Dla działaczy antypaństwowych kot i człowiek są warci tyle samo / Piotr Sutowicz, „Kurier WNET” nr 88/2021

Kot i jego właścicielka stali się narzędziem walki o Europę Środkową – o to, czy będzie ona rozerwana przez dwa bloki polityczne, pożarta przez jeden z nich, czy też pozostanie w miarę suwerenna.

Piotr Sutowicz

(… ) Płot stawiany na granicy jest sygnałem rozpaczliwym, pokazującym klęskę polityki. Jak na ten głos reaguje część elit? Ano na kilka sposobów: już to biegając z reklamówkami zapełnionymi konserwami z wieprzowiną – w sam raz dla muzułmanów, już to krzycząc o tym, że imigrantami na granicy trzeba się koniecznie zaopiekować, przyjąć pod swój dach w imię ni to konwencji międzynarodowych, ni to humanitaryzmu, czymkolwiek byłby ten ostatni w ustach lewicowych polityków.

Kot

Pewnym symbolem kryzysu stał się kot, o którym rozpisywała się większość mediów. Miał ów kot przyjść z Afganistanu do Polski na piechotę i też chcieć azylu, na co niektórzy co sprytniejsi i bardziej dowcipni komentatorzy odpowiadali, że kot może zostać, a reszta… nie. Rzeczone zwierzę jest dobrym przykładem na to, z jaką manipulacją medialną mamy do czynienia.

Identyczny niemal motyw dziewczyny z kotem został użyty w filmie Barry’ego Lewinsona „Fakty i akty” z 1997 roku, ze świetną skądinąd muzyką Marka Knopflera i wyrazistą grą aktorską Dustina Hoffmana i Roberta De Niro. Dla przypomnienia Czytelnikom, w największym skrócie: w filmie chodziło o stworzenie fałszywej sytuacji międzynarodowej, skutkującej wojną w Albanii, tylko po to, by przysłonić wewnętrzną aferę, nazwijmy to, obyczajową.

Efekt wywołany przez kampanię medialną wydawał się na pierwszy rzut oka niemożliwy w świecie realnym do uzyskania i można by przyjąć, że film przedstawia rzeczywistość w wyjątkowo krzywym zwierciadle. A jednak w Polsce rzeczywistość spokojnie dogoniła absurdalną fikcję. Kalka z tego smutno-prześmiewczego filmu była tu tak wyraźna, że moje zdziwienie faktem, że ktoś rzeczonego kota potraktował poważnie, było naprawdę wielkie. Mało tego, wyobrażam sobie, jak zostałby zakrzyczany ktoś, kto przypomniałby ten motyw w debacie publicznej.

Kot „uchodźca” odgrywał przez jakiś czas w systemie medialnym konkretną rolę, tę samą, niestety, co ludzie. Tak, dla działaczy antypaństwowych kot i człowiek są warci tyle samo, są narzędziem walki politycznej, budowania emocji, opartej choćby na zaprezentowanej, bardzo łatwej do zdemaskowania strukturze. Środowiskom, które występują w imieniu kota i uchodźców, tak naprawdę nie chodzi ani o niego, ani o nich, choć może część osób próbujących sforsować granicę Polski z Białorusią (oczywiście od naszej strony), autentycznie pragnie dobra trzydziestoosobowej grupy uchodźców czy przybyszów, którzy znajdują się w pasie przygranicznym. Wzruszenie niektórych z nich może być szczere, ale z tego nic nie wynika.

Odnoszę wrażenie, że są tam ludzie bardzo silnie „nakręceni” na walkę z państwem i jego elementami, takimi choćby, jak granice czy społeczeństwo. Wyraźnie widoczny jest brak poczucia więzi z tymi czynnikami w owych aktywistach i kształtowanej przez nich części opinii publicznej. Nie wykluczam tu istnienia emocji, i to silnej. Coraz większe kręgi postaci kultury, polityków i wszelkiej maści wspomnianych aktywistów nienawidzą szczerze cywilizacji, w której dojrzewali ich przodkowie, która zbudowała społeczeństwa i państwa Europy, nienawidzą też państw, które mogą być tejże cywilizacji symbolami. Środowiska te nie tolerują Kościoła, który przypomina o prawidłach moralnych. Dążą do zniszczenia tego wszystkiego w imię nowego porządku, którego sedno coraz trudniej mi uchwycić, ale chyba mogę zaryzykować twierdzenie, że ma on być przeciwieństwem tego, który istnieje dziś.

Skoro dzisiejszy porządek to np. sprawne państwo – według tych kręgów, instynkty państwowe trzeba wyrwać ze społeczeństwa jak chwasty. Do tego nadaje się zarówno ów albański, o przepraszam!, afgański kot, jak i polityka Łukaszenki czy Putina. W końcu darowanym sojusznikom nie patrzy się w zęby.

Sojusze

W polityce często niestety sięga się po narzędzia niegodziwe czy niemoralne. Nie tylko prawda, ale i etyka są w dzisiejszym świecie ofiarami gry interesów. Z tym, niestety, trzeba się pogodzić, nie w sensie akceptacji, ale uznania, że z faktami się nie dyskutuje. Obecny świat bardzo daleko odbiegł od pierwotnych definicji polityki, wymienionych na wstępie. Wszystko tu zostało zastąpione przez „racje klanów”, za którymi stoją siły inne niż państwo. Gra gigantów toczy się na innych polach.

Skoro państwo i tak ma być anihilowane, dbałość o nie nie ma znaczenia, a tym samym nie warto podsycać instynktu państwowego.

Obserwacja państw współczesnych dostarcza ciekawego materiału do dyskusji. Często przeradzają się one w konglomeraty militarne i kapitałowo-przemysłowe. Proces ten zachodził od dawna; wydaje się, że już w czasach wielkiej kolonizacji i tworzenia się imperiów globalnych. Rzeczywistość ta była jednak umiejętnie maskowana hasłami narodowymi. Obywatele wielkich kolonialnych imperiów lubili myśleć, że stoją po właściwej stronie, że siła polityczna ich państwa jest wynikiem realizacji interesów narodowych. (…)

Polska jest przedmiotem gry interesów i, patrząc z punktu widzenia wielkich graczy, lepiej żeby swoich nie miała. Bywa traktowana przez wiele ośrodków tak jak kraje Trzeciego Świata. Oczywiście nie należy odnosić się wrogo do każdego, kto chce robić u nas i z nami interesy; ta skrajność jest niedopuszczalna, ale wszystko, co się dzieje w ekonomii, powinno odbywać się na zasadach gospodarza

O tym trzeba pamiętać, prowadząc politykę, która choćby częściowo ma być uważana za suwerenną. Do tego niezbędny jest zmysł państwowy, który nie bierze się znikąd, jest on wyrazem woli w miarę dojrzałego społeczeństwa, realizowanej przez jego polityczną emanację, która winna odpowiedzialnie kierować się owym zmysłem. (…)

Dla caratu ziemie polskie były najdalszym przyczółkiem wychylonym ku zachodowi, dla Związku Radzieckiego – obszarem eksploatacji siły żywej na wypadek wojny oraz terenem, skąd ewentualnie mogłaby ruszyć ofensywa na zachód. W obu wypadkach nasza ojczyzna była dla władzy w Moskwie kwestią niejako wewnętrzną, z opinią Warszawy liczono się o tyle, o ile było to niezbędne w realizacji tych założeń. Z drugiej strony zawsze w Warszawie byli ludzie, którzy w tak niesprzyjających warunkach chcieli postępować zgodnie z interesem Polaków i nieraz im się to udawało. Poza tym siła społeczna, jaka tu się wytwarzała, nie pozwalała na rządy całkowicie totalitarne; z czasem zresztą Sowiety zdały sobie sprawę, że ścisła kontrola nad Polską nie jest możliwa i kraj zyskiwał na autonomii.

Niemniej są na wschodzie siły, które chcą wrócić do czasów, w których Polska była przedmiotem polityki wewnętrznej Rosji. Są i w Niemczech politycy, którym marzy się podporządkowanie Polski. Czy te oba ośrodki się ze sobą dogadują, jest pytaniem nieco tylko otwartym, bowiem wiele znaków na ziemi wskazuje na to, że tak. Sojusze obu tych ośrodków bywały zawiązywane grubo przed wiekiem osiemnastym i trwają do tej pory. Ba!, byłoby dziwne, gdyby takie tendencje nie istniały. Ich praktycznym celem jest ostateczne unicestwienie polskiego ośrodka siły, a wszystko inne jest tylko narzędziem do tego celu. Uchodźcy też.

Nie pierwsza rewolucja

Kto wywołał rewolucję październikową? Dziś już nie jest tajemnicą, że były to – cesarskie jeszcze – Niemcy. One zorganizowały pucz i usadowiły w Rosji siłę, która najpierw zniszczyła ten kraj, a potem podpaliła świat. Czy Niemcy kiedyś tego pożałowali? Były takie momenty w historii, nie będę o nich teraz pisał. Niemniej te przykrości zniknęły, a interesy pozostały.

Narzędzia ideologiczne do prowadzenia wojny udowodniły swoją skuteczność ponad 100 lat temu, mogą więc zadziałać i dziś. Co prawda społeczeństwo niemieckie zostało w znacznej mierze spacyfikowane przez ideologię lewicową, wspartą inwazją uchodźców z krajów islamu, ale jako kompleks przemysłowo-kapitałowy mają się dobrze. (…)

Polska jednak, jako teren mało jeszcze zinfiltrowany, może być destabilizowana choćby za pomocą prowokacji. Jeżeli przeciwko lepszym czy gorszym działaniom rządu, mającym na celu uszczelnianie granicy, protestuje ta część sceny politycznej, która deklaruje swą przyjaźń dla Niemiec, to teza ta trzyma się kupy. Tak oto kot i jego przybrana lub realna właścicielka stali się narzędziem walki o Europę Środkową – o to, czy będzie ona rozerwana przez dwa bloki polityczne, pożarta przez jeden z nich, czy też pozostanie w miarę suwerenna.

Już wspomniałem powyżej: nie wiem, czy obecna władza zrobiła odpowiednio dużo, by zabezpieczyć naszą granicę, zanim rzecz wybuchła medialnie. Nie jestem nawet pewien, czy akcja medialna nie była inspirowana przez ośrodki rządowe. W końcu kompromitacja opozycji w tej kwestii, przekładająca się na słupki sondażowe, pozwala mi taką myśl w sobie wzbudzić. Niemniej w sytuacji, jaka zaistniała, atakowanie władzy zarówno na forum wewnętrznym, jak i na zewnątrz nie przyszłoby mi przez myśl.

Uczestnictwo w działaniach obcego państwa skierowanych przeciwko Polsce jest aktem bezgranicznej głupoty albo zdrady, nic tu nie zmieni głęboko pseudohumanitarny ton wypowiedzi polityków i działaczy rzucających gromy na władzę, która nie chce pomóc biednej grupie uchodźców. Ich też mi szkoda.

Myślę, że większość ludzi przerzucanych przez Polską granicę nie rozumie, co się dzieje, mają obiecaną pomoc w znalezieniu się najprawdopodobniej w Niemczech, gdzie czeka na nich dobrobyt, wynikający z samego faktu dotarcia tam. Ci ludzie nic nie wiedzą o naszych czy rosyjskich interesach, tak jak opisywany kotek, który zainteresowany jest tym, by dostać coś do jedzenia; szariat czy liberalna demokracja są sprawami kompletnie wtórnymi. Tyle tylko, że my nie jesteśmy ani kotem, ani uchodźcami z Afganistanu, Iraku czy Pakistanu, lecz obywatelami Polski, za którą każdy z nas jest współodpowiedzialny zarówno przed sąsiadami, jak i pokoleniami następującymi po nas. (…)

Cały artykuł Piotra Sutowicza pt. „Kot i zmysł państwowy” znajduje się na s. 5 październikowego „Kuriera WNET” nr 88/2021.

Polska-IE - © MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM
Autyzm niejedno ma i
Poland will continue
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian