Czy przemykał tutaj jakiś chyłkiem? (18+)

Nie mogę chodzić do pracy, bo mi zakazali, nie mogę iść na spacer, bo mnie zastrzelą, a i uważać muszę na sąsiadów, żeby nie donieśli policji, że łamiąc zakaz, włóczę się po opłotkach.

Jednym słowem uziemienie na całego, czyli nawet zmuszony będę wymyślić jakąś zgrabną historię, kiedy idąc po piwo, bo skończył się zapas, zatrzyma mnie, partol zwartych oddziałów, na szczęście Gardy.

Tak sobie właśnie uświadomiłem, że w lodówce zostało mi jedno piwo, jeden cider i 3 litry mleka, a to oznacza, że tak czy tak, wyjść muszę, by uzupełnić pewne płyny.

Mam jednak plan i poczekam do zmroku, a później odziany w odzież ciemną z okutaną szalem twarzą, a i w czapce naciągniętej głęboko, wymknę się chyłkiem z domu. Ważne jest, żebym uważał, bo apartament, w którym mieszkam, znajduje się na pierwszym piętrze, parter zaś zamieszkują dwie matrony, które przydatne są w czasach wolności, gdyż mają pod kontrolą cały dom, a i ulica nie ma dla nich tajemnic.

To jednak teraz stało się problemem, bo obie nestorki żywo interesują się koronawirusową sytuacją, więc i przekazują sobie najnowsze informacje, czyli wiedzą, co w irlandzkiej trawie piszczy. Z całą pewnością wiedzą też, że komisarz Harris kazał donosić, a te, jako karne obywatelki, raczej uprzejmie doniosą, iż niejaki Bogdan F., oddalił się z domowych pieleszy w kierunku nieznanym, a nie powinien.

W każdym razie dalsza część planu przewiduje, że cichutko, w samych skarpetkach, zejdę po schodach, jeszcze ciszej otworzę „drzwi do wolności” i przyciśnięty do muru, dopiero wtedy założę obuwie sportowe, na „gumianej” podeszwie, by hałasu nie czynić i przedostanę się poza obręb pola widzenia sąsiadek. Tam już pójdzie łatwo, bo wystarczy przeskoczyć mur, przedostać się przez gęstwinę krzaków jeżyn, ale nadal ostrożnie, gdyż kolejną posesję zamieszkuje ujadająca mała bestia, czyli chihuahua, który jest panem dzielnicy.

Kiedy już minę zagrożenia, pozostanie mi jakieś 120 niebezpiecznych metrów otwartej przestrzeni przy jednej z głównych dróg. Jeżeli pokonam także ten odcinek, znajdę się u bram raju, czyli stacji benzynowej, a tam…

Czekają na mnie pełne regały napitków, bo to i piwa ze wszystkich stron świata, wina i wódki wszelakie, a personel przyjazny i pomocny, albowiem trudno się niekiedy zdecydować, co wybrać. Gdy już drogą kupna nabędę niezbędne w każdym domu utensylia, w moim przypadku napoje, będę mógł rozpocząć wędrówkę do domu, dokładnie taką samą drogą, jaką dostałem się do źródełka.

Tu jednak pojawia się kolejny problem, bo przecież będę pod obciążeniem, a i dźwięk wnętrza plecaka i toreb może wzbudzić reakcję, czyli i chihuahua i sąsiadki, usłyszawszy brzęk butelek oraz ocierających się o siebie schłodzonych puszek, nastawią uszu, nałożą okulary i zdybią mnie na ostatnim odcinku eskapady, w drodze do mojego domowego szczęścia.

Ku*wa, kiedyś wszystko było prostsze, człowiek normalnie wkładał buty, szedł na stację benzynową lub do sklepu, kupował piwo, wracał do domu. A teraz, żeby wypić jedno piwo, trzeba się nieźle nagimnastykować. Do du*y z tą blokadą.

Bogdan Feręc

Polska-IE: Podziel się...
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish