Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Dekada pustych obietnic. Nie będzie wystarczającej ilości mieszkań przed 2035 rokiem

Reklama
Reklama

SONY DSC

Reklama
Reklama

Rządowe zapowiedzi i szumne deklaracje o rozwiązywaniu kryzysu mieszkaniowego po raz kolejny zderzają się z brutalną rzeczywistością. Choć z oficjalnych komunikatów płynie nieustanny strumień optymizmu, twarde dane ekonomiczne obnażają bezradność polityków.

Najnowsze analizy prestiżowej firmy maklerskiej Davy nie pozostawiają złudzeń i obietnice polityków o powszechnie dostępnych domach można włożyć między bajki. Czeka nas niemal dziesięć lat permanentnego niedoboru, a powrót do normalności nastąpi najwcześniej w 2035 roku.

Jak podkreślają specjaliści z Davy, to scenariusz optymistyczny.

Wszystko wskazuje na to, że rządzący całkowicie przespali kluczowy moment na pobudzenie rynku. Davy drastycznie obniżył prognozy dotyczące liczby ukończonych budynków mieszkalnych. Jeszcze niedawno mówiono o 50 tysiącach nowych domów w tym roku. Dziś te szacunki zostały ścięte do zaledwie 44 tysięcy, a prognozy na kolejny rok są jeszcze gorsze i zakładają spadek do 42 tysięcy.

Powód tej zapaści jest prozaiczny, ale jednocześnie kompromitujący dla autorów polityki mieszkaniowej – to drastycznie niska liczba nowo rozpoczętych inwestycji. Deweloperzy i inwestorzy nie budują, bo brakuje im rządowego wsparcia, stabilności i jasnej wizji ze strony państwa.

Najbardziej uderzający w tym wszystkim jest kontrast między kondycją państwowej kasy a sytuacją zwykłych obywateli. Eksperci Davy wyraźnie wskazują, że gospodarka jako całość radzi sobie świetnie, więc prognozy wzrostu dochodu narodowego zostały zrewidowane w górę i mają wynosić solidne 5% rocznie w latach 2026 i 2027. Co więcej, budżet państwa dosłownie pęka w szwach od miliardowych, „znacznych” nadwyżek generowanych przez podatki od osób prawnych oraz stabilną konsumpcję obywateli, którzy nauczyli się oszczędzać w czasach wysokiej inflacji.

W tym miejscu rodzi się poważne i głęboko pytanie: jak to możliwe, że państwo dysponujące tak potężnymi zasobami finansowymi i gigantycznymi nadwyżkami budżetowymi nie potrafi zabezpieczyć jednej z najbardziej podstawowych potrzeb swoich obywateli?

Pieniądze są i będą, co wynika z analiz, rząd ma pełne kieszenie, planuje kolejne transfery do państwowych funduszy oszczędnościowych i zapewnia, że stać go na infrastrukturę nawet w obliczu ewentualnego pogorszenia koniunktury.

Brakuje jednak tego, co najważniejsze: skutecznego zarządzania i realnej woli politycznej, by faktycznie uderzyć i zmierzyć się z kryzysem mieszkaniowym.

Warto tu powiedzieć, że efekt tych zaniedbań, bo inaczej trudno to nazwać, będzie katastrofalny. Przewidywana podaż mieszkań będzie, według analityków, „nadal znacznie niższa od ogólnego zapotrzebowania”. Przez najbliższą dekadę młodzi ludzie będą skazani na astronomiczne czynsze, problemy z najmem lub drogie wieloletnie kredyty, o ile w ogóle uda im się znaleźć jakiekolwiek lokum na rynku.

Bilans jest więc taki, że miliardy euro z podatków zasilą państwowe fundusze, podczas gdy fundament stabilnego społeczeństwa, jakim niewątpliwie jest własny kąt dla rodziny, pozostanie w sferze niespełnionych obietnic. Może cała sytuacja byłaby do przełknięcia, gdyby Irlandia cierpiała na brak pieniędzy, ale nie jest kwestia braku funduszy w budżecie. To po prostu spektakularna porażka kolejnej rządowej strategii, za którą obywatele i rezydenci będą płacić wysoką cenę przez kolejne dziesięć lat.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Fot. CC Fernweh

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version