Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Drożej do nieba?  Dlaczego loty z Dublina mogą niedługo kosztować więcej

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

W powietrzu unosi się zapach podwyżek i nie chodzi tu o cenę kawy na pokładzie. Dublin Airport zwrócił się do Irlandzkiego Urzędu Lotnictwa z prośbą o zgodę na wyraźne podniesienie opłat lotniskowych, a kiedy te rosną, wszyscy dobrze wiemy, że w końcu rosną też ceny biletów. To równanie tak stare, jak same lotniska.

DAA, czyli zarządzający lotniskiem, planuje wydać 5,6 miliarda euro na inwestycje między 2027 a 2031 rokiem. Skala brzmi jak numer budżetu małego państwa, ale tu chodzi o całą infrastrukturę, która musi udźwignąć rosnącą liczbę pasażerów i sprostać wymaganiom XXI wieku. W praktyce, żeby to wszystko sfinansować, lotnisko proponuje podnieść średni limit opłaty bazowej do 12,86 euro za pasażera. To prawie dwa razy więcej niż obecny limit obowiązujący w latach 2023–2026, który wynosi 7,59 euro. W nowym wniosku do IAA widać precyzyjny plan wspinania się po drabince cen: 11,14 euro w 2027, a potem stopniowy wzrost aż do 14,99 euro w 2031. Żeby było jeszcze ciekawiej, na 2024 rok lotnisko zaproponowało nawet limit w wysokości 16,23 euro, co według raportu IAA ustawiłoby Dublin Airport w górnym kwartylu najdroższych europejskich lotnisk. Wyżej niż Gatwick i tuż pod Amsterdam Schiphol. Słodkie wakacje, gorzkie rachunki.

Trudno się dziwić, że linie lotnicze patrzą na to wszystko jak na próbę przerzucenia rachunku na ich klientów, bo proces zatwierdzania opłat zawsze jest gorący niczym pas startowy w sierpniu. Natomiast między lotniskiem a przewoźnikami trwa nieustanna przepychanka i jedni mówią „musimy podnieść”, drudzy odpowiadają „nie kosztem naszych pasażerów”, a wszyscy doskonale wiedzą, jak to się zazwyczaj kończy.

Lotnisko przekonuje jednak, że podwyżki są nieuniknione i wskazuje na awarie infrastruktury w Europie od blackoutów na Heathrow po cyberatak na Collins Aerospace, który odbił się echem także w Dublinie. Ich zdaniem te historie to jasny sygnał, że system wymaga solidnych inwestycji, jeśli ma wytrzymać rosnący ruch i nowe zagrożenia. „Łączność nie jest dla Irlandii luksusem – to ratunek”, powiedział Nick Cole z DAA. Mocne słowa, ale w kraju wyspiarskim wcale nie brzmią przesadnie.

Planowane inwestycje są tak szerokie, że chwilami wyglądają jak projekt przebudowy całego mini-miasta. W grę wchodzą modernizacje systemów elektrycznych, wodnych, ściekowych i IT, usprawnienia drenażu, rozbudowa terminali, dróg kołowania, bramek i stanowisk. Do tego długoterminowe parkingi, przebudowa stref wypożyczalni aut, unowocześnienie komunikacji autobusowej i przygotowanie infrastruktury pod przyszłe połączenie z MetroLink. Wszystko to ma być odpowiedzią na prognozę, według której w 2031 roku lotnisko, gdyby tylko miało taką przepustowość, mogłoby obsłużyć nawet 44 miliony pasażerów rocznie. Problem w tym, że już teraz widać ograniczenia, które w najbliższych latach mogą zahamować rozwój i odbić się na jakości usług.

Lotnisko mówi więc, że „albo inwestujemy, albo zostajemy w tyle”. Linie lotnicze odpowiadają: „niech inwestycje nie drenują kieszeni pasażerów”, a gdzieś pomiędzy nimi siedzi podróżny, który zaczyna zastanawiać się, czy bilet za 29 euro do Barcelony powoli nie staje się opowieścią z dawnych czasów.

Jeśli IAA wyda zgodę na proponowane stawki, loty z Dublina z dużym prawdopodobieństwem staną się droższe. Nie jutro, nie pojutrze, ale krok po kroku, zgodnie z harmonogramem, który już teraz leży na biurku regulatora. Prawda jest tu taka, że irlandzkie lotnictwo stoi dziś przed dylematem, czy latać taniej, czy lepiej?

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Rocker Sta on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version