Dług publiczny będzie dramatycznie wysoki

To dopiero pojedyncze głosy ekonomistów, ale już teraz wiadomo, że pokiereszowana skutkami koronawirusa i brexitem Irlandia, długo nie otrząśnie się z tego, co ją spotkało.

 

Przede wszystkim spojrzeć należy na stale rosnący dług publiczny i chociaż politycy unikają tego tematu, to część opinii ekspertów ekonomicznych, jak i liderów pomniejszych ugrupowań politycznych wskazują, że źle już jest, a będzie tylko gorzej. Tak twierdzi m.in. lider i poseł Aontú Peadar Tóibín, który stwierdził, że „dług publiczny eksplodował”. Czy tak jest z całą pewnością?

Niestety Panu posłowi należy przyznać rację, bo wystarczy spojrzeć na stan państwowej kasy, a ta, od jakiegoś czasu świeci pustkami.

 

Uspokaja natomiast Leo Varadkar, który mówi, że zanim zaczniemy spłacać zadłużenie publiczne, może upłynąć wiele czasu, czyli wychodzi na to, że nie ma się czym obecnie martwić.

Oj, Panie wicepremierze, takie słowa?

Przesadzone i to bardzo, chyba że, przygotowujemy się teraz realnie do wielkiego resetu i możemy drukować pieniądze, czy tam pożyczać, co raczej jest jednoznaczne, bo i tak wszystko zostanie anulowane. Jeżeli jednak nie, to lekko licząc, do 2025 roku, Irlandia osiągnie poziom długu publicznego na poziomie ok. 270 miliardów euro, a to całkiem spora kwota.

Idąc za ciosem, więc późniejszą spłatą długu, ten ma przecież wpływ na mieszkańców wyspy, bo to oni będą go spłacać, nie zaś sam Pan wicepremier, z nawiasem mówiąc, całkiem przyjemnej poselsko-ministerialnej pensji. Chodzi tu o stopy procentowe, które raczej zaczną wzrastać, więc zdrożeją kredyty, a osoby, które zaciągnęły je wcześniej, płacić będą więcej. Jakby tego było komuś mało, nie będzie można liczyć na ulgi podatkowe, a i obniżki tych właśnie, czyli i z tej strony dostaniemy po głowie.

 

Nieuregulowane kwestie mieszkaniowe, brak odpowiedniego wsparcia dla firm, pozostawiają po sobie kolejne zjawisko, więc bezdomnych bezrobotnych, a w konsekwencji, cierpi nie Pan, nie natomiast bezrobotni i bezdomni, a osoby, które wciąż będą pracować, bo to na nich opiera się ekonomia. Płacąc podatki, spłacają długi, również dług publiczny, ale i utrzymują bezrobotnych, budują domy socjalne oraz dają jeść armii urzędników, więc również rządowi i parlamentarzystom.

 

Jak więc z tego wszystkiego wyjść, o ile nie nastąpi wielki reset, czyli anulowanie długów świata? Może trzeba postąpić, jak proponuje poseł Peadar Tóibín, więc odpowiednio zarządzać długiem.

 

Wyjście z zadłużenia jest możliwe, co udowodnili całkiem niedawno dwaj panowie, a obu od jakiegoś czasu wskazuję, jako tych, któ®zy powinni wrócić. Idealnie w mojej ocenie, co nawiasem mówić dziwi moich irlandzkich znajomych, a z tymi głównie rozmawiam o gospodarce i polityce w Irlandii, sprawdził się nielubiany w końcówce swojej kadencji Enda Kenny i jego minister finansów Michael Noonan. W pierwszej fazie po przejęciu władzy rząd Kenny’ego wprowadził kilka niepopularnych reform, ale te, okazały się zbawienne dla ekonomii kraju, który po pierwsze powstrzymał zadłużenie, a i zaczął je spłacać. Następnie, trochę za sprawą światowej koniunktury, a trochę za sprawą działań rządu Fine Gael i Partii Pracy, Irlandia odłączona została od respiratora i wyszła z kryzysu. Późniejsze wydarzenia pokazały, że znienawidzona wicepremier i minister ochrony socjalnej Joan Burton i premier Enda Kenny, mieli lepszy pomysł na gospodarkę, niż gabinet Leo Varadkara. Ten zaś, odcinając kupony, nie robił właściwie nic, bo nic nie musiał robić, gdyż gospodarka toczyła się sama, aż wpadła w sidła brexitu i koronawirusa. Ostatnie kilkanaście miesięcy pokazuje jednak, że i poprzednia ekipa rządowa, jak i ta, nie ma umiejętności sprawnego zarządzania sytuacjami kryzysowymi, czyli powinna odejść. Jeżeli tego nie zrobi, wkrótce, będziemy mieli oficjalną powtórkę z 2008 roku, a nie jest do końca pewne, czy znajdzie się drugi Kenny i Noonan, by rzucić koło ratunkowe tonącej wyspie.

Część osób pokłada też nadzieje w rychłym przejęciu władzy przez Sinn Féin, ale i tu należy kierować się rozsądkiem, bo możemy wpaść spod deszczu pod rynnę. Partia Mary Lou McDonald kieruje się w wielu sprawach przywilejami socjalnymi, o ile nie socjalistycznymi, więc będą obiecywać, że dadzą. Mogą nawet dać, ale będzie to dobijaniem gospodarki, a nie wyciąganiem jej z kryzysu o głębokości Rowu Mariańskiego.

Bogdan Feręc

Polska-IE: Udostępnij
Pracodawcy winni byl
Polska z obowiązkow
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian