Gdy ceny paliw rosną, kierowcy zaciskają zęby, firmy transportowe liczą koszty, a gospodarstwa domowe zaczynają nerwowo patrzeć na rachunki. Jest jednak ktoś, kto w tej układance nie traci, a wprost przeciwnie – zarabia coraz więcej. W Irlandii jednym z największych beneficjentów drogiej benzyny, oleju napędowego i opałowego, ale też gazu oraz prądu okazuje się samo państwo.
Wzrost cen paliw przyspieszył w ostatnich dniach wraz z eskalacją napięcia na Bliskim Wschodzie, ale problem polega na tym, że niemal połowa ceny paliwa w Irlandii to podatki i opłaty. W praktyce oznacza to, że kiedy cena rośnie, państwo automatycznie zwiększa swoje wpływy. Podobnie dzieje się w przypadku innych nośników energii, więc drogie paliwa napędzają wpływy do państwowej kasy. Jak podkreślił w rozmowie z News Talk korespondent konsumencki „The Irish Times” Conor Pope, rząd staje się jednym z największych zwycięzców takiej sytuacji. Każdy wzrost ceny benzyny, oleju napędowego czy oleju opałowego oznacza bowiem większe wpływy do budżetu.
Mechanizm jest prosty. W cenie paliwa zawarte są między innymi akcyza, podatek VAT oraz opłata na rzecz Narodowej Agencji Rezerw Ropy Naftowej. Łącznie podatki i opłaty stanowią około 40–50 procent ceny, którą płaci kierowca przy dystrybutorze, a w praktyce więc każda podwyżka na rynku ropy automatycznie powiększa także dochody państwa.
Przedstawiciele branży paliwowej mówią o tym dosadniej i dyrektor generalny Fuels for Ireland Kevin McPartlan wskazuje, że przy cenie dwóch euro za litr paliwa ponad 1,20 euro trafia do budżetu państwa. Sam wzrost cen w ostatnich dniach miał przynieść dodatkowe 38 milionów euro wpływów podatkowych w zaledwie tydzień. Wynika to głównie z konstrukcji podatku VAT, który jest naliczany jako procent od ceny końcowej. Im droższe paliwo, tym większa kwota trafia do skarbu państwa. Taki mechanizm sprawia, że rząd teoretycznie posiada narzędzie do łagodzenia skutków drożyzny. Może obniżyć część podatków lub czasowo zmniejszyć akcyzę, by ulżyć konsumentom, ale nie widać, aby kwapił się do takiego ruchu.
Jednocześnie droższa ropa wpływa na znacznie więcej niż tylko ceny na stacjach benzynowych, bo w Irlandii rynek energii elektrycznej jest w dużej mierze uzależniony od gazu, a jego ceny często podążają za notowaniami ropy. Dyrektor zarządzający SSE Airtricity Stephen Gallagher ostrzega, że hurtowe ceny energii już zaczęły rosnąć. Oznacza to, że konsekwencje konfliktu na globalnym rynku surowców mogą wkrótce pojawić się także w rachunkach za prąd. To z kolei uruchamia klasyczny efekt domina w gospodarce, bo droższa energia oznacza wyższe koszty produkcji, transportu i ogrzewania. W efekcie rosną ceny żywności i usług, a konsumenci płacą więcej niemal za wszystko od tankowania samochodu po codzienne zakupy.
Irlandia jest w czasach niepokojów na runkach energetycznych w szczególnie trudnej sytuacji, ponieważ niemal całe paliwo importuje, a jak stwierdził minister wydatków publicznych Patrick O’Donovan, oznacza to dużą podatność na globalne wstrząsy na rynku ropy. Gdy światowy rynek drży, irlandzka gospodarka odczuwa to niemal natychmiast.
***
Niedogodność polega więc na tym, że w czasie gdy kierowcy płacą coraz więcej przy dystrybutorze, budżet państwa rośnie szybciej niż zwykle. Droga ropa potrafi więc boleć w portfelu obywatela, ale dla finansów publicznych bywa niespodziewanym zastrzykiem gotówki. W ekonomii takie sytuacje zdarzają się częściej, niż chcieliby wyborcy, bo w świecie podatków nawet kryzys potrafi stać się źródłem dochodu.
Bogdan Feręc
Źr. Breaking News
Photo by John Rourke on Unsplash

