Czy płace dogonią wzrosty cen?

W tej chwili ekonomiści różnią się mocno w swoich opiniach, ale zgodnie twierdzą, że wysokie wzrosty inflacyjne, są okresowe lub krótkotrwałe.

Istotą problemu inflacji jest natomiast sklepowa drożyzna, a ta napędzana kosztami paliwa i energii elektrycznej, wciąż podnosi ceny detaliczne, co w konsekwencji, daje drenowanie naszych portfeli. W niektórych sektorach gospodarki, pracownicy zaczęli już żądać podwyżek, co wydaje się całkiem sensowym pomysłem, by o ile się nie zyska, to przynajmniej pozostać na wcześniejszym poziomie finansowym, bez specjalnie dużych strat.

Tu jednak zaczyna pojawiać się problem, gdyż niewiele firm mówi, iż zgodzi się podnieść płace od stycznia przyszłego roku, a ceny, nie zostaną przecież zamrożone, więc z kolejnymi potencjalnymi podwyżkami nośników energii oraz paliw, również ceny detaliczne, nadal będą rosnąć. Jest też liczne grono pracodawców, a ci powiedzieli otwarcie, że ich, na inne, niż podwyżki zagwarantowane prawem, nie jest i jeszcze długo nie będzie stać, więc albo pracownicy przyjmą to do wiadomości, albo będą próbować znaleźć inną pracę. Największą grupę pracodawców, którzy nie będą mogli wyrównać strat inflacyjnych swoim pracownikom, stanowią ci, którzy prowadzą niewielkie firmy, ale jest też liczne grono firm średnich, a ich właściciele dodają, że właściwie, są na skraju bankructwa i tylko ich własna determinacja trzyma zakłady w ruchu.

Roczny poziom inflacji za ten rok może sięgnąć, a nawet przekroczyć 5%, mówi Central Statistics Office, ale co ważne, na takie wzrosty płac, niewiele osób w kraju może liczyć. Nie oznacza to, że 5 proc. inflacja, aby została wyrównana, powinna zakończyć się podwyżką o taki właśnie procent, ale powinna być nieco wyższa, by rekompensować nadchodzący wzrost cen. Tak z całą pewnością się nie stanie, ale i same podwyżki, nie będą takiej wysokości, jak prognozowana przez CSO, inflacja roczna.

Wiele grup zawodowych, które domagają się podwyżek płac, mówi o wzroście ich wynagrodzeń od 1,5 do 2,0 procent, a to przecież nie połowa wzrostu inflacji w Irlandii, więc nawet podniesienie zarobków, niewiele pomoże w ograniczaniu strat własnych gospodarstw domowych. Na podwyżki mogą liczyć natomiast zatrudnieni w firmach międzynarodowych, a tu wzrosty płac przewidywane są na poziomie od 2 do 2,5 proc., czyli też nie takim, jaką będzie inflacja.

To wszystko są rozważania teoretyczne, bo niezależnie od opinii ekonomistów, ale i realnej stopy inflacji na koniec roku, firmy, które cierpią teraz z wielu powodów, mogą nadal odczuwać brak rąk do pracy, a jednocześnie, poprzez brak podwyżek płac, zetknąć się z masowymi odejściami z pracy. To z kolei wymusi na pracodawcach, wprowadzenie zachęt dla zatrudnionych, ale też tych, których potrzebują, by firma działała sprawnie. W prostych słowach są to po prostu podwyżki płac, a w niektórych przypadkach, rozbudowane pakiety socjalne. Jest jeszcze jeden czynnik, który może zatrzymać pracowników w firmach, które ich obecnie zatrudniają, więc większa elastyczność pracy, chociaż roszczenia płacowe, wybijają się na pierwszy plan. Dla pracodawców ważne jest również, w przypadku utrzymania siły roboczej przy sobie, żeby odpowiednio motywować osoby zatrudnione, a wtedy, może się okazać, że nawet bez dużej podwyżki wynagrodzenia, pracownik zdecyduje się na pozostanie w zakładzie pracy i nie zasili „fali wielkich odejść”. Są jednocześnie sektory, w których pracownicy domagają się znacznych podwyżek płac, więc przekraczających 6 procent i do tych należą np. pracownicy usług finansowych.

W konkluzji do tekstu można powiedzieć, że znakomita większość pracowników, nie odczuje podwyżek wcale lub prawie wcale, bo te, pochłonięte zostaną przez inflację, więc rosnące ceny paliw, energii elektrycznej i opału, a także ceny detaliczne w sklepach. Zmiany na tym kierunku, przewidywane są przez organizacje finansowe dopiero w końcówce przyszłego roku, co poprzedzone ma być stabilizacją cenową po połowie 2022 roku. Mówi się też, że normalizacja inflacyjna, może mieć też miejsce nieco później, a wszystko uzależnione będzie wynikami osiąganymi przez Covid-19, bo to on i w przypadku Irlandii rozwój sytuacji brexitowej, ukształtuje ekonomiczną przyszłość kraju, a także naszą.

W mojej prywatnej ocenie, którą podzieliłem się już kilka miesięcy temu, nie ma szans na wyjście z największych problemów gospodarczych Irlandii do końca przyszłego roku, a te, uwarunkują też jakość życia na wyspie, o czym szerzej będę mówił w dzisiejszej audycji Studio 37, która rozpocznie się o godzinie 17:00 czasu irlandzkiego na antenie Radia Wnet.

Bogdan Feręc

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Zakaz dyskryminacji
„Głęboko niepoko
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська