Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Cyfrowy miraż w świecie betonu. Pułapki sztucznej inteligencji na rynku nieruchomości

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Irlandzki rynek nieruchomości od lat pogrążony w głębokim kryzysie podaży i stał się areną nowej, kontrowersyjnej praktyki, która budzi coraz większy opór społeczny. Agenci nieruchomości, dążąc do maksymalizacji atrakcyjności swoich ofert, coraz śmielej sięgają po narzędzia sztucznej inteligencji do retuszowania oraz generowania zdjęć sprzedawanych domów.

To, co zaczęło się od niewinnego poprawiania koloru nieba na błękitny, ewoluowało w stronę tworzenia cyfrowych iluzji, które mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Eksperci i poszukujący dachu nad głową nabywcy alarmują, że to nie jest już tylko marketing, to „kolejny policzek” wymierzony kupującym, którzy w obecnej sytuacji rynkowej i tak znajdują się na straconej pozycji.

Mechanizm tego zjawiska jest prosty, a jego efekty, przynajmniej na ekranie smartfona, są wręcz olśniewające. Na portalach ogłoszeniowych pojawiają się oferty domów, które wyglądają jak wyjęte z luksusowych katalogów wnętrzarskich. Jednak brutalna weryfikacja następuje podczas pierwszej wizyty na miejscu. Kupujący, zwabieni wizją nowoczesnych, doświetlonych przestrzeni i perfekcyjnie utrzymanych ogrodów, zastają budynki wymagające gruntownego remontu, zaniedbane podwórka i ciasne pokoje. Jak zauważa Ciaran Mulqueen, twórca popularnego konta „Crazy House Prices”, sztuczna inteligencja pozwala dziś deweloperom i agentom na dorysowywanie przybudówek, których nie ma, czy aranżowanie ogrodów w miejscach, gdzie straszy klepisko.

Najbardziej uderzającym aspektem tej praktyki jest rażąca dysproporcja między standardami obowiązującymi w innych branżach a samowolą na rynku nieruchomości. W sektorze gastronomicznym czy odzieżowym fałszywa reklama jest surowo karana, więc nikt nie może sprzedać wegetariańskiej kanapki z mięsem bez narażenia się na konsekwencje prawne.

Tymczasem w branży, gdzie stawką są setki tysięcy euro i życiowe oszczędności obywateli, zdaje się panować archaiczna zasada „caveat emptor”, czyli niech kupujący ma się na baczności. Agenci często argumentują, że cyfrowe wizualizacje mają jedynie pomóc klientom „wyobrazić sobie potencjał nieruchomości”. Jest to jednak argumentacja uznawana za protekcjonalną i umniejszającą inteligencji nabywców, którzy doskonale wiedzą, co można zrobić z domem, ale chcą wiedzieć, co kupują w danym momencie.

Absurd tej sytuacji potęguje fakt, że w obliczu drastycznego braku mieszkań na rynku, domy w Irlandii sprzedają się niemal „same”. Przy tak niskiej podaży i ogromnym popycie, uciekanie się do cyfrowych manipulacji wydaje się działaniem całkowicie zbędnym i cynicznym. Dla wielu młodych ludzi, którzy od lat próbują wejść na drabinę mieszkaniową, oglądanie wygenerowanych przez AI mebli, które fizycznie nie miałyby szans zmieścić się w danym pomieszczeniu, jest dowodem na brak szacunku ze strony pośredników.

To kolejny przykład przerzucania pełnej odpowiedzialności za ryzyko transakcyjne na kupującego, w systemie, który i tak promuje właścicieli oraz kapitał.

Sztuczna inteligencja, choć nie jest głównym powodem kryzysu mieszkaniowego, stała się symbolem patologii trawiących ten sektor. W dobie, gdy zaufanie do instytucji i pośredników jest kluczowe dla stabilności społecznej, zalewanie rynku fałszywymi obrazami pogłębia jedynie frustrację i poczucie niesprawiedliwości. Jeśli standardy reklamowe nie zostaną pilnie uregulowane, proces kupna domu w Irlandii stanie się nie tylko walką o przetrwanie finansowe, ale także brnięciem przez gąszcz cyfrowych kłamstw, w którym prawda o stanie budynku schodzi na dalszy plan.

Bogdan Feręc

Źr. News Talk

Photo by Terrah Holly on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version