Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Dom na ojcowiźnie bez wojny z urzędem? Irlandia luzuje przepisy dla wsi i emigrantów

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Przez lata w Irlandii człowiek mógł odziedziczyć ziemię po dziadkach, mieć rodzinę w parafii od pięciu pokoleń i nadal usłyszeć od urzędnika, że „nie wykazał wystarczającej potrzeby lokalnej”, by postawić własny dom.

Absurd? Na irlandzkiej prowincji to codzienność. Teraz rząd szykuje polityczny zwrot. Gabinet ma rozpatrzyć nowe wytyczne, które złagodzą przepisy dotyczące budownictwa mieszkaniowego na terenach wiejskich. W praktyce oznacza to większą swobodę dla ludzi chcących budować domy poza miastami, także na terenach dotąd uznawanych za problematyczne, jak zabudowa szeregowa, czy odległe działki poza głównymi skupiskami ludności.

To może być natomiast jedna z największych zmian w irlandzkiej polityce przestrzennej od dwóch dekad i jednocześnie przyznanie przez państwo czegoś, o czym mieszkańcy prowincji mówią od lat, że obecny system zwyczajnie przestał działać. Przez lata lokalne plany zagospodarowania i restrykcyjne interpretacje przepisów skutecznie blokowały budowę domów wielu rodzinom. Każde hrabstwo miało własne interpretacje zasad, a decyzje planistyczne często przypominały loterię. Minister mieszkalnictwa James Browne przyznał niedawno, że obecne wytyczne są „przestarzałe” i przez lata były wielokrotnie reinterpretowane przez samorządy.

Efekt? Młodzi ludzie wyjeżdżali do miast albo za granicę. Rodzinne działki stały puste, a wioski się starzały. Szkoły traciły uczniów, a państwo jednocześnie opowiadało o „ożywianiu obszarów wiejskich”. To właśnie dlatego rząd coraz częściej mówi dziś otwarcie o emigrantach. Według planów złagodzenie zasad ma zachęcić Irlandczyków mieszkających za granicą do powrotu do kraju. Problem jest realny, bo kryzys mieszkaniowy odstrasza wielu emigrantów, nawet tych dobrze zarabiających i gotowych wrócić do Irlandii.

Wydaje się, że państwo zaczyna rozumieć prostą rzecz, iż trudno namawiać ludzi do powrotu, jeśli po przylocie do Dublina dowiadują się, że nie stać ich na mieszkanie, a na rodzinnej ziemi też nie mogą budować. Nowe wytyczne mają więc ograniczyć możliwość blokowania domów jednorodzinnych przez władze lokalne. Samorządy dostaną bardziej jednolite instrukcje, a przepisy mają być obowiązkowe dla wszystkich hrabstw.

Na prowincji wielu ludzi przyjmuje te zapowiedzi niemal jak długo oczekiwaną rehabilitację zdrowego rozsądku, bo irlandzka wieś od lat żyła w dziwnym paradoksie: kraj mówił o kryzysie mieszkaniowym, ale jednocześnie utrudniał budowę domów tam, gdzie ziemi akurat nie brakowało. Oczywiście przeciwnicy liberalizacji ostrzegają przed chaosem przestrzennym, rozlewaniem się zabudowy i presją na środowisko. To nie są argumenty wyssane z palca. Irlandia już wcześniej zmagała się z problemem niekontrolowanej zabudowy rozproszonej, szczególnie w regionach bez odpowiedniej infrastruktury transportowej i kanalizacyjnej.

Jednak polityczny klimat wyraźnie się zmienia i coraz większa ilość ekspertów oraz organizacji wiejskich uważa, że stare przepisy były projektowane dla Irlandii sprzed 20 lat, kraju o innych realiach gospodarczych, słabszej pracy zdalnej i mniejszej presji mieszkaniowej. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Po pandemii tysiące ludzi odkryły, że nie muszą codziennie dojeżdżać do biur w Dublinie. Wieś przestała być synonimem izolacji, a dla wielu stała się jedyną realną szansą na własny dom i właśnie tu kryje się sedno tej zmiany.

To nie jest wyłącznie kwestia planowania przestrzennego. To pytanie o to, jaką Irlandią chce być państwo. Czy krajem, w którym życie koncentruje się wokół kilku przegrzanych miast, a prowincja zamienia się w pocztówkę dla turystów? Czy może państwem, które pozwala ludziom żyć tam, skąd pochodzą, blisko rodziny, lokalnej społeczności i własnej ziemi? Rząd liczy, że liberalizacja przepisów „znacznie zwiększy” podaż mieszkań, ale równie ważny może być efekt psychologiczny i po latach frustracji mieszkańcy prowincji po raz pierwszy słyszą od państwa nie „nie wolno”, lecz „spróbujemy wam to ułatwić”.

A w Irlandii to czasem prawdziwa rewolucja.

Bogdan Feręc

Źr. Independent/RTE/Thurles.info

Photo by Annie Spratt on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE – chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version