Infrastruktura transportowa wokół stolicy osiągnęła punkt krytyczny, w którym dotychczasowe metody zarządzania ruchem drogowym przestają przynosić jakiekolwiek rezultaty. Obwodnica M50, a stanowiąca kręgosłup komunikacyjny aglomeracji dublińskiej i najczęściej uczęszczaną trasę w kraju, stała się wręcz podręcznikowym przykładem zjawiska wzbudzonego popytu.
Droga, która miała zagwarantować sprawny i szybki dojazd do centrum oraz połączenie kluczowych arterii wylotowych, uległa przeciążeniu pod wpływem dynamicznego rozwoju stref podmiejskich. W obliczu nieuchronnego wzrostu liczby mieszkańców, perspektywa dalszego opierania mobilności na dojazdach indywidualnych, prowadzi wprost do paraliżu Dublina.
Mechanizm, który doprowadził do obecnego stanu rzeczy, ma swoje źródło w wieloletniej polityce przestrzennej. Obietnica szybkiego połączenia ze stolicą skłoniła dziesiątki tysięcy rodzin do zamieszkania poza granicami administracyjnymi Dublina. Wraz ze wzrostem zagęszczenia zabudowy na przedmieściach, wydajność układu drogowego zaczęła drastycznie spadać, a czas przejazdu uległ znacznemu wydłużeniu. Szczególnie trudna sytuacja występuje w rejonie węzła Red Cow, choć strefa ciągłego zatoru systematycznie rozszerza się na kolejne odcinki obwodnicy. W godzinach szczytu zakładana prędkość przelotowa, sięgająca 80–90 kilometrów na godzinę, spada do zaledwie 30 km/h, zmieniając kluczową trasę tranzytową w wielokilometrowy parking.
W debacie publicznej pojawiają się głosy wskazujące na konieczność budowy kolejnej autostrady lub rozbudowy istniejącej sieci drogowej ze względu na bezpieczeństwo, w tym obsługę portu. Analitycy związani z ośrodkami takimi jak Progress Ireland, zwracają jednak uwagę, że traktowanie infrastruktury drogowej jako podstawy rozwoju mieszkalnictwa i transportu jest błędem.
Wskazują oni, że dalsze inwestowanie wyłącznie w drogi prowadzi do powstania rozproszonej, nieefektywnej tkanki miejskiej, w której centrum straci na znaczeniu, a koszty dojazdów staną się obciążeniem dla całej gospodarki.
Według rządowych prognoz populacja Republiki Irlandii w ciągu najbliższych czterech dekad, osiągnąć może poziom od 6 do niemal 7,6 miliona mieszkańców. Skala tego przyrostu wymaga przewartościowania dotychczasowego myślenia o inwestycjach publicznych i odejścia od półśrodków. W tym kontekście jako optymalny kierunek wskazuje się budowę nowoczesnej, w pełni zelektryfikowanej kolei podmiejskiej. Tego rodzaju system charakteryzuje się zupełnie innym rzędem wielkości, jeśli chodzi o przepustowość.
Z analiz wynika, że sprawnie funkcjonująca linia kolejowa byłaby w stanie przewieźć w ciągu doby pięciokrotnie więcej pasażerów niż cała magistrala M50 na odcinkach wjazdowych i wyjazdowych z miasta.
Główną barierą w realizacji tego rodzaju przedsięwzięcia pozostają wymagane nakłady finansowe. Szacunki pokazują, że koszt budowy nowej, zelektryfikowanej magistrali szynowej byłby porównywalny z budżetem planowanego projektu Metrolink. W zamian za tę kwotę państwo otrzymałoby jednak sieć od pięciu do nawet dziesięciu razy bardziej wydajną. Stanowi to alternatywę dla bierności, której jedyną konsekwencją będzie stałe obniżanie średniej prędkości poruszania się po M50 i generowanie strat ekonomicznych.
Decyzja przed jaką stoi rząd, sprowadza się zatem do wyboru między kosztowną, lecz dalekowzroczną transformacją infrastrukturalną a akceptacją postępującego paraliżu stolicy.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk


