Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Cywilizacyjny skok w stronę pustego żołądka. Irish Rail i cud brakującego wózka z herbatą

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Cztery lata po formalnym odwołaniu pandemii oraz zniesieniu wszelkich rygorów sanitarnych, irlandzka kolej wciąż zmaga się z zadaniem, które przerasta jej możliwości operacyjne i budżetowe.

Podróż na trasie z Cork do Dublina czy wycieczka do Belfastu gwarantuje pasażerom luksus w postaci chłodnego napoju lub słonej przekąski. Pozostała część kraju musi jednak uzbroić się w cierpliwość, zapasy własne i wyrozumiałość dla instytucji, dla której serwowanie gorącej kawy w XXI wieku urosło do rangi skomplikowanej misji kosmicznej.

Pasażerowie przemierzający trasę ze Sligo, Westport czy Tralee spędzają w przedziałach od trzech do czterech godzin. Dla wielu z nich wczesnoporanny lub późnowieczorny kurs oznacza podróż w czasie, gdy lokalna infrastruktura handlowa na prowincji smacznie śpi. W efekcie podróżni próbują przetrwać wielogodzinny przejazd bez dostępu do płynów i ciepłych posiłków.

Aktywizm wózkowy i viralowa woda

Brak podstawowych usług gastronomicznych w pociągach wywołał kolejną już falę niezadowolenia, która z poziomu peronów przeniosła się na szczeble polityczne. Senator Partii Pracy Nessa Cosgrove postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, organizując na dworcach akcje rozdawania pasażerom darmowej wody i chipsów. Gest ten sprowokował szeroką dyskusję w mediach społecznościowych oraz wywołał odzew ze strony mieszkańców Mayo, Galway czy miast wschodniego wybrzeża.

Przedstawiciele organizacji Rail Users Campaign wskazują, że tradycyjna przewaga kolei nad innymi środkami transportu polegała na wyższym komforcie – możliwości pracy przy stole, poczytania książki czy wypicia filiżanki herbaty. Dziś ten ostatni element jest wspomnieniem, a podróżni z odleglejszych zakątków kraju traktowani są z nie do końca zrozumiałą powściągliwością.

Poszukiwanie innowacji na skalę globalną

Rzecznik Irish Rail Barry Kenny argumentuje, że po pandemii koszty obsługi cateringowej wzrosły tak gwałtownie, iż dostępne fundusze pozwalają jedynie na utrzymanie przekąsek na wybranych, priorytetowych liniach. Kolej gorączkowo poszukuje „innowacyjnych rozwiązań” i apeluje do rynku o przedstawienie pomysłów, które pozwoliłyby na wdrożenie usług tanio lub wręcz bezkosztowo.

Głos w sprawie zabrał również sekretarz stanu w Departamencie Transportu Seán Canney, który z powagą pochylił się nad koncepcją montażu automatów sprzedażowych w pociągach. Zauważył przy tym przytomnie, że urządzenia te wymagają serwisowania oraz zabezpieczenia, ponieważ operowanie fizyczną gotówką generuje dodatkowe wyzwania logistyczne. Alternatywnym i wysoce nowoczesnym rozwiązaniem ma być możliwość zakupu jedzenia na stacji w Galway, gdy ta przejdzie pełną modernizację, co z pewnością ucieszy pasażerów pragnących zjeść cokolwiek w trakcie samej jazdy pociągiem.

Awaryjna szklanka wody i budżetowe łamigłówki

Z wyliczeń działaczy kolejowych wynika, że siedmioletni kontrakt na obsługę cateringową pozostałych tras opiewałby na kwotę 14,7 miliona euro. Dokumenty ujawnione w trybie dostępu do informacji publicznej sugerują jednak, że resort transportu po prostu nie przewidział finansowania na ten cel.

W odpowiedzi na zarzuty o brak dostępu do jakichkolwiek napojów na kilkugodzinnych trasach, przewoźnik uspokaja, bo na pokładach znajduje się woda dostępna w sytuacjach wyjątkowych. Pasażerom pozostaje zatem czekać na zapowiadany program pilotażowy, którego uruchomienie planowane jest na wrzesień, i liczyć na to, że zwykła filiżanka herbaty w końcu przestanie wymagać innowacji technologicznych na miarę nowego stulecia.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by Jonathan Borba on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version