Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Czy Micheál Martin przeoczył bunt własnych dzieci?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Cisza po gwałtownych protestach w sprawie cen paliw jest złudna, choć na korytarzach Leinster House nie słychać już skandowania tłumów, ale wyraźnie słychać ostrzenie politycznych noży. Fianna Fáil (FF), niegdyś hegemon irlandzkiej sceny politycznej, znajduje się obecnie w stanie głębokiego wrzenia, które może doprowadzić do znaczącego przesunięcia w jej strukturach. To już nie jest tylko narzekanie „starej gwardii”, a otwarty bunt pokoleniowy, który uderza prosto w fundamenty przywództwa Micheála Martina.

Punktem zwrotnym stała się bezprecedensowa interwencja najmłodszych posłów, czyli Jamesa O’Connora, Ryana O’Meary i Alberta Dolana. Ich oświadczenie to akt politycznej dojrzałości, a zarazem bezlitosna diagnoza stanu partii. Młodzi politycy dali jasno do zrozumienia, że nie zamierzają być pasem transmisyjnym decyzji góry, których sami nie rozumieją i których nie potrafią obronić przed swoimi rówieśnikami.

Jesteśmy głęboko zaniepokojeni tym, że wielu naszych rówieśników wyciągnie z ostatnich wydarzeń wniosek, że nasza polityka nie przynosi efektów” – czytamy w oświadczeniu.

Przesłanie jest czytelne, więc rola posła nie polega na wyjaśnianiu obywatelom, dlaczego rząd ma trudności. Polega na wyjaśnianiu rządowi, dlaczego obywatele są wściekli. Ta prosta, wręcz podręcznikowa definicja demokracji parlamentarnej, zdaje się umykać obecnemu kierownictwu, które okopało się w rządowych gabinetach, tracąc głos społeczeństwa.

Premier Micheál Martin zdaje się prowadzić partię metodą dryfu, ponieważ zamiast zdecydowanych działań w obliczu kryzysu kosztów utrzymania, oferuje spotkania, które, jak widać po reakcji młodych posłów, nie przynoszą żadnych konkretów. Martin, postrzegany coraz częściej jako polityk gabinetowy, a nie lider ludowy i dopuścił do sytuacji, w której „umowa społeczna została napięta do granic możliwości”.

Krytyka płynie nie tylko od młodych. Weteran polityczny Willie O’Dea, postać o potężnym elektoracie w Limerick, mówi wprost o „katastrofie”. Jego słowa o utracie zaufania wyborców, którzy deklarują, że „nigdy więcej nie zagłosują na tę partię”, powinny być dla Martina dzwonkiem alarmowym. Problem w tym, że premier zdaje się ignorować fakt, iż odpowiedzialność w każdej organizacji rośnie wraz ze szczeblem. Jeśli mechanizm zawodzi na dole, winny jest ten, który trzyma stery na górze.

Sytuacja jest poważna. Choć na razie potencjalni „pretendenci do tronu” milczą, czekając na wynik wyborów uzupełniających w maju, jednak wewnątrz partii formuje się już koalicja niezadowolenia. Do młodych dołączają doświadczeni gracze, jak Seán Ó Fearghaíl czy Paudie O’Sullivan. Domagają się oni pilnego spotkania partii parlamentarnej, by rozliczyć kierownictwo z marazmu. W kuluarach krąży liczba 12, bo tyle właśnie podpisów potrzeba, by wymusić wewnętrzne głosowanie nad wotum nieufności wobec samego Martina. Przy obecnej skali frustracji, zebranie takiej grupy nie wydaje się już scenariuszem teoretycznym.

Fianna Fáil stoi dziś przed fundamentalnym pytaniem o swoją tożsamość. Czy jest partią potrafiącą „wysłuchać gniewu, zanim przerodzi się on w bunt”, jak sugeruje O’Dea, czy też stała się skostniałą strukturą, w której góra nie rozmawia z dołami? Obecna sytuacja pokazuje, że premier Martin stracił autorytet u najmłodszych, a dla generacji O’Connora i Dolana lojalność partyjna nie oznacza ślepego posłuszeństwa w obliczu społecznej zapaści. Do tego można zauważy, iż partia jest pęknięta, natomiast rozdźwięk między ministrami a partią parlamentarną i posłami w terenie, stał się niebezpiecznie szeroki. Widoczny jest też fakt braku relacji z elektoratem i FF przestała być partią „zwykłych ludzi”, a stała się partią „wyjaśniania problemów rządu”.

Micheál Martin może przetrwać najbliższy tydzień, a nawet majowe wybory, jednak proces, który zainicjowali najmłodsi członkowie jego ugrupowania, jest nieodwracalny. To początek końca ery obecnego lidera Fianna Fáil, w której przywództwo opierało się na hierarchicznym spokoju. Dziś partia krzyczy o zmianę, a jeśli Martin nie wyjmie zatyczek z uszu, krzyk ten może go ostatecznie wymieść z fotela lidera, co jest właściwie nieuchronne.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Fot. CC BY-SA 4.0 David Kernan

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version