Deficyt kraju zbliża się do 10 mld €

Niezależnie od szczątkowych informacji z kręgów rządowych, instytucje działające w imieniu irlandzkiego gabinetu, zobowiązane są do przekazywania wiadomości o wskaźnikach i danych statystycznych, co właśnie zrobił Department of Finance.

Od początku roku do końca sierpnia deficyt skarbowy w Irlandii wyniósł 9,5 miliarda euro, a w tym samym okresie roku ubiegłego był na poziomie zaledwie 625 mln €. Większość z istniejącej dziury budżetowej pochłonęły wydatki rządowe, a było to 8,8 mld € i skierowane zostały głównie do Ministerstwa Zdrowia oraz Zatrudnienia i Ochrony Socjalnej.

W porównaniu do ubiegłorocznych wydatków państwa, te za 2020 rok wzrosły o 28% i zamknęły się kwotą 9,46 mld €.

W oświadczeniu Departament Finansów zauważa, że dochody podatkowe są nadal lepsze, niż oczekiwano i w sierpniu spadły tylko nieznacznie, bo o 11 mln euro, czyli 0,4% w porównaniu z sierpniem ubiegłego roku. Ogólna kwota podatkowa na koniec sierpnia była niższa o 2,3%, czyli zmniejszyła się o 802 mln € w porównaniu do tego samego okresu w 2019 r. Niewielka strata dochodów fiskalnych wynika ze wzrostu wpływów z podatku dochodowego od osób prawnych, który pobrano latem oraz dużych obciążeń podatkowych przed wybuchem pandemii.

W przypadku innych podatków także obserwuje się niewielkie spadki, jednak nadal są one niższe od przewidywań Ministerstwa Finansów. Problemem dla Revenue i Departamentu Finansów jest natomiast podatek od towarów i usług, czyli VAT, bo tego do końca sierpnia wpłynęło o 21,3% mniej, niż było to w roku ubiegłym, a to wskazuje na słabnącą gospodarkę.

*

Jeżeli kraj nadal wydawać będzie tak ogromne kwoty pieniędzy, a nie zanosi się, żeby stało się inaczej, to do końca roku, dziura w budżecie, może i nie osiągnie kwoty, jaką wcześniej podawał minister finansów Paschal Donohoe, który mówił o 30 miliardach euro, ale do 20 mld €, możemy już teraz się przyzwyczajać. Skąd weźmie się taki niedobór fiskalny? Po pierwsze zasiłki dla osób bez pracy, dopłaty do wynagrodzeń, wsparcie dla firm, projekty aktywizacji zawodowej, a jednocześnie wydatki na lecznictwo, w tym na zatrudnienie dodatkowych lekarzy i pielęgniarek. W drugiej kolejności zaczną maleć wpływy podatkowe, gdyż o ile po zniesieniu blokady kraju, przedsiębiorstwa odczuły nagłe zainteresowanie klientów, tak już w sierpniu, widać było słabnący popyt. Niższa sprzedaż to także niższe odprowadzenia podatków, a jeżeli nałoży się na to zjawisko zmniejszającego popytu, należy liczyć się ze zmniejszonym zapotrzebowaniem na siłę roboczą, czyli zwolnieniami, więc wzrostem bezrobocia i wyższymi wydatkami na zasiłki dla osób tracących zatrudnienie.

Zastanawia teraz, w jaki sposób rząd, który już przygotowuje budżet na przyszły rok, łatać będzie dziurę w finansach? Uprawnione jest już chyba teraz stwierdzenie, że nie obniżaniem danin osobistych? Nie jest też do końca pewne, jakie nowe podatki zostaną wprowadzone, a jakie wejdą w życie w wyższych stawkach, a tego trzeba oczekiwać, przynajmniej w zakresie tzw. ochrony środowiska. Zastanawia też zwrot wypłaconych przez państwo zasiłków, bo przecież zapowiedziano, że Pandemic Unemployment Payment, trzeba będzie oddać. W związku z tym drenowanie naszych portfeli zacznie się już za chwilę, czyli rok 2021 będzie rokiem zaciskania pasa, ale przez nas.

Z pełnym rozmysłem pomijam jeszcze temat opuszczenia przez Wielką Brytanię unii celnej bez umowy, co oznacza dodatkowe kłopoty Irlandii, a że nie kopie się leżącego, poczekam z tym do grudnia. Owszem jest światełko w tunelu, jeżeli Michel Barnier, dobrze odczytuje intencje Londynu. Nawet w przypadku pozytywnego rozwoju sytuacji, do odtrąbienia sukcesu, jest jeszcze bardzo daleko.

Bogdan Feręc

Źr. gł.: Department of Finance

Polska-IE: Udostępnij