Po niszczycielskim w niektórych regionach przejściu sztormu Chandra, który pozostawił po sobie zalane domy i zdewastowane przedsiębiorstwa, rząd Irlandii wysyła jasny sygnał, iż dotychczasowy system ostrzegania pogodowego wymaga gruntownej reformy. Propozycja wprowadzenia „zlokalizowanych” alertów ma zakończyć erę informacyjnego szumu i alarmistycznych nagłówków, ale krytycy pytają retorycznie: czy lepsza prognoza powstrzyma wodę tam, gdzie od lat brakuje wałów?
Minister wydatków publicznych Jack Chambers potwierdził, że gabinet na czele z taoiseachem Micheálem Martinem i tánaiste Simonem Harrisem poważnie rozważa odejście od ogólnokrajowych lub powiatowych ostrzeżeń na rzecz komunikatów celowanych precyzyjnie. Obecny system kolorowych kodów (żółty, pomarańczowy, czerwony), choć wartościowy, bywa zbyt ogólny. „Met Éireann może przekazywać ostrzeżenia ogólne, ale nie zawsze są one szczegółowe i nie zawsze dysponują wszystkimi danymi hydrologicznymi” – przyznał minister Chambers.
Cel jest jasny, czyli dostarczyć konkretną informację tym, którzy jej faktycznie potrzebują. Zamiast paraliżować całe hrabstwo ostrzeżeniem, które w wielu miejscach się nie zmaterializuje, służby chcą skupić się na konkretnych miejscowościach lub miastach. Ma to nie tylko zwiększyć bezpieczeństwo, ale i ukrócić medialną spiralę strachu, która często wyolbrzymia zagrożenie tam, gdzie jest ono minimalne.
Równolegle z dyskusją o meteorologii, rząd podjął kroki w celu załatania dziur w budżetach dla poszkodowanych. Program Finansowania Pomocy Humanitarnej zostać ma drastycznie zwiększony z 20 000 do nawet 100 000 euro dla przedsiębiorstw i grup wolontariackich, które nie mogą uzyskać ubezpieczenia od powodzi. Jednak dla opozycji to jedynie „leczenie objawowe”. Posłanka Louise O’Reilly z Sinn Féin brutalnie punktuje retorykę rządu, twierdząc, że to nie system zawodzi ministrów, lecz ministrowie są tym systemem. Z kolei Conor Sheehan z Partii Pracy przypomina o dramacie Enniscorthy w Wexford – miasta, które w ostatnich latach zalane zostało aż 13 razy.
Rząd deklaruje, że chce działać w warunkach „braku burzy”, analizując szersze działania kryzysowe, ale czy współpraca z Met Éireann w zakresie lepszego przepływu danych wystarczy, by uspokoić opinię publiczną?
Krytycy wskazują na trzy główne problemy:
- Przewidywalność: Wiele z ostatnich powodzi było „do przewidzenia”, a mimo to reakcja była spóźniona.
- Infrastruktura: Nawet najbardziej precyzyjne ostrzeżenie wysłane na telefony nie zastąpią fizycznych zabezpieczeń przeciwpowodziowych.
- Segregacja ubezpieczeniowa: Firmy zatrudniające mniej niż 50 osób w regionach zalewowych są de facto odcięte od prywatnego rynku ubezpieczeń, co czyni je całkowicie zależnymi od doraźnej łaski rządu.
*
Reforma alertów Met Éireann jest krokiem w stronę nowoczesnego zarządzania kryzysowego, co można przyjąć za krok w dobrą stronę. Natomiast informacje lokalne pozwolą mieszkańcom konkretnych ulic czy miejscowości na reakcję, zamiast ignorowania kolejnego „żółtego alertu” dla całego regionu. Tu jednak pojawia się pewne zastrzeżenie, bo bez radykalnego przyspieszenia inwestycji w infrastrukturę hydrologiczną, lokalizowane ostrzeżenia będą jedynie bardziej precyzyjnym nekrologiem dla lokalnych biznesów, informującym ich z matematyczną dokładnością o tym, że ich majątek za kilka godzin pójdzie pod wodę.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Glenn Carstens-Peters on Unsplash

