemu wszystko się zgadza. Akcyza naliczana jest na końcu łańcucha, więc w terminalach, choćby w porcie w Dublinie i jeśli paliwo zostało zatankowane przed zmianą stawki, nie da się jej cofnąć. Sprzedawcy nie mogą nagle udawać, że zapłacili mniej podatku. Matematyka się nie zgadza, księgowość nie wybacza, ale z punktu widzenia kierowcy wygląda to inaczej. Wygląda to jak asymetria, która aż bije po oczach. Drożej – natychmiast. Taniej – stopniowo, selektywnie, z opóźnieniem. Duże stacje mogą obniżyć ceny w ciągu kilku godzin, małe w kilka dni, a więc wszystko zależy od tego, gdzie tankujesz. Rynek wolny jak wiatr, a ten wieje zawsze w jedną stronę.

I jeszcze jedno: obniżki będą czasowe. Rząd już sygnalizuje, że wsparcie może być weryfikowane co miesiąc i gdy sytuacja się uspokoi, ulga zniknie szybciej, niż się pojawiła. Kierowca dostanie chwilę oddechu, ale rachunek i tak wróci.

Nie ma tu wielkiej tajemnicy ani spisku, bo jest coś bardziej przyziemnego: system, który działa sprawnie, gdy trzeba podnieść ceny, i nagle przypomina sobie o wszystkich swoich ograniczeniach, gdy ceny mają spaść. Można powiedzieć: tak działa rynek, można też powiedzieć, że rynek ma dziwną skłonność do punktualności tylko wtedy, gdy sięga do naszej kieszeni. A kierowca? Jak zawsze między młotem a kowadłem. Tankuje, płaci i słucha, że jeszcze chwilę trzeba poczekać, bo taniej będzie. Kiedyś, gdy przyjdzie odpowiedni moment albo, mówiąc mniej elegancko, gdy wszystkim po drodze będzie się chciało.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by engin akyurt on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version