Czy cenzura w mediach pomoże w walce z islamskim terroryzmem? / Andrzej Świdlicki, „Kurier WNET” nr 89/2021

Inwigilacja internetu i cenzura, uzasadniane wojną z terroryzmem (tak, jakby wojna sama przez się nie była terroryzmem) już teraz mają duży zasięg, a zanosi się na to, że jeszcze się on zwiększy.

Andrzej Świdlicki

Kto jest  łagodniejszym katem: cenzor czy ekstremista?

Zabójstwa urzędujących polityków nie należą w Wlk. Brytanii do rzadkości. W latach 1882–1990 z rąk Irlandzkiej Armii Republikańskiej zginęło 6 posłów brytyjskiego parlamentu. W przededniu brexitowego referendum zabito laburzystowską posłankę Joannę Cox. W 1812 roku kupiec nazwiskiem John Bellingham przekonany, że rząd winien jest jego złej sytuacji majątkowej, zabił urzędującego premiera Spencera Percevala.

Niemniej zabójstwo 69-letniego Davida Amessa – konserwatywnego posła z blisko 40-letnim stażem, dokonane 15 października podczas spotkania z wyborcami w ośrodku metodystów w Leigh-on-Sea w Essex w południowo-wschodniej Anglii, szczególnie oburza i niepokoi. Nie tylko ze względu na okoliczności mordu dokonanego 17 ciosami nożem, z zimną krwią przez Somalijczyka urodzonego w Londynie, lecz dlatego, że z pewnością przyniesie społecznie niepożądane konsekwencje z ograniczeniem wolności słowa włącznie.

Posłowie Izby Gmin kontaktujący się z wyborcami będą bać się o swe bezpieczeństwo, a zatem staną się mniej przystępni. Reforma parlamentu, do której przymierzano się w przeszłości, gdy posłowie kłuli w oczy skandalami obyczajowymi i finansowymi, trafi do jeszcze głębszego lamusa. Inwigilacja internetu będzie jeszcze ściślejsza.

Co gorsza, zabójstwo posła może spolaryzować społeczeństwo. Tym bardziej, że wygląda niemal na kalkę wcześniejszego o pięć lat zabójstwa laburzystowskiej posłanki Jo Cox, dokonanego w przededniu referendum ws. pozostania Wlk. Brytanii w Unii Europejskiej. Cox, tak jak Amess, zginęła od ciosów nożem w drodze na spotkanie z wyborcami.

Sprawca nazwiskiem Thomas Mair został ujęty na miejscu zbrodni. Był wyznawcą supremacji białej rasy, brytyjskim nacjonalistą, interesował się Ku Klux Klanem i nazizmem.

Nie krył się z tym, że mordu dokonał z powodu prounijnych politycznych przekonań posłanki, którą nazwał zdrajczynią.

Nie wiadomo, jakimi motywami kierował się zabójca Amessa, którego czyn policja uznała za akt terroryzmu. Nic nie wskazuje na to, by miał sympatie lewicowe, ale wpływowy publicysta Dan Hodges z sobie znanego powodu wpisał jego czyn w bieżącą politykę: „Nie wiem, dlaczego Sir David Amess został zabity, ale nastał czas, by położyć kres instynktownej nienawiści do torysów [rządzącej konserwatywnej partii], tkwiącej u podłoża [opozycyjnej] Partii Pracy”. Hodges napisał, że o ile ekstremizm na prawicy został rozpoznany, przykładnie potępiony i występuje na politycznym marginesie, o tyle ekstremizm lewicy jest groźniejszy, bo nie ogranicza się do politycznego marginesu, nie stosuje jawnej przemocy, ale „jest równie toksyczny i groźny” dla demokratycznego systemu.

Trudno nie dostrzec, że gromiąc ekstremizm tam, gdzie go nie ma, Hodges nie widzi go tam, gdzie widoczny jest najwyraźniej. Polityczny ekstremizm, jeśli rozumieć go jako niszczenie konserwatywnych wartości: tradycji, rodziny, małżeństwa, religii, patriotyzmu itd., jest nie tylko obecny w politycznym mainstreamie, ale jest jego treścią, którą przyswoiły sobie trzy główne partie politycznego establishmentu.

Jeśli komuś zabójstwo Amessa powinno dać do myślenia, to wyznawcom tzw. otwartego społeczeństwa, wyobrażającym sobie, że tolerancja, politycznie poprawnościowy nakaz inkluzywności, promocja multikulti i kajanie się za kolonializm są odpowiedzią na masową migrację z krajów spoza Europy. Historia pełna jest przykładów nieudanych przeszczepów jednej cywilizacji na grunt drugiej i ich dekadenckiego rozkładu.

Według BBC 25-letni Ali Harbi Ali, oskarżony o zabójstwo Amessa, urodził się w dzielnicy Southwark w południowym Londynie, dorastał w dzielnicy Croydon i mieszkał sam. Jego ojciec, Harbi Ali Kumane, był doradcą premiera Somalii (inne doniesienia nazywają go dyrektorem komunikacji w urzędzie premiera). Byłoby ciekawe dowiedzieć się, kiedy ojciec Alego otrzymał azyl i dla którego rządu pracował, ponieważ długie lata w Somalii trwała wojna domowa i kraj nie miał uznanego w świecie centralnego rządu.

Zabójstwo Amessa nasuwa skojarzenia z mordem dobosza Lee Rigby’ego z 2. Batalionu Królewskiego Pułku Fizylierów, do którego doszło nieopodal koszar w Greenwich w 2013 roku. Za ten czyn skazano dwóch naturalizowanych Brytyjczyków urodzonych w Nigerii: Michaela Adebowalego i Michaela Adebolajo. Rigby został umyślnie potrącony samochodem, a następnie dobity rzeźniczym tasakiem. Sprawcy wybrali przypadkową ofiarę, choć chcieli, by był nią żołnierz; nie usiłowali zbiec z miejsca zbrodni, pozowali do zdjęć, w chwili popełnienia zbrodni byli zdrowi na umyśle. Adebolajo, według doniesień przyjaciół, był przewidywany na wtyczkę MI5 (kontrwywiadu), ale nie dał się zwerbować. Ojciec Adebowalego pracował w dyplomatycznym przedstawicielstwie Nigerii w Londynie, a matka była kuratorką sądową.

Ani Alego, ani Adebowalego nie można więc uznać za społeczny margines. Nic nie stało na przeszkodzie, by zdobyli kwalifikacji dające możliwość wykonywania społecznie pożytecznej pracy. Jednak z jakichś powodów, których prasa nie usiłuje dociec i nazwać po imieniu, nie chcieli się w Wielkiej Brytanii integrować bądź poniechali takich zamiarów, jeśli je mieli.

Uwagę zwraca to, że o zabójstwie Amessa mówi się i pisze w oderwaniu od sytuacji w Somalii, kraju strategicznie położonym, bogatym w surowce, w którym Brytyjczycy od lat mocno są zaangażowani militarnie.

Śmierć Amessa łączy się z możliwym zradykalizowaniem sprawcy wywołanym covidowym lockdownem. W myśl tego rozumowania nakaz przymusowego przebywania w domu powoduje uzależnienie od internetu, sprzyja introspekcji i przekłada się na radykalizację myśli i czynów. Alego miały zradykalizować materiały na YouTube, umieszczone tam przez islamskiego propagandzistę, Anjema Choudary’ego.

Związek internetu i politycznej radykalizacji, na który zwracano uwagę także w przypadku mordu popełnionego przez Thomasa Maira, można odebrać jako zapowiedź dalszego wzmocnienia omnipotencji państwa kosztem praw obywateli.

Inwigilacja internetu i cenzura, uzasadniane wojną z terroryzmem (tak, jakby wojna sama przez się nie była terroryzmem) już teraz mają duży zasięg, a zanosi się na to, że jeszcze się on zwiększy. Minister sprawiedliwości i wicepremier Dominic Raab wypowiedział się przeciwko anonimowości w mediach społecznościowych, twierdząc, że bywa ona przykrywką do wulgaryzmów i obelg pod adresem polityków.

Mimo iż nic nie wskazuje na związek mediów społecznościowych z zabójstwem Amessa, minister spraw wewnętrznych Priti Patel powiedziała, że dla ochrony polityków narażonych na ataki w nich brany jest pod uwagę ustawowy zakaz anonimowych kont. Być może przy zakładaniu konta na Twitterze czy FB trzeba będzie się wylegitymować. Projekt innej ustawy o przeciwdziałaniu szkodliwemu wykorzystywaniu internetu (Online Harms Bill) nie był dotychczas szerzej dyskutowany, ale zanosi się na to, że teraz może zostać dodatkowo uściślony. Z tego, co wiadomo, nakłada na firmy obowiązek usuwania treści uznanych za nienawistne, takich jak np. podżeganie do nienawiści na tle rasowym, cokolwiek ma to znaczyć.

Policja już teraz ma duże możliwości inwigilowania internetu i przeciwdziałania publikowaniu treści, do których ma zastrzeżenia. Likwidacja anonimowości w internecie uderzyłoby w tzw. sygnalistów, którzy motywowani dobrem ogółu, ujawniają nadużycia swoich pracodawców.

Nie wiadomo, w jaki sposób ukaranie mediów elektronicznych miałoby przyczynić się do walki z islamskim ekstremizmem i radykalizację jego zwolenników.

Ale cóż może logika, gdy nawet papież Franciszek apeluje do plutokratów Silicon Valley, by wprzęgli swoje algorytmy w służbę szczytnej sprawy rugowania „mowy nienawiści” i „spiskowych teorii”? Następnym etapem walki z ekstremizmem będzie cenzura polegająca nie na mechanicznym usuwaniu niektórych treści i blokowaniu dostępu do nich, lecz na wpływaniu na ludzkie myślenie, kształtowanie sposobu postrzegania rzeczywistości i generowania emocji. Covid był w tym względzie cennym doświadczeniem.

Artykuł Andrzeja Świdlickiego pt. „Kto jest łagodniejszym katem: cenzor czy ekstremista?” znajduje się na s. 9 listopadowego „Kuriera WNET” nr 89/2021.

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Codziennie w Polsce
Polish Radio issues
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська