Komisja Europejska otworzyła wobec TikToka kilka równoległych frontów regulacyjnych, które razem tworzą bezprecedensową presję na jedną z największych platform społecznościowych świata. Oficjalnie chodzi o bezpieczeństwo użytkowników, ochronę dzieci i zgodność z europejskim prawem cyfrowym. W praktyce jednak skala działań rodzi pytanie, czy Unia Europejska nie zmierza w kierunku scenariusza, w którym TikTok stanie się w Europie biznesowo lub regulacyjnie nie do utrzymania.
W centrum obecnego sporu znajduje się Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), obowiązujący w pełni od 2024 roku. Wstępne ustalenia Komisji Europejskiej wskazują, że TikTok mógł naruszyć przepisy poprzez projekt aplikacji, który zdaniem regulatorów sprzyja uzależnieniu użytkowników. Chodzi o mechanizmy takie jak nieskończone przewijanie, automatyczne odtwarzanie treści, powiadomienia push oraz wysoce spersonalizowany system rekomendacji. Według Komisji takie rozwiązania mogą prowadzić do zachowań kompulsywnych i osłabienia samokontroli użytkowników, zwłaszcza dzieci i młodzieży.
Śledztwo obejmuje także tzw. efekt króliczej nory – w algorytmach rekomendacji, bezpieczeństwo nieletnich oraz ryzyko dostępu dzieci do treści nieodpowiednich dla ich wieku. Komisja twierdzi, że platforma nie przeprowadziła wystarczającej oceny ryzyka dla zdrowia fizycznego i psychicznego użytkowników oraz nie wdrożyła skutecznych mechanizmów ograniczających uzależniający charakter aplikacji.
W przypadku potwierdzenia naruszeń TikTokowi grozi kara do 6% globalnych rocznych przychodów, więc sankcja, która dla globalnego giganta technologicznego może oznaczać miliardowe straty. Komisja oczekuje jednocześnie fundamentalnych zmian w konstrukcji aplikacji, w tym ograniczenia lub wyłączenia funkcji takich jak nieskończone przewijanie czy intensywne rekomendacje algorytmiczne. TikTok stanowczo odrzuca zarzuty i twierdzi, że wnioski Komisji Europejskiej są „kategorycznie fałszywe”, zapowiadając jednocześnie walkę prawną. Spór zapowiada się więc na długotrwały konflikt regulacyjny, który może zdefiniować przyszłość tej platformy w Europie.
Obecne dochodzenie to jednak tylko jeden element szerszej układanki, bo w 2025 roku irlandzki regulator ochrony danych nałożył na TikToka karę 530 milionów euro za nieprawidłowe zabezpieczenie danych użytkowników z UE przy transferach do Chin. Władze uznały, że firma nie była w stanie zagwarantować poziomu ochrony danych odpowiadającego standardom unijnym. Decyzja była szczególnie istotna, ponieważ Irlandia pełni funkcję głównego regulatora TikToka w Europie. Sprawa pokazała, że unijne instytucje są gotowe stosować maksymalnie restrykcyjne narzędzia wobec platform uznawanych za potencjalnie ryzykowne z punktu widzenia bezpieczeństwa danych i suwerenności cyfrowej.
Na tym tle działania Komisji można interpretować na dwa sposoby. Pierwszy, ten oficjalny mówi o ochronie użytkowników i egzekwowaniu prawa wobec gigantów technologicznych. Drugi, który jest bardziej polityczny, sugeruje, że Unia Europejska buduje środowisko regulacyjne, które szczególnie silnie uderza w platformy powiązane z państwami spoza zachodniego kręgu politycznego.
TikTok, należący do chińskiej firmy ByteDance i posiadający europejską siedzibę w Dublinie, znajduje się w szczególnie wrażliwej pozycji geopolitycznej. Platforma jest jednocześnie jedną z najpopularniejszych aplikacji społecznościowych w Europie, używaną przez setki milionów użytkowników, w tym ogromną liczbę młodych ludzi.
Jeżeli natomiast Komisja Europejska i regulator unijnego rynku medialnego doprowadzi do wymuszenia głębokich zmian w architekturze aplikacji lub do wielomiliardowych kar, TikTok może stanąć przed strategicznym wyborem, więc albo gruntowna przebudowa modelu biznesowego w Europie, albo ograniczenie działalności. W skrajnym scenariuszu presja regulacyjna mogłaby doprowadzić do faktycznego wypchnięcia platformy z europejskiego rynku, nawet jeśli formalnie nikt nie użyje słowa „zakaz”.
Jednocześnie warto pamiętać, że podobne działania regulacyjne obejmują także inne platformy Big Tech. Unia Europejska od kilku lat konsekwentnie buduje model cyfrowej suwerenności, w którym interes publiczny, bezpieczeństwo danych i ochrona użytkowników mają pierwszeństwo przed swobodą działania globalnych gigantów technologicznych.
Tak na marginesie całej tej sprawy prawdziwe pytanie nie brzmi więc już, czy Bruksela będzie regulować media społecznościowe, a raczej, czy w przyszłości wszystkie globalne platformy będą musiały działać według europejskich (narzuconych) zasad, nawet jeśli oznacza to całkowitą przebudowę ich technologii, modelu biznesowego, a w skrajnych przypadkach także obecności na europejskim rynku.
Bogdan Feręc
Źr. Independent

