Płomienne obietnice i nierealne wskaźniki po raz kolejny zderzyły się z twardą rzeczywistością irlandzkiego rynku nieruchomości. Władze w Dublinie zapowiadały przełom, opierając swoją narrację na spektakularnej liczbie 300 000 nowych lokali, które miały powstać do 2030 roku. Dziś staje się absolutnie jasne, że ambitny plan poniósł spektakularną klęskę, a sam szef resortu odpowiadającego za politykę mieszkaniową, zmuszony był podważyć fundamenty dotychczasowej strategii rządu.
Minister mieszkalnictwa James Browne podczas wystąpienia na antenie radia RTÉ, zaprezentował nową politykę mieszkaniową, jednocześnie gwałtownie dystansując się od twardych wytycznych, którymi jeszcze niedawno szczycił się gabinet. Szef resortu wprost oświadczył, że nie wierzy w celowość formułowania liczbowych wskaźników wykonania. Choć oficjalnie podtrzymał deklarację, iż rząd wciąż zamierza doprowadzić do wybudowania 300 000 domów przed końcem kadencji.
Jego słowa o braku wiary w cele wyraźnie ujawniają jednak cichą kapitulację przed realnymi możliwościami sektora budowlanego. Według ministra kluczowe powinny być struktury i ramy prawne, ponieważ koncentrowanie się na konkretnych liczbach doprowadza do sytuacji, w której wyśrubowane wskaźniki przesłaniają faktyczną jakość i sens prowadzonych działań.
Rządowa reforma zakłada całkowite odejście od dotychczasowego modelu, w którym samorządy lokalne oraz zatwierdzone organy mieszkaniowe (AHB) kupowały od prywatnych deweloperów nieruchomości w formule „pod klucz” lub gotowe do zamieszkania obiekty. Departament ustalił ostateczny termin składania wniosków o dofinansowanie w ramach programu zamówień pod klucz na 31 grudnia 2027 roku, co oznacza, że cały mechanizm ostatecznie wygaśnie pod koniec przyszłego roku.
Minister Browne podkreślił, że państwo kończy z praktyką interweniowania w momencie, gdy domy są już wybudowane, a następnie przejmowania ich przez sektor publiczny. Głównym zarzutem wobec dotychczasowego systemu był fakt, że samorządy skupowały nieruchomości, zabierając je z rynku komercyjnego. W konsekwencji domy, które i tak zostałyby wybudowane przez deweloperów i trafiłyby do klientów indywidualnych lub na wynajem prywatny, były sztucznie wypychane z wolnego rynku na rzecz sektora socjalnego.
Nowe ramy mają oprzeć się na rozbudowie własnych programów inwestycyjnych samorządów, ściślejszej współpracy z Agencją Rozwoju Terenów (LDA) oraz na partnerstwie rozwojowym zawieranym z deweloperami na najwcześniejszym możliwym etapie projektowym. Umowy o partnerstwie pozwolą władzom na wznoszenie mieszkań socjalnych zarówno na gruntach publicznych, jak i prywatnych, dając podmiotom odpowiedzialnym za mieszkalnictwo pełną kontrolę nad standardem i specyfikacją techniczną lokali.
W defensywnej wypowiedzi minister powołał się na dane Urzędu Statystycznego (CSO), z których wynika, że w 2025 roku oddano do użytku 36 284 nowe domy, co stanowiło wzrost o 20,4 procent w porównaniu z rokiem 2024 i najwyższy wynik od 2011 roku.
Pytany o brak precyzyjnych prognoz na obecny rok oraz o metodę osiągnięcia docelowego poziomu 300 000 mieszkań, Browne stwierdził, że w każdym systemie skalowanie wymaga czasu, a dynamikę buduje się stopniowo. Jednocześnie odrzucił potrzebę przedstawiania jakichkolwiek rocznych prognoz, kwitując, że nie wierzy w szacunki.
Komentarz:
To, co dzisiaj słyszymy z ust ministra Jamesa Browne’a, nie jest żadnym odkryciem ani nagłym olśnieniem rządowych analityków. Obietnica wybudowania 300 000 mieszkań w trakcie jednej kadencji rządu jest zwyczajną mrzonką i czekiem bez pokrycia, a było to wiadomo już po zaledwie roku od oficjalnego ogłoszenia tych zapowiedzi. Każdy, kto potrafił chłodno przeanalizować moce przerobowe irlandzkiego sektora budowlanego, ograniczenia materiałowe, paraliż procedur planistycznych oraz przewlekłe braki wykwalifikowanych pracowników na rynku pracy, od początku zdawał sobie sprawę, że ten cel jest niemożliwy do zrealizowania.
Mimo to rząd w Dublinie przez kolejne miesiące z pełną premedytacją brnął w kłamliwą narrację. W oficjalnych komunikatach i na konferencjach prasowych serwowano opinii publicznej zmanipulowane zapewnienia, zakłamując rzeczywistość i przekonując, że sytuacja na rynku budowlanym jest znacznie lepsza, niż widzą to zwykli obywatele.
Samo kupowanie gotowych osiedli od deweloperów przez samorządy, było natomiast połączeniem pudrowania syfu i kreatywną księgowością. Tym samym państwo pompowało publiczne pieniądze tylko po to, by dopisać gotowe już komercyjne lokale do rządowych statystyk i udawać, że przybywa nowych dachów nad głową.
Obecne cofanie się ministra i jego nagłe stwierdzenie, że „nie wierzy w cele”, stanowi absolutną kompromitację całej dotychczasowej polityki mieszkaniowej państwa. To także bezczelna próba uniknięcia odpowiedzialności politycznej za lata składania obietnic bez pokrycia. Kiedy stało się jasne, że wskaźników nie da się obronić nawet przy pomocy sztuczek słownych, władza po prostu postanowiła ogłosić, że cele przestały być ważne. Odpowiedź na pytanie zawarte w tytule jest więc bolesna: w sprawie mieszkań kłamano dlatego, że politykom łatwiej było karmić społeczeństwo fikcją, niż przyznać się do własnej nieudolności i bezradności wobec narastającego kryzysu.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Guillaume TECHER on Unsplash


