Dlaczego Irlandia?

Gospodarczy sukces Irlandii widoczny jest w wielu aspektach wyspiarskiego życia i chociaż z potknięciami, kraj potrafił przezwyciężyć kryzys finansowy i ponownie stać się jedynym państwem w Unii Europejskiej, który ma stały wysoki wzrost PKB.

Wszystko zaczęło się w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to Irlandia potroiła swoją produkcję przemysłową w zaledwie dziesięć lat, a początek sukcesu wyspy datuje się na rok 1995, stając się Celtyckim Tygrysem. Nazwa powstała jednak nieco wcześniej i stało się to w roku 1994, gdy takiego przydomka dla Irlandii użył po raz pierwszy irlandzki ekonomista David McWilliams.

W tym okresie nastąpił zarówno boom rozwoju przemysłowego, jak i znacznie zwiększyły się dochody mieszkańców wyspy, a to zwiększyło atrakcyjność Irlandii, do której zaczęli przyjeżdżać imigranci zarobkowi, w tym Polacy. 

Sprawy szły w dobrym kierunku aż do roku 2005, by następnie ekonomia kraju zaczęła zwalniać, a zbiegło się to z ogólnoświatowym kryzysem, co wepchnęło Irlandię w finansową przepaść. Już po trzech latach Zielona Wyspa stanęła na skraju wąwozu nieszczęść, a dokładnie rzecz ujmując, praktycznie zbankrutowała i tylko zabiegi polityczne uratowały kraj przed całkowitą ruiną oraz ogłoszeniem upadłości.

Pomocne w ratowaniu Irlandii stały się m.in. pożyczki z unijnych i światowych banków, ale i wprowadzone reformy, które mieszkańcy rozumiejący złą sytuację, bez zadowolenia, ale przyjęli. Kolejne lata to ciężka walka o przetrwanie, próby wyciągnięcia kraju z głębokiej jamy deficytu i już rok 2013 rok, można było nazwać początkiem zmiany trendu gospodarczego. Wcześniej pojawiało się nikłe światełko w tunelu, bo lata 2011 i 2012 to stopniowa poprawa koniunktury, ale na 2012 rok przypada też szczyt irlandzkiego bezrobocia, gdzie bez pracy było prawie 16% osób czynnych zawodowo. Kolejny rok to stopniowa poprawa sytuacji i chociaż osób bez pracy ubywało bardzo wolno, to zauważalny był już pewien pozytywny kierunek zmian.

Następne miesiące stawały się całkowitym zaprzeczeniem dni owładniętych kryzysem, a skutkowało to skokowym spadkiem bezrobocia i w jeden zaledwie rok, irlandzka stopa bezrobocia potrafiła spaść nawet o prawie 4%. Co ważne, ogromny wzrost zanotowała irlandzka gospodarka, bo i tutaj roczne przyrosty PKB zamykały prawie 8-procentowym wynikiem, więc powrót do czasów świetności, był tylko kwestią czasu. To stało się faktem już w 2016 r., a i możliwe było spłacenie większości ogromnego zadłużenia wobec pożyczkodawców.

W tym przypadku dodać trzeba, że w Irlandii odzyskującej oddech, nie mówiło się już o powrocie Celtyckiego Tygrysa i stało się tak, trochę z obawy przed nadejściem gorszych czasów, a trochę z obawy przed drwiną, a i za sprawą nadal niepewnych gospodarczo wydarzeń na świecie.

Niepewnych, bo Republika Irlandii, a mamy rok 2019, nadal podatna jest na zewnętrzne wpływy gospodarki światowej, więc również na zawirowania giełdowe, jak i na rynkach bankowych, nie wliczając w to jeszcze Brexitu.

Zastanowić się trzeba, co jest podstawą kolejnych sukcesów Irlandii, a te widoczne są gołym okiem, a i co dzieje się z krajem, który raz zapada się w czeluści kryzysu, a raz powstaje, jak Feniks z popiołów. Z całą pewnością podstawą wychodzenia z kryzysu są ludzie, którzy umieją zrozumieć problemy i trudności, w jakie wpadło ich państwo, a i szanują propozycje polityków, choćby uderzały w nich samych, odbierając przywileje socjalne, nabyte przez lata.

Silnym wsparciem dla Zielonej Wyspy, bo o tym czasami się zapomina, jest spora grupa imigrantów, którzy swoją wiedzą oraz umiejętnościami dają impuls do działania, zasilając szeregi irlandzkiego rynku pracy oraz w coraz większej ilości tworząc je, gdyż firm z polskim rodowodem, jest na Zielonej Wyspie coraz więcej.

Wrócić jednak należy do samej gospodarki, bo ta uzależniona w dużym stopniu od dostaw zagranicznych radzi sobie w stopniu dobrym z trudnościami i przeciwnościami losu, nie będąc samowystarczalną. Irlandczycy uzależnili się w stopniu wysokim w ostatnich dziesięcioleciach od dostaw z Wielkiej Brytanii, co trochę utrudnia rozwój kraju, jednak pozwala na rozwijanie innych dziedzin nowoczesnego przemysłu, a nawet wysokich technologii.

Nie można w opisach Irlandii pomijać jej hitów eksportowych, jakie wytwarza się na wyspie, bo to i przedniej jakości wołowina, najlepsza chyba na świecie jagnięcina, a i wyroby mleczarskie są tu najwyższej jakości, w tym masło znane również w Polsce. Temat przebojów irlandzkiego rynku eksportowego byłby niepełny, gdyby nie wspomnieć o irlandzkiej whiskey i piwie Guinness, ponieważ i te stanowią o sukcesie kraju. 

Mając na uwadze szeroko pojęty przemysł spożywczy w Irlandii, ten nie jest w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb mieszkańców kraju, więc wiele wyrobów drogą morską dociera na ten oblewany ze wszystkich stron północnymi wodami Oceanu Atlantyckiego, z sąsiedniej wyspy. Żal przyznać, ale trzeba to powiedzieć, że oferta lokalnych sklepów detalicznych jest dosyć uboga, jak na standardy europejskie, co skutkuje powtarzalnością towarów, a pierwszym i ostatnim wyróżnikiem są tutaj chyba tylko zmieniające się wzory opakowań.

Idą dalej tropem irlandzkiego handlu, dotrzemy do towarów przemysłowych, a w tej kwestii to już zupełny wyspiarski dramat, albowiem znalezienie kurtki lub butów, które nieco odróżniać się będą od dostępnej gamy sztampy, graniczy właściwie z cudem, a to popycha wyspiarzy do dokonywania zakupów w sklepach internetowych, które oferują nieprzebrane bogactwo wzornicze i kolorystyczne.

Co może być istotną wskazówką dla osób interesujących się gospodarką, a dokładnie sprawami handlowymi, godzi się powiedzieć, że i ceny są w Irlandii dosyć wysokie, zatem chcąc wejść na rynek Republiki, wcześniej należy przeprowadzić jego dokładne badanie pod względem ofertowo-cenowym, by przygotować odpowiednio zachęcające propozycje.

Ciekawostką Irlandii może być jeszcze jeden fakt i nie należy stosować tu cen dumpingowych, bo to wywoła podejrzliwość wyspiarzy, a ci przyzwyczajeni do wysokich cen hurtowych, raczej sceptycznie spoglądać będą na towary zbyt tanie. Toteż niewątpliwie wskazany jest odpowiedni balans, który z jednej strony da impuls do zainteresowana towarem, a i będzie odpowiedzią na potrzeby irlandzkich konsumentów.  

Klanowość nadal jest na Zielonej Wyspie doskonale widoczna, a i lokalny patriotyzm zakupowy, co pod znakiem zapytania stawia działania biznesowe w Irlandii, a to może być przyczynkiem do szybkiego zniechęcania się biznesu z np. kontynentu europejskiego. Wspomniana już klanowość oznacza, iż na wyspie królują interesy rodzinne i wielopokoleniowe, które tak głęboko wrosły w krajobraz miast i miasteczek, że trudno przebić się z nową propozycją, choćby ceny były niższe, a wyroby lepszej jakości. W takim przypadku także ważna jest doskonała znajomość rynku, zachowań i upodobań klientów, zarówno tych hurtowych, jak i detalicznych, bo działania w stylu kontynentalnym, raczej nie przyniosą na wyspie sukcesu.

Oczywiście jest i na to sposób, jednak wcześniej należy poznać mechanizm jego działania, jako że, nieumiejętne wykorzystanie metody, doprowadzi do katastrofy przedsięwzięcia. Istotna we współpracy z Irlandczykami jest uczciwość, a tę cenią sobie oni nade wszystko, bo kiedy raz zostaną oszukani, trudno odzyskać ich zaufanie, a i może się to nie zdarzyć już nigdy, co z kolei będzie wpływało na ich decyzje o współpracy z rynkiem, który pozwolił sobie na marketingowe lub stricte biznesowe szachrajstwo. Jednocześnie zarówno zwykli ludzie, jak i przedstawiciele biznesu, to ludzie bardzo mili i ufni, ale nie współpracują z każdym, bo dla nich cenniejszym i lepiej przyjmowanym jest kontrahent, który został im polecony, niż ten pojawiający się znikąd. Zasada dotyczy głównie małych i średnich firm, ale i duże przedsiębiorstwa, lubią mieć zaplecze osób polecających albo takich, których dążą zaufaniem, czy też po prostu znają.

Aktualnie Irlandia jest w okresie prosperity, ale u bram już czai się kolejny kryzys, czyli skradający się Brexit, a głównym problemem będzie w takim przypadku brak dostawców oraz znacząca utrata części rynku  zbytu na irlandzkie towary. Zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku, bardzo pomocna może stać się Polska, która jak do tej pory, nie docenia irlandzkiego rynku, mając chyba błędne przekonanie, że skoro to kraj mały, to i zapotrzebowanie na towary niskie. Może i Irlandia jest niewielka, może i 5 milionów mieszkańców to niewiele, ale pamiętać trzeba, że rynek wewnętrzny jest niezwykle chłonny, a i naród dosyć bogaty, czyli relatywnie atrakcyjny partner w obrotach handlowych.

Owszem, kilka ostatnich kryzysowych lat i pewnych niepowodzeń wywołanych światowymi zawirowaniami ekonomicznymi, wyrobiło w Irlandczykach nawyk oszczędzania, więc cenią sobie obecnie wyroby przemysłowe i artykuły spożywcze o dobrej jakości, ale w rozsądnej cenie.

Wchodząc na irlandzki rynek, nie należy celować zbyt wysoko, a przygotować się raczej na niskie dochody w pierwszych latach i jeżeli proponowany asortyment przypadnie rdzennym mieszkańcom wyspy do gustu, z przekonaniem mogę powiedzieć, że współpraca będzie trwała długie lata oraz stopniowo będzie się rozwijać.

Na koniec mała podpowiedź i wiedzieć trzeba, że nasi irlandzcy przyjaciele, znają już wiele produktów z Polski, a i mają o nich bardzo dobre zdanie, więc szlaki są przetarte i teraz należy je tylko poszerzyć, by zmieniły się drogi dostaw towarów, a te przez Morze Celtyckie, Kanał La Manche, Morze Północne i Bałtyk, trafiały do Irlandii i Polski.

Na myśl przychodzi obecnie jeszcze jedna kwestia, więc zbliżający się Brexit, a to z kolei oznacza, że plusem będzie, jeżeli zaproponuje się Irlandczykom dostawy, z pominięciem Eurotunelu biegnącego pod Cieśniną Kaletańską z Calais do Dover, by następnie przez Kanał Świętego Jerzego trafić do portu Rosslare w Republice Irlandii.

Bogdan Feręc

Zdj: Pixabay/CCLicence

Podziel się:

Komitet Menstruacyjn
Tomasz Walenty Wybra
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn