Czy irlandzki rząd jest na straconej pozycji?

Pod wieloma względami tak, bo wpadł z deszczu pod rynnę, więc z kryzysu wywołanego pandemią, w ten wojenny, który prawdopodobnie jeszcze mocniej odbije się na mieszkańcach Europy.

Nie mam też przekonania, że przywództwo polityczne w Irlandii jest silne i to także widać wyraźnie, bo proces decyzyjny jest długi, zasłanianie się przepisami i zależnościami ujawnia się na poziomie wysokim, a i sami ministrowie, raczej nie rzucają pomysłami na prawo i lewo, więc przypatrują się działaniom innych państw i właściwie tylko kopiują rozwiązania wcześniej już zastosowane.

Z jednej strony można uznać to za całkiem dobrą metodę, bo o ile pomysł wsparcia, pomocy, uwolnienia z kryzysu sprawdził się w innym miejscu, to czemu nie miałby w Irlandii, czyli pole minowe zostało oczyszczone i można na nim bezpiecznie postawić stopę. Takie procesy wskazują nam jednak wyraźnie, że nie ma w kraju przywództwa politycznego, które wyprowadzi kraj z kryzysu, o ile nie będzie on podobnym, jak w innych państwach i nie będzie można podglądać nikogo, kto sobie radzi w danej sytuacji.

Wizja politycznego plagiatu jest trochę przerażająca, bo skoro nie można mieć własnego pomysłu na rozwiązanie problemu, nie można być też premierem, wicepremierem, ministrem i posłem lub senatorem, bo po co? Oczywiście tu też występują zależności, bo nawet dobry pomysł parlamentarzysty partii rządzącej, wcale nie musi być zrealizowany, gdyż właściwie zależy to od szefa resortu, jakim jest w tym przypadku minister albo od szefa partii, więc blokada może być dwustronna. Ci natomiast mogą stwierdzić, że linia polityczna ugrupowania jest całkiem inna i kłócić się to z ową będzie, czyli utrącą pomysłodawcę, nawet jeżeli stanie za nim dobrobyt. Co ciekawe, politycznie dobrobyt krajowy i powszechna szczęśliwość też nie jest do końca dobra, bo wypłaszcza politykę, rozleniwia i daje przekonanie, że to właśnie oni, politycy, doprowadzili nas do Edenu. Tak nie jest, bo tak prawie nigdy nie było, a teraz światem rządzi czysta ekonomia i korporacje, które swoimi działaniami nadają ton rozwojowi świata.

Tak dochodzimy do wniosku, że w rządzie zasiadają aparatczycy, którzy mają tylko jeden cel, czyli przypodobać się szefowi, gdyż nie przejdzie im przez myśl, by iść drogą bardziej wyboistą, ale prowadzącą do upragnionego celu szybciej i uczynienia państwa po prostu wzmocnionym vel odpornym na podobne wydarzenia, jakie zepchnęły to w zapaść ekonomiczną.

Ważne jest również, że gabinetowi premiera Martina, a za chwilę Varadkara, przyszło rządzić w trudnych czasach, albowiem jednego dopadła pandemia, a drugi dostanie omłot od kryzysu gospodarczego i energetycznego. Ważne jest również, aby pamiętać, że w obu przypadkach, bo Martina i Varadkara, nie będzie można użyć stwierdzenia, iż to oni wyprowadzili Irlandię z kryzysów. To taki chichot historii i to w obu przypadkach, bo detronizowany przez Leo Varadkara Enda Kenny, faktycznie wyprowadził kraj z kryzysu, stosując drastyczne środki zapobiegawcze. W schyłkowym okresie jego rządów, na sytuację wpłynęła dodatkowo koniunktura na świecie, ale główne zadania wykonane były przez Kenny’ego i jego ministra finansów Michaela Noonana. Wtedy sceptyczny Martin, który prowadził już Fianna Fáil, miał dużo zarzutów do premiera Kenny’ego, wytykając mu niepopularne decyzje, ale czyż był bez winy? Nie, bo to Fianna Fáil wpędziła kraj w przepaść gospodarczą, w porę nie reagując na pierwsze oznaki zbliżającej się tragedii narodowej.

W przypadku tego rządu nieuprawnionym jest również stwierdzenie, że działa szybko, ma jasno sprecyzowane cele, bo już poprzedni gabinet pokazał, że wprowadzane są półśrodki, a te, nie do końca odpowiadają potrzebom i są wyłącznie reakcją na zdarzenia, nie zaś przemyślanym wieloletnim planem do stopniowej realizacji.

Można być też zwiedzionym „Planem dla rządu”, jaki ustanowiony został wraz z powołaniem do życia koalicji Fianna Fáil, Fine Gael i Green Party, a i przywoływany jest, co jakiś czas, ale i tu zalecam ostrożność, gdyż to plan na czas poza kryzysem, więc nie był realizowany w pandemii, ale nie będzie też możliwości zrealizowania go w czasie rozwijającej się właśnie głębokiej zapaści ekonomicznej. Tak, tak, to złe dopiero nadejdzie, a obecnie mamy wyłącznie preludium do wydarzeń, jakie dotykać nas będą za kilka lub kilkanaście tygodni, a ujawnią się, o ile Rosja podejmie kroki odwetowe i nałoży swoje sankcje. Pewne jest, że nie można Federacji nie doceniać, nie można jej również przeceniać, a to za sprawą wcześniej podejmowanych akcji międzynarodowych, więc spychaniu niektórych państw roponośnych do roli małego gracza, uciskanie ich sankcjami i embargiem, jakie nakładano na eksport ropy, co teraz odbija się czkawką Europie i USA.

W ujęciu lokalnym więc irlandzkim, takich błędnych decyzji mieliśmy i na wyspie kilka, by wymienić choćby pomysł ministra środowiska i zablokowania przez niego rozbudowy terminali gazowych, aby można było zwiększyć zdolność przeładunkową z gazowców. Ważniejsza była jednak dla Éammona Ryana kwestia oczyszczenia środowiska, niż bezpieczeństwo energetyczne, którego teraz właściwie w kraju nie ma albo jest niskie.

Mówi się też, że spokój duch odzyskamy, gdy kraj dostarczać będzie ok. 80% energii ze źródeł odnawialnych, co akurat powiedział premier Martin, ale skoro teraz niewiele ponad 40 proc. prądu pochodzi z wiatraków, to ile czekać będziemy na kolejne 40 procent? To nie wszystko, bo premier jest optymistą energetycznym i wydaje się nie mieć pełnej wiedzy w tym zakresie, albowiem spece od zagadnień energetyki wiatrowej mówią, że bezpieczeństwo energetyczne kraju zależy od możliwości wytwórczych. To z kolei oznacza, iż nie wystarczy ustawić odpowiedniej ilości wiatraków, które zapewnią wytwórczość prądu na potrzeby bieżące, a należy systemy wytwarzające energię zdublować, żeby stawić czoła okresom z niskim natężeniem wiatru. To z kolei oznacza, że mogą zdarzyć się też okresy bezwietrzne, czyli, Irlandia musi wyposażyć się w alternatywne do wiatrowej systemy produkujące prąd, by być w pełni niezależna i bezpieczna energetycznie.

Irlandzcy politycy w mojej ocenie są krótkowzroczni, nie są specjalnie lotni politycznie i jakoś tak słabo przekonani, że mogą być w polityce stanowczymi, więc okazać się rewolucjonistami i mężami stanu, jak pokazał to jeden aktor, który akurat jest teraz prezydentem. Czy, aby pojawili się wybitni politycy, którzy bez obaw podejmą najtrudniejsze decyzje, musi dojść w Irlandii do wojny? Odnoszę wrażenie, że i wtedy, nie byliby w stanie objąć realnego przywództwa nad wyspą i dać jej impulsu do działania, jak ma to miejsce w dzielnie stawiającej opór najeźdźcy Ukrainie.

Bogdan Feręc

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Czy Rosjanie zakłó
Ukraina otrzyma od U
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська