Dobro na pokaz nieświadomości

Dokąd zmierza świat? To pytanie stawia się od zarania dziejów, a odpowiedzi, jak nie było, tak nie ma do tej pory.

O taką próbę odpowiedzi pokusiłem się kilka lat temu, ale sprawy poszły dużo dalej, a nie wydawało się to ówcześnie możliwe. Idziemy krok za krokiem na dodatek w przepaść, a tę nazywam na własne potrzeby internetyzującą-technologizacją, co nie wróży nic dobrego. Wiele jest tutaj przykładów i to bardzo prostych, wziętych z życia, gdy widzę na ulicach młodych ludzi, którzy zamiast rozmawiać ze sobą, zanurzają się w swoje telefony, przejmujące rolę sprawczą i kontrolną nad miliardami umysłów.

Wiele mówi się w Irlandii, ale nie tylko tutaj, aby uzyskać balans między życiem prywatnym a zawodowym, jednak nie zwraca się uwagi na inny aspekt, więc między życiem prywatnym a tym cybernetycznym. Zacierają się granice, o ile nie zniknęły już dawno, bo słowa wypowiadane przez usta, a tworzone przez nasze umysły, jako żywo są cytatami z internetowych filmików. Rzadko zdarza się, żeby młody człowiek zaskoczył mnie w rozmowie, zarówno wiedzą, jak i otwartością myślenia, a posługuje się utartymi schematami myślowo-słowotwórczymi, które można odnaleźć w sieci. Przykre i tragiczne jednocześnie, bo odbiera nam człowieczeństwo, a o tym, niewiele osób już pamięta.

Chętnie chwalimy się też swoją domniemaną w ocenie własnej filantropią, głównie na forach internetowych, ale sprowadza się ona do udostępnienia w jakimś medium społecznościowym linku, który prowadzi do zbiórki pieniędzy, czy innej formy wsparcia. To jednak w mojej ocenie i w większości przypadków pokazówki, które w oczach innych, mają podkreślić nasze zaangażowanie w sprawy społeczne i ukazać nas w dobrym świetle, więc mamy błyszczeć medialnie. Nie tedy droga, bo może ktoś zapytać, co Ty zrobiłeś w tej sprawie, czego dokonałeś, by oprócz kliknięcia, czyli zadać sobie trud pomocy.

W natłoku takich udostępnień, jakie codziennie widać na różnych facebookach, twiterach i instagramach, śmiem wątpić, że większość z osób udostępniających, prawdziwie pomaga. Może dziać się też tak, że już samo udostępnienie informacji o jakiejś zbiórce, uważane jest za pomoc, ale w tego typu akcjach, nie chodzi najczęściej o wklejenie linku, a o prawdziwe wsparcie materialne. Owszem, media społecznościowe, stały się od jakiegoś czasu formą wsparcia akcji charytatywnych, ale są też medium czysto reklamowym, więc zagubiono podstawę ich działania. Wystarczy przeczytać jedne z pierwszych wywiadów z założycielem Facebooka, a okaże się, że Mark Zuckerberg, nie założył tegoż, aby pojawiały się tam reklamy firm, a miało być to narzędzie do komunikacji międzyludzkiej, zbliżenia, rozmów oraz interakcji. Poniekąd takim pozostało, ale na pełną już chyba skalę, rozwinął się w mediach społecznościowych przemysł reklamowy, który też wpływa na nasze postępowanie.

W internecie jest wszystko, a jak czegoś nie ma, to znaczy, że nie istnieje, mawia się wielokrotnie, ale to też nie tak, bo są jeszcze ludzie analogowi, którym daleko do zatopienia się w tych odmętach i czeluściach globalnej sieci. Uciec całkowicie od tego nie można, uwolnić się też już nie bardzo, ale mieć wpływ na to, w jaki sposób używamy internetu, już tak. Istotne jest, co nawiasem mówiąc, mnie śmieszy, używanie stron „incognito”, które dawać mają nam spokój ducha, iż nie jesteśmy śledzeni i podglądani. Nic bardziej mylnego, bo dostawcy usług internetowych i tak wiedzą, gdzie akurat jesteśmy, co robimy, czego szukamy, a i operatorzy telefoniczni, także samo mają dostęp do naszej lokalizacji, więc ułuda skrytości działań, jest na poziomie wysokim.

Do niedawna bawiła mnie kwestia kontroli poprzez wszczepianie chipów, a te miały być podawane wraz z preparatem szczepionkopodobnym, ale od początku pytałem, w jakim celu? Mając komputer, laptop, iPada, telefon komórkowy i kartę do bankomatu, nikt nie musi robić nic więcej, by wiedzieć o nas wszystko. Kiedy wyraziłem ten pogląd w jakimś felietonie, zadzwonił do mnie znajomy i zapytał, na jakiej podstawie sądzę, że karty służą do śledzenia ludzi. Odpowiedziałem wtedy, że za chwilę, prześlę mu link, a ten dużo wyjaśni. W wiadomości, jaką otrzymał, znalazł się odnośnik do strony, która cyklicznie, bo każdego miesiąca, przedstawia badania wydatków konsumenckich, a te opracowuje na podstawie danych pochodzących z kart płatniczych. Skąd więc wiedzą, że ja, czy ktoś inny, kupił w sklepie kilogram cukru? No właśnie z mojej karty, którą za artykuł zapłaciłem. Czy potrzeba czegoś więcej do śledzenia mnie i miliardów innych osób na świecie? Nie. Tak samo jest z telefonami komórkowymi, a z ilości sprzedanych sztuk wynika, że mamy ich co najmniej dwa z kawałkiem, czyli śledzenie odbywa się na pełną skalę, bo w każdej minucie operator wie, gdzie akurat jesteśmy. Również w telefonie można uruchomić funkcję blokowania lokalizacji, co nic nie daje, bo nasza komórka, loguje się co kilka kilometrów do innej stacji przekaźnikowej, więc wiedzą, gdzie jesteśmy i tak.

W tym brylują zwolennicy teorii spiskowych i mają do tego prawo, ale teorie, są też bardzo szybko przerabiane, by przystosować je do rzeczywistości. Można i tak, bo po co tego zabraniać, o ile nie jest zagrożeniem dla życia, ale w zestawieniu z twierdzeniami ojca racjonalizmu Kartezjusza, teorie spiskowe, znane już w XVI wieku, padają jedna za drugą.

W tym brylują ci właśnie, którzy z elektroniką są na wysokim poziomie koegzystencji, więc sami sobie przeczą, albowiem żyją w nieświadomości, że są sterowani, ale tym, co uwielbiają najbardziej, czyli internetem i im głupszy film, im bardziej zakręcony mem, im więcej w jakiejś rozsyłanej wiadomości półprawd, tym lepiej jest implementowana, a jej transponowanie, przechodzi najśmielsze oczekiwania, które z całą pewnością, filozofom się nie śniły.

Bogdan Feręc

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Subsidy to privately
UNICEF: Jak rozmawia
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська