Dlaczego w sklepach brakuje i będzie brakować towarów?

Globalne łańcuchy dostaw określone zostały, jako przerwane, a ma na to wpływ kilka czynników, jednak co gorsze, nie zapowiada się, aby cała sytuacja uległa poprawie w najbliższych miesiącach, czy nawet w ciągu najbliższego roku.

To z kolei prowadzi do wniosku, że należy się przygotować na stałe braki towarów i artykułów w sklepach, przynajmniej tych, które pochodzą z odległych zakątków świata. Cierpieć z tego powodu będą też producenci, którzy działają na skalę międzynarodową i oczywiście lokalną.

Pierwszym z czynników, pozornie bez związku, jest tygodniowa blokada drogi żeglugowej na Kanale Sueskim przez statek Even Given, który przez prawie tydzień, tkwił na tym niezwykle ważnym szlaku transportowym. Wydarzenie stało się wstępem do całej serii opóźnień, a przypomnijmy, że blokada Kanału, zatrzymała na 6 dni, ponad 400 statków. To z kolei wywołało zjawisko, które wstrzymało działający jeszcze wtedy, łańcuch dostaw, a powstałych opóźnień, nie udało się nadrobić do tej pory. Żeby jednak nie oczekiwać u wejścia do Kanału Sueskiego, część statków zmieniła swoje trasy, co z kolei podniosło koszt dostawy, a ten, rósł i rośnie do tej pory, jednak z trochę innego powodu.

Głównym czynnikiem wzrostu cent transportowych jest obecnie drożejące paliwo, a i brak rąk do pracy, a na dodatek, pomysły polityków, którzy bez głębszego zastanowienia, wprowadzają przepisy o ochronie środowiska, co właśnie przekłada się na wyższe koszty prowadzenia działalności przez firmy transportowe.

Jakby tego było mało, dołączyć należy do problemów z dostawami wojnę handlową, prowadzoną przez USA, a ta ze zdwojoną siłą, uderzyła cały świat w ostatnich latach. Nie można oczywiście powiedzieć, że takie działania, prowadzone były wyłącznie przez administrację Donalda Trumpa, bo wcześniej też się takie obserwowało, jednak nie na taką skalę i nie w takiej formie. Starcie gigantów, czyli USA i Chin, doprowadziło do zerwania niektórych łańcuchów dostaw, ale nie tylko na trasach z Ameryki do Azji, bo decyzje Trumpa, zachwiały również trasami na linii USA – UE.

Jest też czynnik czysto ekonomiczny tej sprawy, gdyż wprowadzone przez USA cła, stały się punktem zapalnym, więc i kraje, które do tej pory cieszyły się niskimi opłatami granicznymi, lub te, które ceł we współpracy z Ameryką, nie płaciły, w odwecie, nałożyły swoje opłaty celne, co, jak się łatwo domyślić, zwiększyło koszt transportu towarów.

Idąc dalej, sama pandemia odcisnęła się na stosunkach gospodarczych, bo uziemione przedsiębiorstwa, po pierwsze przestały produkować, a po drugie, przestały, w większości, przesyłać towary do kontrahentów. Wtedy, czyli podczas pierwszej globalnej blokady, świat przestał produkować i wysyłać, więc i to jest czynnik, który wpływa na łańcuchy dostaw, bo odbiorcy, czekają na realizację wcześniejszych zamówień, a gospodarki, które dopiero zaczynają powrót do normalnego działania, nie są w stanie, zrealizować wcześniejszych, jak i odpowiedzieć na nowe kontrakty.

Nie tylko przemysł, jako taki jest tutaj powodem opóźnień, bo przecież same firmy żeglugowe i transportowe, także zaprzestały działalności, zatrzymane przez władze państw w portach, by w pandemii, nie roznosiły zarazy między państwami. Nie działały również porty morskie, co stało się jeszcze jedną składową obecnych problemów, a transport lądowy, działał, ale w warunkach wyższej konieczności, więc dostarczane były wyłącznie artykuły pierwszej potrzeby.

Gdy pierwsze paniczne reakcje zaczęły przybierać inną formę, więc okazało, że nie można dalej blokować handlu, fabryki i transport był stopniowo uruchamiany, jednak już wtedy było wiadomo, iż zaległości są na tyle duże, że dobrze nie będzie. W pierwszej fazie uruchamiania gospodarek nie ujawniły się jeszcze braki komponentów do produkcji, bo firmy, miały zarówno zapasy magazynowe, jak i dysponowały wyprodukowanymi już dobrami, więc wysyłki ruszyły. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo następnie, przerodziło się w permanentny brak półproduktów i surowców do utrzymania produkcji oraz realizacji zamówień w ruchu ciągłym, czyli stało się następną składową obecnych problemów.

Tak dochodzimy do handlu, a ten, o ile zamawia stale takie same ilości, to z realizacją dostaw jest różnie, a obserwować możemy to wszyscy. Działający w warunkach ograniczeń handel wewnętrzny, odczuł blokady na swoich barkach, bo po ich znoszeniu, rozpoczynał się w sklepach boom zakupowy, a z półek znikało wszystko i magazyny opustoszały, a zamówienia…

… te wciąż nie były realizowane zgodnie ze specyfikacją dostaw. Zmniejszające się zapasy w sklepach, jak i rosnące koszty transportu, w warunkach gospodarki rynkowej, spowodowały wzrosty cen, więc odbiorca końcowy, płacił za ten produkt więcej i więcej.

Stało się też tak, że pandemia, wywołała zjawisko „powrotu do domu”, czyli część pracowników najemnych, obawiając się nieznanego, postanowiła wrócić do krajów rodzinnych, by tam, na dobrze znanym sobie terenie, przeczekać najgorsze. To wywołało jednak pewne nieprzewidziane zjawisko, bo po zniesieniu najcięższych ograniczeń, pracownicy ci, niechętnie myśleli o powrocie do pracy poza swoimi ojczyznami, a w tych, znaleźli zatrudnienie.

Krążąc w zagadnieniach gospodarki światowej, nie można zapominać o Irlandii, bo ta, otrzymała dodatkowy cios, albowiem Brexit, również ma wpływ na ten kraj. Ważne jest, że do chwili wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, niewielka Irlandia, mocno związana była gospodarczo z rynkiem Zjednoczonego Królestwa, więc po odcięciu się Brytyjczyków od wspólnoty, rozpoczął się proces wyciszania stosunków handlowych z Albionem. Wprowadzono dodatkowe opłaty graniczne, czyli cła, ale i widać było wyższe opodatkowanie, więc to kolejne czynniki, które mają wpływ na cały system gospodarczy.

Rąk do pracy potrzebuje obecnie cały system dostaw, nie tylko w Irlandii i Wielkiej Brytanii, bo problemy z transportem lądowym, zgłasza cała Europa, ale i świat, a to też wpływa na podniesienie kosztów dostaw, bo kierowcy ciężarówek, aby wrócić do pracy lub zmienić firmę, żądają znacznie wyższych wynagrodzeń. Kolejną sprawą jest brak samych kontenerów, które w części stoją jeszcze nierozładowane, bo brakuje ludzi do pracy, a w części, stoją puste, bo nie ma ich kto odebrać, a to za sprawą statków. Te natomiast, częściowo przechodzą cykliczne remonty, czekają na odnowienie pozwoleń transportowych, a opóźnienia w tym zakresie, spowodowane oczywiście pandemią i sięgają kilku miesięcy.

Prognozy ekspertów w tym zakresie są obecnie rozbieżne, bo niektórzy są zdania, iż problemy z transportem zakończą się stosunkowo szybko i już w przyszłym roku, globalny transport nadrobi wszystkie zaległości, ale są też ci, którzy mówią, że problemy zaczną się pogłębiać, więc 2022 rok, będzie dopiero wstępem do wyjścia z kryzysu dostaw.

Jest w tym wszystkim jednak jeden pewien haczyk, bo o ile łańcuchy dostaw powrócą prędzej, czy później do normalności, to takiego powrotu, nie może oczekiwać odbiorca końcowy, a tym jest oczywiście klient detaliczny, na którego przerzucane są wszelkie koszty producentów, dostawców i sprzedawców. Extra, dołożą nam rządy krajowe, a te albo wprowadzą dodatkowe opodatkowanie, albo nie będą reagować na sytuację, więc nie obniżą stóp podatkowych, co też będzie miało przełożenie na zasobność naszych portfeli.

W Irlandii, na te wszystkie problemy, nakłada się jeszcze jeden, więc rosnące ceny najmu i koszty zakupu domu, czyli, jakby na to nie patrzeć, drożyzna zagości na wyspie na stałe, a to nie będzie dobre ani dla wyspy, ani dla osób, które ją zamieszkują.

Bogdan Feręc

Źródło główne: Reuters / Irlandzkie Stowarzyszenie Eksporterów

Polska-IE: © MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM
Ogromny wzrost przyp
Studio Londyn: Zabó
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian