Planowanie przyszłorocznego budżetu na 2027 rok wchodzi w rozstrzygającą fazę i sygnały płynące z kół rządowych nie pozostawiają złudzeń: czas na spektakularne, popandemiczne pakiety wsparcia już się skończył. Gabinet planuje sztywne ograniczenie nowych wydatków do poziomu 7 miliardów euro, co wymusi na poszczególnych resortach twardą walkę o priorytety i nieuniknione kompromisy.
Minister wydatków publicznych Jack Chambers zapowiedział wprost, iż budżet na przyszły rok, oznacza znaczną powściągliwość. Ograniczenie strumienia pieniędzy wskazuje, że gabinet ustali wyraziste granice, a ministrowie będą musieli wybierać między realizacją obietnic a stabilnością finansów publicznych.
Szacuje się, że całkowita pula budżetowa na 2027 rok sięgnie 125,5 miliarda euro, co stanowi wzrost o 5,9% w stosunku do roku ubiegłego. Choć na papierze to wciąż dynamika dodatnia, zestawienie jej ze średnim rocznym skokiem wydatków na poziomie 9,4%, do którego przyzwyczajono opinię publiczną od czasów pandemii, wyraźnie ukazuje skalę nadchodzącego wyhamowania.
Całkowity limit podzielono na dwie zasadnicze części:
- 105,2 miliarda euro przeznaczone na wydatki bieżące,
- 20,3 miliarda euro dedykowane nakładom inwestycyjnym.
Sama konstrukcja nowej puli wydatków (7 mld euro) nie pozostawia wielkiego pola do manewru. Około 1 miliard euro pochłonie przewidywane porozumienie płacowe w sektorze publicznym, a kwota ta pokrywa się z wyliczeniami Irlandzkiej Rady Doradczej ds. Fiskalnych (IFAC). Kolejny miliard zostanie tradycyjnie zamrożony w rezerwie na nieprzewidziane zdarzenia, a 1,1 miliarda euro powędruje bezpośrednio na nowe projekty infrastrukturalne.
Równolegle do limitu wydatków rząd szykuje pakiet podatkowy o wartości 1,5 miliarda euro, co podnosi łączny wymiar nowych środków do poziomu 8,5 miliarda euro. Wicepremier i minister finansów Simon Harris wyraźnie zaznacza, że ten zastrzyk ma trafić do grupy dotąd pomijanej – pracowników rozliczających się w systemie PAYE, których w poprzednim rozdaniu wyprzedziły ulgi branżowe, w tym obniżka podatku VAT dla sektora gastronomiczno-hotelarskiego.
Harris deklaruje chęć realnego wsparcia osób o średnich dochodach, podnosząc argument, że praca musi przynosić odczuwalny dochód netto. Głównym punktem ciężkości ma być korekta progu wejścia w najwyższą, 40-procentową stawkę podatkową. Decyzje, które poznamy szczegółowo 6 października, mają objąć zarówno modyfikację samych progów, jak i wiązać się z podniesieniem ulg.
Eksperci pozostają jednak sceptyczni. Główny ekonomista organizacji biznesowej Ibec Gerard Brady wskazuje, że kwota 1,5 miliarda euro w realiach utrzymującej się presji cenowej może zaledwie zniwelować skutki inflacji, zapobiegając jedynie spadkowi siły nabywczej. Aby reforma przyniosła zauważalny oddech, konieczna jest zdaniem Brady’ego odważna zmiana punktu wejścia w II próg podatkowy.
Wśród zapowiedzi budżetowych pojawiają się także deklaracje systemowych reform społecznych. Minister Chambers zasygnalizował istotne korekty w obszarze opieki nad dziećmi, w tym wprowadzenie górnych limitów opłat, a także modyfikacje w podatku od spadków oraz progi wartości nieruchomości objętych zwolnieniami, co stanowić ma ulgę dla rodzin w trudnych momentach życiowych.
Fundamentem tych kalkulacji pozostają optymistyczne prognozy wzrostu gospodarczego. Departament Finansów przestrzega jednak przed licznymi czynnikami ryzyka zewnętrznego. Ewentualny skok cen ropy naftowej w kontekście napięć geopolitycznych na linii USA-Iran czy potencjalna korekta na amerykańskim rynku technologicznym, napędzanym sektorem sztucznej inteligencji, mogą szybko zweryfikować rządowe założenia.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Stock Birken on Unsplash

