Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Czy politycy zdążą odpiąć mu pas bezpieczeństwa?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Gdy minister mówi „możliwe”, lotnisko wstrzymuje oddech. Wyobraź sobie, że siedzisz na lotnisku w Dublinie, patrzysz na rozkład lotów i czujesz, że coś tu nie gra. Nie chodzi o spóźnionego boeinga ani o kawę za piętnaście euro. Chodzi o to, że całe lotnisko od lat trzyma się w garści limit, który pachnie 2007 rokiem jak stary bilet schowany w tylnej kieszeni dżinsów.

I nagle minister transportu rzuca hasło: „Istnieje możliwość, że zdejmiemy ten kaganiec już we wrześniu”. No i powiedz sam, nie robi się ciekawie?

Rząd miesiąc temu klepnął projekt ustawy, która w końcu pozwoliłaby zerwać ten mityczny sufit 32 milionów pasażerów rocznie. Sufit, dodajmy, będący częścią dawnego pozwolenia budowlanego. Tak, brzmi to jak relikt po epoce, w której słuchaliśmy muzyki z iPoda, a w samolotach wciąż klaskano po lądowaniu. Problem? Limit teoretycznie nadal obowiązuje, choć Sąd Najwyższy zawiesił go do czasu, aż unijni sędziowie powiedzą swoje. Dublin Airport działa więc trochę jak kierowca, który wie, że fotoradar jest wyłączony, ale i tak nie pcha się na pełen gaz.

Linie lotnicze mówią: „Panowie, czas leci”, a prezesi Aer Lingus, Ryanaira i kilku amerykańskich gigantów weszli na przesłuchanie w Oireachtas jak rodzice na wywiadówkę. Krótko, rzeczowo i z lekką irytacją w głosie przypomnieli, że 1 października to ostateczny termin, by zgłosić zapotrzebowanie na sloty na przyszły rok. A jeśli przepisy zostaną uchwalone dopiero w grudniu? Cóż, wtedy zostaje im wiara, że wydarz się cud i to nie taki od św. Patryka, a od legislatorów.

Minister: „Zrobię, co się da. Może nawet szybciej” i Darragh O’Brien z ambicją oraz pokerową pewnością siebie, powtarza, że „możliwe” jest przyjęcie ustawy przed październikiem, a jeśli dobrze pójdzie, nawet przed wrześniem. Brzmi jak deklaracja kumpla z budowy, czyli „Spokojnie, jutro skończymy. No, może pojutrze”, ale tym razem idzie o coś więcej niż nową łazienkę. To kwestia tego, czy Irlandia utrzyma tempo gospodarczego rozpędu, czy też utknie w korku legislacyjnym.

Minister podkreśla, że zanim ustawa przejdzie dalej, trzeba przeprowadzić rzetelną kontrolę i dać głos mieszkańcom, liniom lotniczym, a nawet samemu lotnisku. Raport trafić ma na jego biurko w maju. O’Brien zapewnia, że nie zamierza odwlekać sprawy. Chce działać „tak szybko, jak to możliwe”, a jeśli da się wyrobić do września, obiecuje, że to zrobi.

Czy się uda? Tu zaczyna się gra nerwów, w której każdy tydzień ma znaczenie, a każda decyzja może przewrócić domino planów przewoźników, bo wiesz, Dublin Airport to nie zwykły terminal. To żywy organizm, który od miesięcy próbuje zaczerpnąć powietrza głębiej, niż pozwala mu stary regulamin.

W tej sprawie naprawdę czas najwyższy zdjąć mu ten pas bezpieczeństwa. Choćby o jeden miesiąc wcześniej, gdyż w inny przypadku konsekwencje mogą być poważniejsze, niż same zapowiedzi o krokach odwetowych z USA.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Fot. Dublin Airport

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version