Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Cyfrowy kaganiec pod płaszczykiem ochrony dzieci. Dokąd prowadzi nowa polityka UE?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Intencja zapewnienia dzieciom bezpieczeństwa w przestrzeni wirtualnej jest kwestią całkowicie bezsporną. Nikt przecież nie podważa potrzeby ochrony nieletnich przed zagrożeniami sieci, cyberprzemocą czy niewłaściwymi treściami. Granica między uzasadnioną opieką a nadmierną kontrolą zostaje jednak drastycznie przekroczona w momencie, gdy unijny aparat – obecnie już ucisku – pod hasłem ochrony najmłodszych sięga po narzędzia drastycznie ingerujące w wolność całego unijnego społeczeństwa.

Z przecieków dotyczących najnowszych planów Unii Europejskiej wyłania się obraz regulacji, które zamiast budować bezpieczne środowisko dla młodzieży, nakładają cyfrowy kaganiec na wszystkich obywateli Unii Europejskiej.

Kluczowym i najbardziej kontrowersyjnym elementem projektowanych przepisów jest powszechny wymóg weryfikacji tożsamości poprzez oficjalne dokumenty przy zakładaniu nowych kont na platformach społecznościowych, takich jak Facebook, Instagram, TikTok czy komunikator WhatsApp. Co więcej, konta już istniejące mają podlegać cyklicznym, „proporcjonalnym” kontrolom. Aby wysłać wiadomość, dołączyć do grupy dyskusyjnej czy założyć konto w aplikacji, dorosły obywatel, również będzie musiał wylegitymować się cyfrowym dowodem tożsamości lub paszportem, spiętym na przykład z państwowym portfelem cyfrowym. W praktyce oznacza to zrównanie codziennej komunikacji międzyludzkiej z dostępem do bankowości elektronicznej czy aplikacji hazardowych.

Taka konstrukcja przepisów uderza bezpośrednio w ogół społeczeństwa. Żeby zweryfikować wiek nielicznej grupy nieletnich, unijny system wymagać będzie cyfrowego prześwietlenia każdego dorosłego użytkownika sieci w Europie. W krajach o tradycji common law, gdzie obowiązek posiadania dowodu osobistego nigdy nie był standardem, rozwiązanie to budzi uzasadniony opór i rodzi poważne obawy o demontaż praw obywatelskich.

Znacząco obniża to poziom anonimowości w sieci, tworząc niebezpieczny precedens, bo prawo do prywatności staje się przywilejem warunkowym, zależnym od uprzedniego okazania państwowego identyfikatora prywatnym korporacjom lub urzędniczym algorytmom.

Sama skuteczność tych opresyjnych rozwiązań budzi ogromne wątpliwości techniczne. Wszelkie odgórne nakazy skanowania dokumentów można stosunkowo łatwo obejść za pomocą podstawowych narzędzi, takich jak sieci VPN, które pozwalają dzieciom wirtualnie zmienić geolokalizację urządzenia. W efekcie powstaje absurdalna sytuacja, w której praworządni, dorośli obywatele UE zostają obłożeni rygorystyczną kontrolą i przymusem legitymowania się, podczas gdy problem dostępu nieletnich do nieodpowiednich treści przenosi się jedynie do szarej strefy technologicznej.

*

Tym samym Unia Europejska tylnymi drzwiami wprowadza system pełnej kontroli internetu, chociaż sama od lat broni się przed zarzutami o budowanie cyfrowej infrastruktury nadzoru.

Rezygnacja z powszechnego, bezrefleksyjnego zakazu – na wzór nieskutecznych rozwiązań australijskich – i próba stworzenia ram zaangażowania rodziców jest krokiem w stronę pragmatyzmu, jednak cena, jaką za te próby ma zapłacić całe społeczeństwo, jest jednak zdecydowanie wygórowana.

Ochrona dzieci nie może stanowić uniwersalnego wytrychu do legitymizowania stałej kontroli nad dojrzałymi obywatelami. Przekształcenie cyfrowej przestrzeni publicznej w strefę ciągłego okazywania dokumentów to nie troska o przyszłe pokolenia, lecz głębokie podkopanie fundamentów swobód obywatelskich.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Fot. CC Dati Bendo

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version